"O trzeciej w nocy wybudził go telefon". Steve Kerr ma prawo krzyczeć. "Dosyć"

Piotr Wesołowicz
Wielkiej koszykówki uczył się u boku Michaela Jordana, Phila Jacksona, Tima Duncana i Gregga Popovicha, ale na wielkiego trenera Steve Kerr wyrósł także dlatego, że szybko zrozumiał jak skomplikowany i nieoczywisty jest świat. Dorastał w Libanie, stracił ojca w zamachu terrorystycznym i dziś nie boi się krzyczeć.

Jeśli szukasz trenera przezroczystego, który dziennikarzom wycedzi bezpieczne formułki, a kibicom zaoferuje uśmiech i autografy – nie dzwoń po Steve’a Kerra. A jeśli nie boisz się kogoś, kto ma zdanie w dyskusji o dostępie do broni czy rasizmie, zatrudnij Kerra, a finały NBA staną się twoim domem.

Zobacz wideo Polska - Walia. Oceniamy Polaków po meczu [SPORT.PL LIVE #24]

Golden State Warriors przed startem tegorocznych play-off byli sporą niewiadomą. Choć napiszmy to dosadniej: Warriors byli gigantycznym, niczym most Golden Gate, znakiem zapytania. A nawet trzema.

Klay Thompson, co prawda, wrócił do gry po dwóch i pół roku leczenia urazów, ale po parkiecie biegał od niedawna, od momentu gdy kalendarz przeskoczył do 2022 roku. Draymond Green leczył się przez dwa miesiące, a Stephen Curry opuścił ostatnie 12 meczów sezonu zasadniczego z powodu kontuzji stopy. Do startu play-off tercet liderów Warriors spędził wspólnie na parkiecie zaledwie 11 minut. Mało.

A do tego po lutowym Weekendzie Gwiazd, od którego w NBA rozpoczyna się już gra na poważnie, koszykarze z Oakland mieli bilans zwycięstw poniżej 50 proc. Na domiar złego, w drugiej rundzie play-off wpadli na Memphis Grizzlies, drugą najlepszą ekipę w całej lidze.

Więc oczywiście awansowali do finału NBA.

Po raz szósty w ciągu ostatnich ośmiu lat, z dwuletnią przerwą w czasach pandemii. Tak – to Curry, Green i Thompson kolekcjonują pierścienie i puchary. Ale w Oakland jest ktoś, kto od początku nad ich twórczym chaosem panuje.

"Znowu musiałem ratować tyłek Jordana"

"60-minutowy reportaż o Warriors? Tyle czasu mógłbyś poświęcić samemu trenerowi" – usłyszał od graczy Golden State Jon Wertheim, autor dokumentu z 2019 r., który dla CBS portretował drużynę przed (tym razem przegranymi) finałami z Toronto Raptors.

Jeśli bowiem chcesz opowiedzieć o tym, kim jest Steve Kerr, koszykówka będzie jedynie tłem historii.

Choć znaczącym – Kerr jeszcze jako koszykarz zdobył pięć mistrzowskich trofeów, z czego trzy u boku Michaela Jordana i Phila Jacksona w Chicago Bulls. Choć wszyscy mówili o Jordanie, Scottiem Pippenie i Dennisie Rodmanie, złotej ery "Byków" nie byłoby bez niepozornego rezerwowego. To Kerr w szóstym meczu finału z Utah Jazz w 1997 r. wyręczył Jordana, trafiając decydujący o zwycięstwie rzut. – Trzeba być naiwnym, by sądzić, że ktoś inny, niż Michael odda najważniejszy rzut – ekscytował się komentator, ale Jordan w ostatniej sekundzie, przy podwojeniu, oddał piłkę do Kerra. Chciałoby się napisać – niespodziewanie, ale Jordan na parkiecie nic nie pozostawiał losowi. Nie w meczu decydującym o tytule. Wiedział, że może zaufać Steve’owi. A ten trafił, a po chwili Bulls świętowali mistrzowski tytuł.

– Chciałbym wyjaśnić tę sytuację. Phil Jackson powiedział, żeby Michael rzucał, ale on stwierdził, że nie czuje się komfortowo w takich momentach i może powinniśmy poszukać innego rozwiązania. A ja pomyślałem, że znowu muszę uratować tyłek Mike’a – żartował Kerr podczas mistrzowskiej parady.

Rola trenera miała go zweryfikować. A on kolekcjonuje pierścienie

Kolejne dwa tytuły zdobył jako weteran z San Antonio Spurs, u boku Gregga Popovicha – kolejnej po Jacksonie trenerskiej legendy NBA. Wtedy też był w cieniu Tima Duncana i Davida Robinsona, chyba jeszcze głębszym niż w czasach Bulls. Przechodził na drugą stronę rzeki. Piłka przestała wpadać do kosza, brakowało już sił, by biegać za coraz szybszymi rywalami, ale Kerr czuł, że to nie koniec jego przygody z koszykówką. Że to dopiero jej początek, ale już w nowej roli. – Steve był pewniakiem. Masz w zespole kilku graczy, u których widzisz rozumienie koszykówki. Są liderami i dobrymi ludźmi, posiadają wysoką etykę pracy oraz inteligencję. On miał to wszystko – mówił "Pop", który przyszykował Kerra do trenerskiej pracy.

I choć ten zaczął od pracy w roli analityka telewizji TNT, a potem był dyrektorem generalnym w Phoenix Suns, to w 2014 r. – mimo że wcześniej nie poprowadził choćby jednego treningu szkolnej drużyny – był na szczycie trenerskiej listy życzeń u New York Knicks i Golden State Warriors.

To był początek zatrudniania w roli szkoleniowców byłych koszykarzy – Jason Kidd objął Brooklyn Nets kilka tygodni po tym, jak zakończył sportową karierę, trzy lata wcześniej Warriors zaproponowali pracę Markowi Jacksonowi – byłemu świetnemu rozgrywającemu, a wówczas już komentatorowi. Choć wielu ten trend się nie podobał. – Kerr był niezłym koszykarzem, i tyle o nim wiemy. Może i napatrzył się na czym polega praca trenera, ale tylko w teorii. Życie może go zweryfikować – przekonywał 71-letni dziś George Karl, jeden z najsłynniejszych trenerów, sugerując, że początkujący trenerzy powinni uczyć się fachu w roli asystentów u wielkich mistrzów. Jakby sam zapomniał, że pierwszą szansę w najlepszej lidze świata, w ekipie Cleveland Cavaliers, dostał, będąc 33-letnim żółtodziobem.

"Malcolm nie był przypadkową ofiarą. Był celem"

Pod względem koszykarskim Kerr nie był równie utalentowany, co Kidd i Jackson. Pod względem doświadczenia trenerskiego do jego mentorów – Popovicha, który odniósł ponad 1,3 tys. zwycięstw, oraz Jacksona, filozofa koszykówki, "Mistrza Zen", zdobywcy 11 pierścieni – też nie było sensu go porównywać. Ale to Kerr był – jak pisał w 2014 r. Bleacher Report – najgorętszym nazwiskiem na trenerskim rynku, a jego doświadczenie sięgało daleko poza koszykarski parkiet. Rozumiał grę, potrafił obcować z gwiazdami, podpatrywał najlepszych trenerów. Okazało się, że nie tylko dlatego dał NBA więcej niż ktokolwiek inny na tym stanowisku.

Wyjątkowe doświadczenie, które pozwoliło mu budować wyjątkowe relacje z ludźmi, Kerr zaczął zbierać na długo przed tym, zanim postawił stopę na parkiecie NBA. Urodził się w 1965 r. w Bejrucie, w rodzinie amerykańskich naukowców. Większość dzieciństwa spędził na Bliskim Wschodzie.

Jednej z najboleśniejszych lekcji doświadczył będąc studentem pierwszego roku Uniwersytetu w Arizonie, gdy dowiedział się, że jego ojciec Malcolm, rektor Amerykańskiego Uniwersytetu w Bejrucie, został zamordowany przez ekstremistów z Islamskiego Dżihadu. W Libanie trwała wtedy wojna domowa. "Malcolm nie był przypadkową ofiarą. Był celem" – pisał w 2016 r. "New York Times". Członek grupy strzelił mu dwukrotnie w głowę w korytarzu prowadzącym do jego biura, zabijając go w wieku 52 lat.

O tragicznej śmierci ojca Steve dowiedział się w akademiku. O trzeciej nad ranem wybudził go telefon. – Koszykówka była jedyną rzeczą, dzięki której mogłem oderwać myśli. Dlatego rano wstałem i poszedłem ćwiczyć. Tylko to w tej chwili potrafiłem zrobić – opowiadał Kerr w serialu "Last Dance".

Kerr ma kilka rzeczy do powiedzenia. I nie boi się krzyczeć

– Kiedy taka tragedia wydarza się na tak wczesnym etapie twojego życia, uświadamiasz sobie, jak bardzo wszystko jest kruche – mówił w 2016 r. Nagła śmierć ojca zmieniła jego życie na boisku i poza nim – i wpłynęła na sposób, w jaki dzisiaj trenuje Warriors.

To daje Steve'owi Kerrowi głos. Jego praca daje mu platformę, by mówić o rzeczach ważniejszych niż koszykówka. "Wybacz mu, jeśli ma kilka rzeczy do powiedzenia" – pisze o nim John Branch z "NYT".

Z Kerrem możesz porozmawiać nie tylko o rozwiązaniach w ataku, czy sposobach na zatrzymanie rywala. Trener Golden State Warriors wyrósł na świetnego stratega i taktyka, ale inaczej niż większość jego kolegów po fachu, nie boi się mówić o takich tematach jak posiadanie broni, protesty przeciwko hymnom narodowym, polityka prezydencka, czy polityka na Bliskim Wschodzie.

To dlatego pod koniec maja, przed czwartym meczem półfinałowej serii z Dallas Mavericks, w trakcie konferencji powiedział: – Ani słowa o koszykówce. Potem z trudem powstrzymywał łzy i łamiącym głosem mówił o ofiarach strzelaniny w szkole w Teksasie, do której doszło kilkanaście godzin wcześniej. W miejscowości Uvalde uzbrojony w kilka sztuk broni Salvador Ramos, 18-letni uczeń lokalnego liceum, podjechał pod szkołę podstawową pickupem, rozbijając go o barierki, a potem wszedł do środka. I zaczął strzelać. Zabił 19 uczniów oraz dwoje dorosłych. Według policji wcześniej postrzelił własną babcię. Nastolatek zginął na miejscu. Zastrzelił go agent straży granicznej.

Dlaczego Kerr rozumie rodziny z Parkland

- Zginęło 19 dzieci i nauczycieli. W ciągu ostatnich 10 dni zabito starszych czarnoskórych ludzi w supermarkecie w Buffalo. Zabito Azjatów chodzących do kościoła w południowej Kalifornii. Teraz mamy dzieci zamordowane w szkole – zaczął wymieniać Kerr podczas konferencji prasowej, która miała być zwykłą rozmową o meczu.

– Kiedy zamierzamy coś z tym zrobić?! – krzyknął nagle, uderzając rękoma w stół. – Jestem zmęczony przychodzeniem i składaniem kondolencji zdruzgotanym rodzinom. Jestem taki zmęczony. Przepraszam. Jestem zmęczony chwilami ciszy. Dosyć – kontynuował szkoleniowiec.

I punktował polityków, którzy "nie chcą nic zrobić w sprawie przemocy, strzelanin w szkołach i strzelanin w supermarketach". – Czy zamierzacie przedłożyć własne pragnienie władzy ponad życie naszych dzieci, naszych starszych i naszych chodzących do kościoła? Bo tak to wygląda – pytał.

Wcześnie nie bał się też przeciwstawić nagonce na społeczność muzułmańską. – Łatwo jest demonizować muzułmanów z powodu naszego gniewu po tym, co stało się 11 września. Ale to o wiele bardziej złożone – mówił. – Zdecydowana większość muzułmanów to ludzie miłujący pokój, podobnie jak zdecydowana większość chrześcijan, buddystów, żydów i wszelkich innych religii. Ludzie są ludźmi.

Podobnie zachował się w 2018 r., po strzelaninie w Marjory Stoneman Douglas High w Parkland na Florydzie. 19-letni Nikolas Cruz otworzył ogień do uczniów i personelu tej szkoły, zabijając 17 osób i raniąc 17 innych. – Wiem, jak to jest. Wiem, jak się czują rodziny Parkland – mówił.

Najgorszym bólem, jaki może znieść rodzic, jest utrata dziecka. To samo dotyczy dzieci, które tracą rodzica. Dlatego Kerr rozumiał. – Kiedy umarł mój tata, miałem 18 lat. Byłem dzieckiem, dopiero dorastałem, ale to ukształtowało mój sposób myślenia o świecie – mówił NBC Sports w 2020 r. To spuścizna, którą odziedziczył po ojcu. Chłonięcie świata, próba jego zrozumienia, nie podążanie za prostymi schematami. – Mój tata byłby w stanie objaśnić mi wiele – mówi Kerr. – Już tego nie zrobi, ale zdążył dać mi przynajmniej do zrozumienia, że świat jest skomplikowany, nieoczywisty.

Warriors cieszą się chwilą

Kerr urodził się w kosmopolitycznej rodzinie – rodzice jego ojca, Stanley i Elsa Kerr, byli amerykańskimi misjonarzami, którzy po I wojnie światowej wyjechali na Bliski Wschód. Pobrali się w 1921 r. i przenieśli się do Libanu, aby tam prowadzić sierocińce. Przez 40 lat uczyli też na tamtejszym uniwersytecie. Tego samego pragnęli Malcolm, profesor UCLA, który także wyjechał do Libanu, i Ann, studentka Occidental College z Kalifornii – przyszła mama Steve’a, Susan, Johna i Andrew. Pierwszych troje, w tym przyszły koszykarz oraz trener, przyszło na świat w Bejrucie.

Zgoda: komentowanie polityki nie jest warunkiem pracy Kerra i sukcesów Warriors. Znajdą się fani sportu czy klubowi działacze – może nawet będzie ich wielu – którzy chcą, by sportowcy i trenerzy pozasportowe opinie pozostawili dla siebie. Żeby byli pokorni, uśmiechali się i rozdawali autografy.

Kerr to rozumie. Sport jest rozrywką, która – jak sam mówi – ma znaczenie tylko dla sportowców i ich fanów. Dlatego nie traktuje koszykówki śmiertelnie poważnie. Dlatego koszykarze Warriors nie traktują jej śmiertelnie poważnie. I wydaje się, że dzięki temu bawią się nią lepiej, niż ktokolwiek inny.

– To o czym mówi Steve nie pomaga wygrywać meczów koszykówki. Ale pomaga zachować perspektywę na swoje życie – mówi gwiazdor Warriors, Steph Curry. – Uwielbiam trenować tych facetów. Jesteśmy razem szczęśliwi. To dar, że możemy być w jednej drużynie, grać i trenować, być razem. Cieszymy się chwilą – dodaje Steve Kerr, zmierzając po czwarty mistrzowski tytuł w roli trenera Warriors.

Więcej o: