Makabryczne odkrycia śledczych po śmierci Kobego Bryanta. Policjanci wyrzucali telefony, by pozbyć się dowodów

Piotr Wesołowicz
Makabryczne zdjęcia szczątków ciał Kobego Bryanta oraz jego 13-letniej córki wykonane tuż po katastrofie lotniczej krążyły wśród kilkudziesięciu strażaków i policjantów. - Chwalili się nimi na imprezach, popisywali się nimi w barze czy w trakcie grania on-line - mówią adwokaci Vanessy Bryant w przededniu sądowej batalii.

– Do końca życia jedna z dwóch rzeczy się wydarzy: albo zdjęcia ciał mojego męża i córki trafią do internetu, albo będę żyć w strachu, że ten dzień w końcu nastąpi – mówi wdowa po legendzie Lakers.

Zobacz wideo Kulesza może mieć wielki problem po zwolnieniu trenera. "Skok na kasę"

"Jest tego więcej" – informuje w jej imieniu adwokat Luis Vi. Pozew, którego jest współautorem, liczy 55 stron. "Rozpowszechnianie zdjęć rozczłonkowanych ciał ofiar tragedii trwało tygodniami. Zachowanie osób, które miały do nich dostęp, było oburzające. Pokazywali makabryczne zdjęcia w barach, w trakcie imprez czy wysyłając je na grupowy czat w trakcie gry w Call of Duty".

W środę 26 stycznia mijają dwa lata od tragicznej śmierci Kobego Bryanta, jego córki Gianny oraz siedmiu innych osób, które zginęły w katastrofie helikoptera transportującego ich na młodzieżowy turniej koszykówki. Zdjęcia z katastrofy w ciągu następnych 24 godzin udostępniło co najmniej 11 pracowników Departamentu Szeryfa hrabstwa Los Angeles oraz 12 strażaków.

Władze hrabstwa: Zdjęcia gdzieś zniknęły, pozew niesłuszny

Vanessa Bryant chciała temu zapobiec już tuż po katastrofie. Jeszcze tego samego dnia poprosiła szeryfa hrabstwa o zabezpieczenie terenu katastrofy, także w powietrzu – tak, aby nikt nie mógł go sfotografować. Policja zatrzymała wtedy kilku gapiów, chcących wkraść się na zabezpieczony teren.

Fot. Mark J. Terrill / AP

Pozostali jednak sami funkcjonariusze. Wdowa po koszykarzu pozwała władze hrabstwa, zarzucając im naruszenie praw obywatelskich, zaniedbania, stres emocjonalny i naruszenie prywatności. Prawnicy hrabstwa stwierdzili, że obawy Vanessy Bryant są "hipotetyczne" i "nieuzasadnione". Powołany przez nich niezależny śledczy miał bowiem potwierdzić, że zdjęć ani dowodów na ich rozpowszechnianie zwyczajnie nie ma, gdyż "zniknęły" i "nie można ich odzyskać". W marcu 2020 r. szeryf hrabstwa LA Alex Villanueva dodał: – Wszystkie zdjęcia, które wykonali nasi ludzie, zostały usunięte. Na początku roku Sąd Federalny w Kalifornii odrzucił wniosek hrabstwa Los Angeles o oddalenie pozwu.

Jak informuje "New York Times", policjanci i strażacy – w strachu przed karą – czyścili dane, a nawet wyrzucali telefony, aby ukryć obciążające ich dowody. W sprawie zeznaje jednak mnóstwo świadków. Jak twierdzi jeden z nich, będąc gościem Baja California Bar & Grill kilka dni po katastrofie, widział zdjęcia ciał, które pokazywał mu barman. Chwalił się nimi, próbując zaimponować gościom. Jak się okazuje, otrzymał je od pracującego kilkadziesiąt godzin wcześniej na miejscu katastrofy policjanta. Zaniepokojeni klienci baru zadzwonili na lokalny komisariat.

"Robienie zbliżeń szczątków ciał służyło tylko zaspokajaniu najniższych instynktów"

Zeznawać w trakcie lutowej rozprawy może nawet 28 świadków – informują amerykańskie media.

"Pani Bryant cierpiała – i nadal cierpi – z powodu bezdusznego wtrącania się w jej życie prywatne. Żyje w strachu, że zdjęcia rozczłonkowanych ciał jej bliskich mogą trafić do internetu w każdej chwili" – czytamy w pozwie sądowym. "Oskarżeni dokonali rzeczy niewyobrażalnej: sprawili, że ból spowodowany pochowaniem dziecka i męża stał się jeszcze trudniejszy do zniesienia. Zbliżenia szczątków ciał, które wykonywali telefonami, służyły jedynie zaspokajaniu ich najniższych instynktów".

Sąd już przyznał 2,5 mln dol. odszkodowania dla rodzin dwóch innych ofiar tragedii. To efekt ugody, na którą zdecydowały się władze hrabstwa LA. Zdjęcia z katastrofy udostępnił bowiem jeden z zastępców szeryfa i jeden z pracowników straży pożarnej.

Kwota, o którą ubiega się Vanessa Bryant, jest niejawna.

Więcej o: