Szczepionka to "spisek szatana" i "sprawa osobista". Do czasu wypłaty

Postanowienie Andrew Wigginsa - koszykarza, który deklarował, że nie przyjmie szczepionki przeciw koronawirusowi - straciło ważność po sześciu dniach. Co przekonało gwiazdę NBA? Wygląda na to, że przede wszystkim potężne pieniądze, które mogły mu przejść koło nosa.

– Kwestia przyjęcia szczepionki to moja sprawa. Zostałem przyparty do muru, ale będę walczył o to, w co wierzę. Nie chcę się szczepić. A poza tym to nie wasz interes – mówił pod koniec września Wiggins. I zwrócił się do dziennikarzy: – Czy ja wypytuję o wasze przekonania? Kim niby jesteście, by mówić mi, co jest dobre, a co złe?

Zobacz wideo Milicić zastąpił Taylora. "Spodziewam się odmłodzenia kadry"

W ostatnią niedzielę przekazał jednak władzom Warriors, że przyjął szczepionkę. – Andrew został zaszczepiony. Powiedział nam to dzisiaj i na tym zamykamy temat. Nie zamierzam odpowiadać na żadne inne pytania w tej kwestii – mówił po ostatnim treningu ekipy z San Francisco trener Steve Kerr. Ale pytań pojawia się w tej kwestii wiele. Podstawowe brzmi: co odmieniło podejście Wigginsa?

Wiggins – obok Kyriego Irvinga z Brooklyn Nets i Bradley’a Beala z Washington Wizards – najgłośniej wśród graczy NBA wyrażał sprzeciw wobec szczepień. O ile w zeszłym sezonie nie było to kłopotem, o tyle dziś sytuacja jest już inna.

"Stracę wynagrodzenie? To mój problem"

Władze NBA nie mają co prawda własnych wytycznych dotyczących szczepień, ale od niedawna stosują się do zaleceń lokalnych władz. A Departament Zdrowia w San Francisco – skąd pochodzą Warriors – orzekł, że każdy mieszkaniec powyżej 12. roku życia, który chce brać udział w imprezach masowych w obiektach zamkniętych, musi być obowiązkowo zaszczepiony. Brak szczepienia w przypadku Wigginsa oznaczałby, że nie mógłby grać w meczach domowych Warriors oraz tych na wyjeździe z Knicks i Nets – bliźniacze przepisy obowiązują bowiem także w stanie Nowy Jork.

Ale sprzeciw Wigginsa wiązałby się z czymś jeszcze. Z jednej strony Golden State Warriors straciliby cennego gracza na co najmniej połowę meczów sezonu. Z drugiej – kanadyjski gwiazdor musiałby pożegnać się z mniej więcej połową rocznej pensji. A tym sezonie ma do zarobienia niecałe 30 mln dol.

Jeszcze do niedawna nie wyglądał, jakby się tym specjalnie przejmował. – Taka decyzja oznaczałaby dla ciebie stratę sporej ilości pieniędzy – sugerowała mu dziennikarka w trakcie spotkania z mediami. – Ale to mój problem, a nie pani – uciął krótko Wiggins. Skrzydłowy próbował nawet znaleźć dziurę w systemie i wysłał pismo, że ze szczepienia zwalniają go przekonania religijne. Ale NBA je odrzuciła.

Irving wierzył, że ziemia jest płaska. Dziś wierzy w "spisek szatana"

Teraz jednak Wiggins zmienił zdanie. Być może z powodu pieniędzy, być może pod wpływem kolegów z zespołu, którzy namawiali go na przyjęcie szczepionki i dołączenie do składu. Albo z powodu presji, którą od kilku dni wywierają w mediach i obecni, i byli koszykarze NBA.

– Dlaczego nie mam nic przeciwko szczepieniom? Bo uczęszczałem do szkoły? – ironizował Kareem Abdul-Jabbar w rozmowie ze Stephenem A. Smithem, dziennikarzem ESPN. – Byłem szczepiony na mnóstwo chorób w trakcie mojego życia. Dlaczego miałbym się bać się w tym przypadku? – pytał. Kilka dni wcześniej był jeszcze ostrzejszy. Cytowany przez CNN mówił: – Nie ma w NBA miejsca dla graczy, którzy ryzykują zdrowie i życie kolegów z drużyny, personelu i fanów tylko dlatego, że nie są w stanie pojąć powagi sytuacji i przeprowadzić niezbędnych badań.  

Twarzą ruchu antyszczepionkowego w NBA jest jednak Kyrie Irving – gracz słynący osobliwego charakteru.

2017 r. zdarzyło mu się powiedzieć, że jego zdaniem Ziemia jest płaska, tłumaczył też, że teorie szerzone przez płaskoziemców wydają się rozsądne. Co prawda kilka miesięcy później za swe słowa przeprosił, twierdząc, że był zafascynowany teoriami spiskowymi, ale w przypadku szczepionek na koronawirusa wciąż wydaje się w nie wierzyć. I próbuje także wpływać na innych koszykarzy NBA.  

Irving, który jest wiceprzewodniczącym Związku Koszykarzy, zaczął obserwować i lajkować posty na Instagramie dotyczące spiskowych teorii wokół koronawirusa. Jedna z nich twierdzi, że szczepienia to "plan szatana", a szczepionki Moderny zawierają specjalne mikroczipy. Ta kampania dezinformacyjna – jak pisze "Rolling Stone" – rozprzestrzeniła się już po szatniach NBA i wśród pracowników klubów.

Pieniądze najlepszym argumentem

Irving nie brał udziału w niedawnym Media Day, symbolicznym początku sezonu NBA. Gracz Brooklyn Nets połączył się z dziennikarzami przez Zooma. – To jasne, że nie mogę być dziś z wami. Ale nie wykluczam, że niedługo dołączę do drużyny. Uszanujcie moją prywatność – mówił.

Władze NBA, które w oficjalnym komunikacie potwierdziły, że niezaszczepieni koszykarze nie będą otrzymywać pensji, dały klubom oręż w walce z buntownikami. Irving może bowiem stracić ponad połowę tegorocznej wypłaty – według kontraktu Nets powinni wypłacić mu 34 mln dol.

– Nie zamierzamy robić wyjątku, bo ktoś jest znany. Musisz się zaszczepić, byśmy wszyscy byli bezpieczni – mówi burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio. Na szczepienie Irvinga namawia także jego przyjaciel z drużyny – Kevin Durant. Dla Nets brak tytułu w kolejnym sezonie będzie kompletną porażką. A bez kluczowego gracza przez połowę sezonu ta misja może okazać się niemożliwa.

– Chciałbym usłyszeć od tych, którzy się zaszczepili: czemu wciąż się zarażają, skoro szczepionka ma ich niby chronić? – spytał Bradley Beal w trakcie Media Day. Odpowiedź dostał już na Twitterze, od Natashy Cloud z Washington Mystics. Cloud odpisała koledze: "Szczepionka przede wszystkim drastycznie zmniejsza ryzyko śmierci i spowalnia liczbę nowych przypadków". Ale gracz Wizards już nie odpowiedział.

Był "dumny i niezaszczepiony". Dziś dziękuje Bogu za szczepionki

Irving – podobnie jak Wiggins czy Beal – traktują jednak sprawę szczepień jako osobistą, prywatną.

"Wkrótce przekroczymy liczbę 700 tys. zgonów z powodu COVID-19. Nie, to nie jest 'osobisty wybór', gdy wiemy, że szczepienie zmniejsza prawdopodobieństwo zakażenia i rozprzestrzeniania się choroby" – pisze Chris Herring ze "Sports Illustrated".

Przypadki Irvinga czy Wigginsa są głośne, ale jednak jednostkowe. Jak informuje SI, 95 proc. graczy NBA jest w pełni zaszczepionych. To więcej niż w ligach MLB i NFL, które na szczepienia mają więcej czasu. W całych Stanach zaszczepiło się ponad 55 proc. populacji.

A i kampania edukacyjna robi swoje. Jonathan Isaac z Orlando Magic, który jeszcze niedawno mówił, że jest "dumny i niezaszczepiony", dzisiaj już mówi: – Nie jestem antyszczepionkowcem. Nie jestem przeciwko nauce. Dziękuję Bogu, że żyję w społeczeństwie, w którym szczepionki są możliwe.

CJ McCollum z Portland Trail Blazers, w odpowiedzi na wzmożenie w mediach zdroworozsądkowo dodaje: – Myślę, że to ważne, by nie stracić z oczu faktu, że niemal wszyscy jesteśmy zaszczepieni. Dobrego poniedziałku.

Więcej o: