Totalna przemiana "Boga Hennessy". "To całe gówno już dawno nie jest śmieszne"

Piotr Wesołowicz
Niektórzy próbują wepchnąć tę historię w mema. Ale JR Smith - dwukrotny mistrz NBA i jeden z największych chuliganów w historii ligi - udowadnia, że jego powrót na studia to coś więcej. Dosiądźcie się do jego szkolnej ławki i posłuchajcie o tej niezwykłej podróży.

Wyobraź sobie sytuację: to twój pierwszy dzień na nowej uczelni. Jesteś lekko stremowany, z planem zajęć w dłoni próbujesz nie zgubić się w gąszczu korytarzy i wykładowych sal. Nagle wyrasta przed tobą wytatuowany od stóp do głów dryblas. Na oko dwa razy starszy i o głowę wyższy. Marszczysz brwi, masz dziwne uczucie, że skądś go kojarzysz. A gdy już uświadamiasz sobie, że to TEN facet z NBA, który jeszcze rok temu zdobył tytuł z Lakers, on pyta: – Hej, nie pożyczyłbyś mi swoich notatek?

Zobacz wideo Półprofesjonalny sport podbija Polskę! 3,5 mln za organizację i mamy brązowy medal

To nie scenariusz reklamówki Nike, a scena z kampusu uczelni Black North Carolina A&T State. Tak jest: JR Smith – mający na karku 36 lat, za sobą kilkanaście lat gry w NBA, dwa mistrzowskie pierścienie na palcach i ponad 100 mln dol. na koncie – postanowił wrócić do szkoły.

Studia? Strata czasu. I pieniędzy

Zgadza się. Ten sam JR Smith, którego mottem w liceum – zapisanym zresztą w pamiątkowym albumie – było "zdobądź laski, albo zgiń próbując" ("get chicks or die tryin"). Ten sam, który już w lidze NBA zyskał przydomek "Bóg Hennessy", a którego pasja do używek obrosła niemal legendą. I w końcu – ten sam, którego władze NBA zawieszały częściej, niż największych zabijaków w historii ligi.

Wbrew pozorom to nie jest historia, którą może stać się memem, anegdotką o koszykarzu, który spełnia kolejny kaprys, wystawiając się na kpiny i pośmiewisko. To historia o czymś dużo większym.

Najpierw konkrety: JR Smith ostatni raz na parkiet wyszedł w 2020 r. w "bańce" w Orlando. Jako gracz trzeciego planu, ale od lat (jeszcze w czasach Cavaliers) będący wiernym sługą LeBrona Jamesa, zdobył swój drugi mistrzowski tytuł w karierze. Nowego pracodawcy w ostatnim sezonie już nie znalazł, postanowił zakończyć zawodową karierę. I w jednej chwili stał się 36-letnim emerytem.

Miał kilka możliwości. Mógł do końca życia wylegiwać się nad basenem i z uśmiechem sprawdzać saldo. Ale mógł też zostać przy koszykówce – zostać trenerem albo komentatorem w jednej z telewizyjnych stacji. Lub rzucić się w wir imprez i stać się celebrytą na pełen etat – z tym byłoby mu nawet do twarzy, już dawno przypięto mu łatkę największego imprezowicza w NBA. Smith postanowił jednak zacząć od zera. Odebrać indeks i pójść na studia. I pokazać, że jest kimś więcej, niż tylko "Bogiem Hennessy".  

JR Smith – oficjalnie Earl Joseph Smith III – naukę skończył na ogólniaku. W 2004 r. odebrał dyplom St. Benedict's Preparatory School w Newark, spakował szafkę i tyle go widzieli.

Już wtedy był jednym z najzdolniejszych graczy w całych Stanach, uczestnikiem elitarnego turnieju All-American, pewniakiem w drafcie NBA. Cztery lata studiów i gry w NCAA, lidze uniwersyteckiej, w której się nie zarabia, jawiły się Smithowi jako strata czasu. A przede wszystkim – wielkich pieniędzy.

Palił trawkę, rzucił miską zupy w trenera. Po prostu "Bóg Hennessy"

I mówiąc brutalnie – miał rację. Jeszcze tego samego roku z numerem 18. wybrali go New Orleans Hornets, a Smith – podpisując kolejne wielomilionowe kontrakty – okazał się jednym z najbardziej ekscytujących graczy ligi. Skakał ponad obręczami, jego wsady z tamtych lat do dziś krążą w sieci jako najbardziej gorące i widowiskowe. Kochała go publiczność i w Denver, i w Nowym Jorku, i Cleveland.

Ale zainteresowanie przyciągał nie tylko dzięki niezłej grze na parkietach. No dobrze – przyciągał je głównie z powodu tego, co wyprawiał poza nimi. Szybko okazało się, że to największy łobuziak NBA, który nie stara się zbytnio, by zatrzeć ten wizerunek.

Opis jego występków zająłby dłużej niż dwugodzinny wykład. Wypunktujmy więc te najgłośniejsze:

  • w 2006 r. został zawieszony na 10 meczów za udział w bójce podczas meczu Nuggets – Knicks;
  • w 2007 r. został zawieszony na siedem spotkań za udział w wypadku samochodowym, w którym zginęła jedna z ofiar. Został za to skazany na 90 dni więzienia. W tym samym roku zawieszono go także na trzy mecze z powodu awantury w klubie nocnym;
  • w 2013 r. przyłapano go – po raz trzeci – na zażywaniu marihuany i zawieszono na pięć meczów;
  • w 2018 r. Cavaliers zawiesili go po tym, jak rzucił miską zupy w asystenta trenera, Damona Jonesa;
  •  w tym samym roku, nie mogąc z powodu przepisów ligi nosić rękawa firmy Supreme, którą reklamował, postanowił, że logo nowojorskiej marki wytatuuje sobie na łydce. NBA – a jakże – za to także go ukarała.

Łatka awanturnika, ale i imprezowicza – przyłapany z butelką koniaku dostał ksywę "Henny God" ("Bóg Hennessy"), a jego zmrużone oczy stały się synonimem palenia trawki – przylepiła się do niego na dobre, gdzieś między dziesiątkami tatuaży, którymi ma pokryte ciało. 

To tutaj następuje punkt zwrotny. Po zakończeniu kariery JR Smith nie wszedł w żadne z butów przyszykowanych mu przez dziennikarzy, opinię publiczną, memy i media społecznościowe. Po 17 latach – jak sam mówi, za namową legendy NBA Raya Allena – poszedł na studia.

Jego niesamowitą podróż śledzi ponad 750 tys. osób. 36-letni pierwszoroczniak (kierunek studiów: nauki humanistyczne) swoje perypetie opisuje bowiem na Twitterze. Gdy większość sportowców konta w mediach społecznościowych powierza sztabom PR, albo prowadzi je samodzielnie, ale nudno, JR Smith o swoich studiach pisze w sposób ujmujący i rozbrajający. A przede wszystkim autentyczny.

"Właśnie skończyłem zadanie z anglika. Krótkie opowiadanie o dziewczynce z sześcioma braćmi, szukającej akceptacji rodziców. Kozacka lektura!". "Jestem wkurzony. Tylko 72 punkty na egzaminie". "Głowa mi pęka od tej całej wiedzy". "Ludzie, całe życie jadłem śmieciowe jedzenie – i muszę je rzucić! Uczę się właśnie o odżywianiu. Afroamerykanie muszą wyeliminować z diety cukier i fast foody. To prosta droga do cukrzycy! #LekcjeOdżywiania". No i na koniec: "Dr Earl Joseph Smith III? Brzmi niesamowicie. Przede mną piekielnie długa droga, ale nie niemożliwa. Krok po kroku!".

Ale Smith studiuje jeszcze po coś: chce zerwać nie tylko ze stereotypami, które dotyczą jego osobiście, ale i pragnie być wzorem dla całej społeczności czarnoskórych Amerykanów.

To nie jest mem. To droga

Gdy jeden ze studentów nagrał film ze Smithem spacerującym po kampusie, podpisał go: "Ten facet naprawdę studiuje razem ze mną! Pewnie jest już po buteleczce Hennessy". Wideo z rozbawionymi emotikonkami podały dalej znane amerykańskie serwisy koszykarskie.

Smith wściekł się wtedy nie na żarty. "To całe gówno z Hennessy już dawno nie jest śmieszne. Jako czarny mężczyzna w Ameryce nie mogę uwolnić się od przekleństwa, które ludzie do przykleili do mojego nazwiska. Nie opublikowaliście [portale koszykarskie] ani jednego pozytywnego posta o moim powrocie do szkoły, staraniach, by być lepszym człowiekiem. Wasz przekaz wygląda żałośnie".

JR Smith i jego szkolna przygoda to bowiem nie kolejny mem, internetowy żart. Ani chęć bycia w świetle reflektorów. Gdy jeden ze studentów zapytał JR’a, po co mu studia, ten odpowiedział: – Stary, mam już w życiu wszystko. Teraz myślę tylko o tym, by skończyć szkołę.

A na koniec jeszcze jeden tłit Smitha. "Jako nastolatek nie znosiłem szkoły i wiedziałem, że powrót będzie trudny. Ale nie zniechęci mnie to ani na sekundę. Zapnij pasy i rusz w podróż pełną wyzwań".

A więc liczy się droga. Powodzenia, JR. Udanego roku akademickiego 2021/2022.  

Więcej o: