Aleksander ma 20 lat i 216 cm wzrostu. Polak już w lipcu może trafić do NBA

Piotr Wesołowicz
Jeśli w najbliższym czasie do NBA trafi Polak, będzie nim Aleksander Balcerowski. 20-latek mierzy 216 cm wzrostu, ma niezłe umiejętności techniczne, jest wszechstronny i ma za sobą udany sezon. W tej chwili szuka drogi do NBA, a ta może wieść przez Hiszpanię, Serbię albo zbliżający się draft.

O talencie Aleksandra Balcerowskiego wiadomo od dawna – w hiszpańskiej ACB zadebiutował, mając 17 lat. Dwa lata później po raz pierwszy zgłosił się do draftu, a Mike Taylor powołał go do reprezentacji i powierzył mu rolę rezerwowego podczas mistrzostw świata w Chinach, na których Polacy doszli do ćwierćfinału. Balcerowski był najmłodszym graczem turnieju, miał kilka przebłysków, zaprezentował się na dużej scenie. Ale wciąż był tylko – jak mawiają amerykańscy szperacze talentów – prospektem, obietnicą.

Zobacz wideo To będą inne igrzyska. "Ubolewamy, że nie będzie kibiców na trybunach"

Miniony sezon był jednak dla niego przełomowy. Balcerowski w barwach Herbalife Gran Canaria rozegrał 32 mecze w lidze hiszpańskiej, pełnił też ważną rolę w Eurocup. Przez organizatorów tych ostatnich rozgrywek – drugich po Eurolidze w europejskiej hierarchii – został doceniony prestiżową nagrodą "Rising Star". Wcześniej otrzymali ją Kristaps Porzingis, Jonas Valanciunas czy Mateusz Ponitka. Lepszej wizytówki Balcerowski wymarzyć sobie nie mógł.

Balcerowski jak Porzingis? Raczej jak Tomić i Pleiss

Skąd taki postęp Balcerowskiego? – Kluczem była zmiana pozycji Olka. Trenerzy już nie eksperymentują, wystawiając go albo na "czwórce", albo "piątce". W tym sezonie szkoleniowcy zdecydowali, że Balcerowski ma rozwijać się jako środkowy – wyjaśnia Marek Popiołek, asystent w kadrze Mike'a Taylora, który w lecie odbył staż w klubie z Wysp Kanaryjskich i z bliska przyglądał się młodemu reprezentantowi Polski. 

Po nieudanym sezonie 2019/2020 – Balcerowski zaliczył wówczas tylko kilka krótkich występów, przesiadywał na ławce albo występował w rezerwach – nowy trener Gran Canarii Porfirio Fisac postanowił uczynić z Polaka pierwszoplanową postać. A ten objawił się jako nowoczesny środkowy – dobrze wyszkolony technicznie, sprawny fizycznie. A do tego umiejący grać daleko od kosza: nieźle podający, dobrze rzucający za trzy (43,8 proc.). 

I właśnie ta wszechstronność różni Balcerowskiego od siedem lat starszego Przemysława Karnowskiego, który dekadę temu był największą polską nadzieją na NBA. Ten, mimo dobrych warunków fizycznych i bogatej kariery w NCAA, nigdy do NBA się nie dostał. Między innymi dlatego, że był środkowym starego typu – grającym jednowymiarowo, pod koszem, bez rzutu z dystansu. W obecnej koszykówce szuka się raczej wysokich o innej charakterystyce, graczy wszechstronnych. Takich jak Balcerowski.

 – Kiedyś styl gry Olka porównywano do Dirka Nowitzkiego czy Kristapsa Porzingisa, ale Łotysz to gracz-zjawisko, trudno, aby ktokolwiek miał naśladować jego styl gry. Rozmawiałem kiedyś na ten temat z Rafałem Juciem i doszliśmy do wniosku, że w Europie najbliżej Balcerowskiemu do Ante Tomicia czy Tibora Pleissa. To wysocy, inteligentnie grający środkowy. Olek też świetnie rozumie grę. Ale nie jestem od tego, by pompować balonik. Życzę mu jednak jak najlepiej – dodaje Popiołek.

Jak najlepiej, czyli NBA. Balcerowski o niej myśli i dobrze – tam jest jego miejsce. Ale jak tam trafić?

Balcerowski ma szansę w drafcie. "Gdzieś między numerem 50 a 60"

Naturalną drogą jest draft – ten najbliższy odbędzie się 29 lipca w hali Barclays Arena na Brooklynie. 30 klubów wybierze 60 nowych graczy. Balcerowski jest w gronie zgłoszonych graczy. Ale nie ma szans na wybór w pierwszej rundzie i szybkie podpisanie kontraktu w NBA.

– Olek jest jednym z czterech najwyższych graczy tegorocznego draftu i jeśli ktoś uzna, że jego mobilność i rzut z dystansu mogą rozwinąć się do poziomu NBA, może dostać szansę – uważa Maciej Staszewski, specjalista od tematyki związanej z draftem. I dodaje: – Olek jest względnie młody, bardzo wysoki i ma dobre referencje od prowadzących go trenerów. Nie zdziwiłbym, gdyby po konsultacji np. z Mikiem Taylorem jakaś drużyna wybrała go z numerem 50-60 i po letniej konsultacji odesłała do Europy, żeby tam kontynuował swój rozwój.

To byłaby droga, którą do NBA trafił Marcin Gortat. "Polski Młot" został wybrany w 2005 r. z 57. numerem draftu, ale Orlando Magic na kolejne dwa lata odesłali go po szlify do Niemiec, do RheinEnergie Kolonia. Gortat musiał udowadniać talent w Ligach Letnich. Aż w 2008 r. podpisał umowę z Magic na stałe.

Sprytny manewr Balcerowskiego?

Balcerowski musi być gotowy także na inne warianty. Dlatego zawodnik wciąż rozważa wycofanie się z draftu, by móc w nim wziąć udział za rok. Nieoficjalnie mówi się, że Polak może tak właśnie uczynić, ma na to czas do końca tygodnia. Taki manewr może dać spore korzyści.

Balcerowski – to wciąż informacja nieoficjalna – ma przedłużyć umowę z Gran Canarią aż do 2025 r., ale najbliższy sezon spędzić na wypożyczeniu w Serbii, w klubie Mega Basket. To wicemistrz kraju, ale dla Balcerowskiego ma to drugorzędne znaczenie. W całej układance ważniejsze są inne kwestie.

Właścicielem Mega Basketu jest Misko Raznatović, jeden z najsprawniejszych agentów koszykarskich. Prowadzi agencję Beobasket, której klientem jest od pewnego czasu Balcerowski. Raznatović chce sprowadzić Polaka do Serbii, dać mu większą niż w Hiszpanii możliwość rozwoju, a za rok – pozwalają na to przepisy, o ile Olek wycofa się z tegorocznej loterii – wystawić w drafcie NBA

Raznatović ma na tym polu sukcesy. Mega Basket wypromował kilkunastu graczy, którzy przez Belgrad trafili do NBA lub zostali wybrani w naborze do ligi. Na tej liście są m.in. Ivica Zubac (Clippers), Vlatko Cancar (Nuggets), Vasilije Micić (wybrany w drafcie przez Oklahoma City Thunder, ale jak do tej pory robiący furorę w Eurolidze w barwach najlepszej drużyny Europy – Anadolu Efes), a przede wszystkim – Nikola Jokić, MVP wciąż trwającego sezonu ligi NBA. Czy dla Balcerowskiego mogłaby istnieć lepsza zachęta?

Balcerowski odbił się od Valanciunasa? "Nie miał szans"

Przedsmak tego, co czeka w NBA, Balcerowski poczuł w połowie lipca w Kownie. Polska walczyła (bez skutku) o awans na igrzyska, a po drodze zmierzyła się z dwiema potęgami europejskiego basketu – Słowenią i Litwą. W meczu z gospodarzami Balcerowski ścierał się z Jonasem Valanciunasem – 29-letnim środkowym Memphis Grizzlies. 

I wypadł przyzwoicie, zwłaszcza w ataku. Zdobył 10 punktów, dołożył trzy asysty i trzy zbiórki. Przede wszystkim pokazał jednak ciekawy repertuar zagrań – potwierdził, że umie rzucać z dystansu, sprytnie i kreatywnie podawał. Z drugiej strony parkietu Valanciunas okazał się być jednak rywalem zbyt mocnym. Siła fizyczna, doświadczenie i umiejętność szukania słabych punktów rywala były po stronie Litwina. Valanciunas, grając przeciwko Balcerowskiemu, momentami szalał. W sumie zdobył 15 punktów, spudłował tylko jeden z ośmiu rzutów, nabierał żółtodzioba na wszelkie podkoszowe sztuczki. Dlatego Taylor długimi fragmentami wolał widzieć na parkiecie żegnającego się z reprezentacją weterana Adama Hrycaniuka, który ma co prawda uboższy repertuar w ataku, ale w obronie jest twardy jak skała.

Ale przegrany pojedynek z Valanciunasem absolutnie nie powinien deprymować Balcerowskiego. – Jonas to gracz, który radzi sobie nawet z najlepszymi defensywnymi centrami w NBA, więc gdzie on, a gdzie młodziutki rezerwowy środkowy z ligi hiszpańskiej – uważa Staszewski. – Olek się starał, ale nie miał w tej rywalizacji żadnych szans. Nie wyciągałbym jednak daleko idących wniosków. Jeśli Balcerowski doda masy mięśniowej i nabierze doświadczenia, to dzięki swoim rozmiarom ma spore szanse, żeby w kolejnym spotkaniu przeciwko rywalom z NBA wypaść zdecydowanie lepiej – dodaje.

Tym bardziej że robi postępy. – Olek ma za sobą najlepszy sezon w dotychczasowej karierze. Zrobiło się o nim głośno. Najpewniej będzie tak, że wyleci do Stanów i będzie miał okazję trenować z kilkoma zespołami NBA. Tam zapadnie decyzja odnośnie do zgłoszenia się do draftu – mówił Sport.pl Marcin Balcerowski, ojciec zawodnika.

– Olka nie ma co prawda na przewidywaniach dziennikarzy, ale to nic nie znaczy. Rafał Juć mówił niedawno, że gdyby kluby sugerowały się tylko przewidywaniami draftowymi, to po co by zatrudniano analityków i skautów? – dodawał.

 – Olek jeszcze może się pojawić na przewidywanych listach wyborów, jeśli zdecyduje się polecieć do Stanów i wpadnie komuś w oko przy okazji grupowych treningów, ale jednocześnie nie przywiązywałbym do nich tak dużej wagi - to nie dziennikarze i eksperci wybierają zawodników, a drużyny – tłumaczy Staszewski. – Warto pamiętać, że kluby NBA, jeśli marzą o wybraniu konkretnego gracza z 54. numerem draftu, to będą próbować siać pewnego rodzaju dezinformację, żeby ktoś ich nie ubiegł. Zawodnicy, na których liczą w kontekście końcówki drugiej rundy, często są przez nich "ukrywani".

Bez względu na to, jaką decyzję podejmie w tym tygodniu Balcerowski, jego przyszłość wydaje się jasna. I powinna zawieść go do najlepszej ligi świata.