Usain Bolt szybciej biega na 100 metrów niż Giannis oddaje rzut. NBA ma problem

Jakub Kręcidło
Rzuty wolne są jednym z najnudniejszych elementów koszykarskiego meczu. Zwykle, gdy ogląda się spotkania z odtworzenia, po prostu się je przewija. Ale pod żadnym pozorem nie robi się tego w tegorocznych play-offach w starciach z udziałem Milwaukee Bucks. Wszystko za sprawą Giannisa Antetokounmpo, dwukrotnego MVP. Usain Bolt biega 100 metrów szybciej, niż Grek oddaje rzuty wolne.

Przez lata przepis o konieczności oddania rzutu wolnego w dziesięć sekund był ignorowany. Ale też przez lata nie było też koszykarza, który tak długo zwlekałby z oddaniem rzutów wolnych jak Giannis Antetokounmpo. Jego rutyna zwykle była przeraźliwie długa, ale sędziowie przymykali na to oko. Do czasu. W pierwszym meczu play-offów między Milwaukee Bucks a Miami Heat w kluczowym momencie spotkania sędziowie odgwizdali Grekowi złamanie przepisu 9. z sekcji 1-a. Ta decyzja sprawiła, że - poza kontuzjami, a także wielkim powrotem Chrisa Paula - rzuty wolne Giannisa stały się najważniejszą historią tegorocznych play-offów.

Zobacz wideo

Usain Bolt szybciej biega na 100 metrów niż Giannis oddaje rzuty wolne

Rzuty wolne wykonywane przez Giannisa stały się źródłem rozgrywki dla kibiców w halach, w których Bucks grają jako goście. Widzowie zawsze starali się rozproszyć koszykarzy, np. dzięki używaniu pluszowych pałek, transparentów czy rękawic, ale teraz znaleźli sobie nowy sposób – odliczają kolejne sekundy marnowane przez Antetokounmpo i eksplodują radością w sytuacjach, gdy 26-latek pudłuje albo nawet nie trafia w obręcz. Przyklaskują temu stacje transmitujące spotkania, szczególnie pokazująca finały NBA telewizja ABC, która dzieli ekran na pół w sytuacji, gdy Antetokounmpo staje na linii rzutów wolnych. Brooklyn Nets, rywale Bucks w półfinałach wschodu, uruchomili nawet na telebimach specjalny zegar odliczający sekundy wykorzystywane przez jednego z najlepszych koszykarzy na świecie. A sędziowie znajdują się pod presją, czy używać gwizdka, tylko pogłębiając wizerunkowe problemy NBA, która jest krytykowana za przyzwalanie 26-latkowi na łamanie przepisów.

– Oczywistym jest, że wpływa na mnie fakt, iż 20 tysięcy kibiców krzyczy: "Raz, dwa, trzy..." – przyznał lider Bucks, który nie chciał zmieniać swojej rutyny. W tych play-offach sędziowie kilka razy odgwizdali przewinienia, ale, generalnie, przyzwalali koszykarzowi na łamanie zasad, co frustrowało rywali. Pierwszy raz zauważono to już w 2015 roku, ale wówczas, gdy zauważyli to szkoleniowcy Portland Trail Blazers, temat zszedł na dalszy plan. Teraz trafił na czołówki. O łamaniu przepisów głośno mówili szefowie Atlanty Hawks (w pierwszym meczu finałów wschodu, wygranym przez Hawks 116:113, Giannis trafił dwa wolne na 5,3 sekundy przed końcem i przy obu przekroczył 10 sekund) czy Brooklyn Nets, a w świat poszły ujęcia złości Jamesa Hardena. 

Gwiazdorowi Nets nie podobało się, że Giannis długo zwlekał z przyjęciem podania od sędziego (dziesięć sekund liczy się od momentu, gdy piłka znajdzie się w rękach zawodnika). Frustracji Hardena dziwić się jednak nie można. Tylko w pierwszej kwarcie szóstego meczu Nets z Bucks Antetokounmpo potrzebował trzech i pół minuty na oddanie siedmiu rzutów wolnych. Dla porównania, całe studio w przerwie w ESPN trwało dwie minuty i 50 sekund.

"Im więcej rzeczy robi Giannis Antetokounmpo, tym lepiej dla Milwaukee Bucks"

Przed dwoma laty Giannis kompletnie zatracił skuteczność na linii rzutów wolnych. Między 2014 a 2019 rokiem zawsze trafiał powyżej 72 proc. rzutów wolnych. To wynik daleki od ideału, ale przyzwoity. Problemy nadeszły w dwóch ostatnich sezonach, gdy skuteczność spadła do 63 proc. (2019/20) oraz 66 proc. (2020/21). W play-offach jest jeszcze gorzej. Rok temu w bańce na Florydzie trafiał 58 proc., teraz ledwie 55 proc. Statystyki pokazują, że bez odliczających mu kibiców (52 proc. na wyjazdach – 47/90) rzuca mu się znacznie lepiej (59 proc. u siebie – 36/61) i że po przerwie jest zdecydowanie skuteczniejszy. W pierwszych połowach trafia ledwie 42,9 proc. (27/63), w drugich 63,6 proc. (56/88).

Handlował podrabianymi zegarkami, żeby mieć za co jeść. Teraz jest w finale NBAHandlował podrabianymi zegarkami, żeby mieć za co jeść. Teraz jest w finale NBA

Tylko trzech z 86 koszykarzy, którzy zagrali w play-offach, trafili mniej rzutów wolnych niż Giannis. – Muszę wziąć na klatę śmiechy i się do tego przyzwyczaić, bo nie spodziewam się, by to szybko zniknęło – przekonywał Grek, który ciężko pracuje nad odnalezieniem skuteczności z poprzednich lat. Nie można mu odmówić pewności siebie. W dwóch pierwszych meczach finałów z Suns był bardzo agresywny i dostał się na linię aż 30 razy. Zachęcał go do tego trener. – Im więcej rzeczy robi Giannis, tym lepiej dla nas – przekonywał Mike Budenholzer.

Giannis Antetkounmpo nie jest w finałach NBA problemem Milwaukee Bucks

Giannis seryjnie pudłuje rzuty wolne, ale to nie przez niego Bucks przegrali dwa pierwsze mecze z Suns. W 75 minutach z Grekiem na parkiecie zespół z Milwaukee był lepszy od Suns o cztery punkty. Ale pozostałych 21 minut przegrał aż 27 punktami. Giannis ma statystyki z kosmosu – 31 punktów, 14,5 zbiórki, 4 asysty, 2 bloki i półtora przechwytu na mecz, a robi to przy rewelacyjnej skuteczności 64 proc. z gry. Irracjonalne są hasła komentatorów ESPN (Kendricka Perkinsa czy Richarda Jeffersona) kwestionujących jego wpływ na zespół. 

Mistrzostwo NBA coraz bliżej Suns. Fenomenalny mecz. Antetokounmpo jak JordanMistrzostwo NBA coraz bliżej Suns. Fenomenalny mecz. Antetokounmpo jak Jordan

Problemem Bucks w tych finałach są partnerzy Giannisa. W drugim meczu finałów Antetokounmpo rzucił 42 punkty, jeden mniej, niż pozostali czterej gracze z podstawowego składu jego drużyny. Jrue Holiday i Khris Middleton w niczym nie przypominają gwiazd, na które wyglądali przy okazji meczów z Hawks w finałach wschodu. Ten pierwszy w dwóch meczach w Phoenix rzucił tyle samo punktów (27), co w decydującym starciu poprzedniej rundy, trafiając ledwie 11 z 31 rzutów. Middleton nie umie ustabilizować formy. Był fenomenalny w starciach z Hawks, błyszczał w rywalizacji z Nets, ale finały to na razie nie jego scena. Być może, tak jak w serii z Nets, obudzi się wraz z powrotem do Milwaukee. Trzeci mecz finałów już w nocy z niedzieli na poniedziałek, początek o 2.00. – W serii z Nets też przegraliśmy dwa pierwsze spotkania, by odrobić straty i awansować. Dalej wierzymy w to, że uda nam się zdobyć mistrzostwo – deklaruje Middleton.