Pierwszy finał NBA od 47 lat! Najszczęśliwszy gracz nawet nie wyszedł na parkiet

Milwaukee Bucks zagrają w finale NBA pierwszy raz od 1974 r. W ostatnich meczach z Hawks, które dały im awans, radzili sobie bez największej gwiazdy - Giannisa Antetokounmpo. Czy to sprawia, że stają się faworytami w walce o tytuł?

– To wspaniałe uczucie. Kiedy jesteś dzieckiem i oglądasz play-off, to jest moment, na który czekasz. Cała walka toczy się o to, aby dostać się do finałów. A teraz udało się to nam. W końcu poczuję to na własnej skórze, a nie przed telewizorem – powiedział po meczu z Hawks Jrue Holiday.

Zobacz wideo Sterling, niekochane cudowne dziecko Anglii

To był szósty mecz serii. Bucks prowadzili 3–2, ale po raz kolejny musieli radzić sobie bez kontuzjowanego "Greek Freaka". Antetokounmpo pechowo skręcił kolano w meczu numer cztery, ale to nie okazało się dla Bucks wielkim problemem. W meczu numer sześć w Atlancie zastąpił go w roli lidera Holiday oraz drugi z wielkich graczy drugiego planu – Khris Middleton.

Antetokounmpo nie zagrał, ale to był jego triumf

Pierwszy z nich był bliski uzyskania triple-double – zdobył 27 punktów oraz dołożył dziewięć zbiórek i asyst, a do tego dominował w obronie. Middleton dołożył 32 punkty, z czego aż 23 w fenomenalnej trzeciej kwarcie, gdy ważyły się losy meczu.

Po meczu – Bucks ostatecznie wygrali 118:107 – na parkiecie hali w Atlancie zapanowała euforia. Wśród ściskających się i świętujących graczy oraz trenerów Bucks był także ten, którego brakowało w grze – Antetokounmpo. Grek zaciskał pięść w geście triumfu.

To – mimo jego absencji w dwóch ostatnich meczach – jego wielki sukces jako lidera drużyny. Grek dwukrotnie – w 2018 i 2019 r. – zdobywał statuetkę dla najbardziej wartościowego gracza ligi (MVP), ale w play-off jego drużyna za każdym razem zawodziła.

W 2019 r. Bucks najpierw bez kłopotu pokonali w play-off Pistons, potem rozprawili się z Celtics, a w serii z Raptors prowadzili już 2–0. Ale przewagę w finale Konferencji Wschodniej roztrwonili. Przegrali cztery następne mecze z ekipą z Toronto i – jak lubią mawiać amerykańscy komentatorzy – mogli już jechać na ryby. W zeszłym roku w "bańce" Bucks też zawiedli. Choć zaczynali z pierwszego miejsca i najlepszym bilansem w całej NBA, a w pierwszej rundzie bez kłopotu uporali się z Magic 4–1, to już w II rundzie – także z powodu kłopotów z kontuzjami – odpadli z późniejszymi finalistami NBA – Miami Heat. Zastanawiano się wówczas, czy Antetokounmpo zechce roztrwonić najlepsze lata w drużynie, która może nigdy nie dać mu szansy gry w finale NBA. Tegoroczne play-off sprawiają jednak, że tego typu dywagacje można uznać za niebyłe.

– To była długa podróż – powiedział Middleton. – Ale zarazem wspaniała. W pierwszym roku mojej gry w Bucks wygraliśmy 15 meczów. W dwóch ostatnich latach myśleliśmy, że jesteśmy już blisko celu, ale się myliliśmy. Dopiero teraz zrobiliśmy to, na co tak długo pracowaliśmy.

Bucks w pewnym momencie meczu z Hawks prowadzili 22 punktami, ale w czwartej kwarcie Hawks potrafili odrobić tę stratę do sześciu punktów. Gospodarze musieli radzić sobie bez wsparcia lidera, Trae’a Younga, który co prawda wyszedł na parkiet, ale z powodu kontuzji kostki nie był w pełni sił.

Suns czekają już w finale. Start we wtorek

Ekipa z Wisconsin jest w euforii, bo w tym sezonie kpi sobie z przewidywań ekspertów. Bucks udało się wyeliminować Brooklyn Nets, czyli faworytów wszelkich bukmacherów, mimo że ekipa z Nowego Jorku prowadziła już w serii 3-2. Serię z Hawks zespół z Milwaukee także zaczynał od porażki.

I choć w serii finałowej to Phoenix Suns (w finale Konferencji Zachodniej wyeliminowali Los Angeles Clippers 4-2) są uważani za faworytów, to Bucks nie są bez szans. Jeden z doświadczonych graczy PJ Tucker próbował tonować nastroje: – Nie ma się z czego cieszyć. Jeszcze niczego nie dokonaliśmy.

Pierwszy mecz finałowej serii w nocy z wtorku na środę o godz. 3 polskiego czasu. 

Więcej o: