Mistrzowie NBA poza play-off? "Ktoś, kto wymyślił to g..., powinien zostać zwolniony"

LeBron James nawołuje do kolegów z Lakers, by powalczyć o powtórkę z zeszłego sezonu i obronić mistrzowski tytuł. Ale eksperci są zdania, że ekipa z Los Angeles może mieć kłopot, by w ogóle dostać się do play-off. "Jeziorowcy" stąpają po cienkim lodzie.

liTrzy minuty przed końcem meczu w Staples Center Lakers prowadzili 121:113. Ale coś się w ich grze się zacięło. I do głosu doszli Rockets. Zdobyli dziewięć punktów z rzędu, byli włos od zwycięstwa.

Zobacz wideo Serie A. Sassuolo - Juventus 1:3. Buffon obronił rzut karny! [ELEVEN SPORTS]

Zgadza się – ci sami Rockets, którzy są na dnie Konferencji Zachodniej, w tym sezonie wygrali tylko 16 z 70 meczów (najmniej w całej lidze), a w środę mieli do dyspozycji ledwie ośmiu graczy, z czego pięciu to debiutanci, a ich lider John Wall w tym sezonie z powodu urazu odpuścił już grę w kosza.

"Ktokolwiek wymyślił to g..., powinien zostać zwolniony"

Ostatecznie wszystko skończyło się po myśli wciąż aktualnych mistrzów NBA. Co prawda goście z Teksasu sześć sekund przed końcem mieli piłkę w ręce, ale w decydującym momencie Kelly Olynyk ją zgubił. LeBron James, który tego wieczoru nie wyszedł na parkiet, głęboko odetchnął.

Lakers wciąż są pośród żywych. Gdyby przegrali, mogliby szykować się do gry w play-in, turnieju będącym czyśćcem przed fazą play-off. Drugi sezon z rzędu zespoły z miejsc 7-10 muszą dogrywać się o dwa ostatnie miejsca w drabince. – Ktokolwiek wymyślił to g…, powinien zostać zwolniony – apelował bez zbędnej dyplomacji James. Fakt, że to akurat "Król" jest wściekły po wprowadzeniu do kalendarza NBA dodatkowej pozycji, nie szokuje. Jego "Jeziorowcy" w ostatnich tygodniach stąpają po cienkim lodzie. Jeden fałszywy krok może oznaczać, że lód się załamie i wpadną do wody. A ta w tym roku jest wyjątkowo lodowata.   

Gdyby balansujący na granicy Lakers – dziś zajmują siódme miejsce z bilansem 40 zwycięstw i 30 porażek – wypadli poza czołową szóstkę w Konferencji Zachodniej, w play-in musieliby radzić sobie: albo z przeżywającym kolejną młodość Stephenem Currym i Golden State Warriors, albo będącym nową energią w NBA drugoroczniakiem Ja Morantem i jego Memphis Grizzlies, albo kolejnym z  nemezis Jamesa, czyli Greggiem Popovichem i San Antonio Spurs. Żadna z tych trzech bramek nie wywołuje w Lakers uśmiechu ekscytacji. A przede wszystkim nie daje gwarancji, że mistrzowie ligi w ogóle awansują do play-off.

Tyle że problemy Lakers nie zaczęły się przed meczem z Houston. Nie zaczęły się też 20 marca, gdy kontuzję – najgroźniejszą w dotychczasowej karierze – odniósł LeBron James. Ani wtedy, kiedy z gry kilka tygodni wcześniej wypadł Anthony Davis. Dno kłopotów Lakers jest głębsze.

Jeszcze jesienią wydawało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Ekipa z Los Angeles, która w październikowym finale "bańki" na Florydzie pokonała Miami Heat 4-2, szybko rozpoczęła budowę składu na nowy sezon. Władze Lakers zrezygnowały z weteranów: Rajona Rondo, Dwighta Howarda i Javale’a McGee, a jeszcze w trakcie sezonu zwolniły z umowy DeMarcusa Cousinsa. Ale zastępstw szukano z rozmysłem. Do Lakers trafił rozgrywający młodego pokolenia Dennis Schroeder, najlepszy rezerwowy ligi (przy okazji podebrany konkurencji z Los Angeles Clippers) Montrezl Harrell i słynący z wysokiego koszykarskiego IQ weteran Marc Gasol.

"Jeśli będą musieli grać w turnieju play-in, nie obronią mistrzostwa"

Początek nowego sezonu należał do Lakers. Najtwardsza defensywa w lidze, pewne miejsce w fazie play-off. Wydawało się, że James i spółka mogą śmiało marzyć o tytule zdobytym back-to-back.

Pierwszy kamień w dominie wywrócił się, gdy problemy zdrowotne zgłosił Anthony Davis. Środkowy, który sezon wcześniej okazał się brakującym elementem w mistrzowskiej układance Lakers, doznał kontuzji ścięgna Achillesa w lutowym meczu z Denver Nuggets. Z początku sądzono, że przerwa środkowego potrwa dwa tygodnie, ale okazało się, że problem jest poważniejszy. Mijały tygodnie, a Anthony Davis wciąż siedział na ławce w codziennym stroju.

Prawdziwe kłopoty nadeszły jednak, gdy do Davisa dołączył LeBron James. 20 marca, w meczu z Hawks, pechowo na jego nogę wywrócił się skrzydłowy z Atlanty Solomon Hill. – Jeszcze nigdy nie słyszałem takiego krzyku – mówił po meczu skrzydłowy Lakers Kyle Kuzma. Sztab poinformował, że James odniósł uraz stawu skokowego i czeka go kilka tygodni przerwy. 36-letni James, który na samo utrzymanie ciała w formie wydaje milion dolarów rocznie, do tego typu kontuzji i przerw w grze nie przywykł.

Lakers byli w tarapatach, bo po drodze kontuzje złapali Schroeder i Gasol. Bezpieczna pozycja przed play-off stała się już tylko wspomnieniem. Lakers musieli zareagować. Zrobili to, podpisując umowę z Andre Drummondem, 27-letnim środkowym formatu All-Star, zamkniętym w złotej klatce w Cleveland.

Absencje liderów Lakers obnażyły omyłki w polityce transferowej klubu. Ruchy, które w momencie ich wykonywania wyglądały na najlepsze z możliwych, okazały się nie do końca trafione. I nie tylko jeżeli  mówimy o tych, którzy mieli wzmocnić Lakers, ale i tych, których ekipa z Los Angeles lekką ręką się pozbyła. Szybko okazało się, że Lakers dostarczyli paliwa lokalnemu rywalowi, czyli Clippers. Rondo – po drodze zaliczając epizod w Hawks – i Cousins są dziś jednymi z liderów Clips. Władze Lakers plują sobie też w brodę z powodu Howarda, który jest ważną postacią w drużynie liderów Konferencji Wschodniej i – w końcu – jednego z faworytów do tytułu, czyli Philadelphii 76ers. Ci, którzy przyszli w ich miejsce, na razie Lakers nie zbawiają. Ani sfrustrowany marginalną rolą Gasol, ani anonsowany jako transferowy hit Andre Drummond.

Gdy Davis (pod koniec kwietnia) i James (na początku maja) wrócili do gry, Lakers byli już w opałach. Dzisiaj każdy mecz – wygrali ostatnie trzy – jest dla nich walką o życie. Udział w play-in może być dla zdziesiątkowanych Lakers wyzwaniem ponad siły. – Są w opałach. Mogą nie przejść pierwszej rundy. Gwarantuję wam, że jeśli będą musieli grać w turnieju play-in, nie obronią mistrzostwa – stwierdził w swoim show "First Take" Jalen Rose, były gracz NBA i ekspert ESPN.

O ile powrót Davisa wygląda na spektakularny (okrzyk "I’m back!" po wsadzie w wygranym 123:110 meczu z Phoenix Suns), o tyle comeback Jamesa przyjmowany jest z nutką niepewności i strachu. – Nie wrócę do 100 proc. formy. To niemożliwe. Nie sądzę, że kiedykolwiek wrócę jeszcze do 100 proc. formy – przyznał James na początku maja. Obaj zresztą nie zagrali w zwycięskim meczu z Rockets. Dla Jamesa był to już szósty z rzędu mecz spędzony poza parkietem. Ale w ostatnim czasie to częsty widok – "Król" opuścił 22 z ostatnich 24 spotkań. Na zdrowie narzeka też AD. – Cierpię. Nie chodzi o całe ciało, ale o pachwinę. Nie chcę znów wypaść na kilka meczów – mówił przed spotkaniem z Rockets. Cierpi też Alex Caruso, który odniósł kontuzję w niedawnym meczu z Knicks, a Schroeder wypadł z gry z powodu protokołu antywirusowego, bo miał niedawno kontakt z osobą zakażoną.

LeBron James po uroczystości: Postarajmy się o powtórkę!

W czwartek wszyscy w Lakers na chwilę jednak odetchnęli. Po siedmiu miesiącach od chwili, gdy ich zespół zdobył pierścienie, w końcu wciągnięto pod kopułę hali Staples Center mistrzowski baner. – Szczerze? To cholernie przyjemny moment – mówił po uroczystości Kuzma. – Dla nas ten sezon był i jest wyzwaniem. Zmiany w składzie – jedni odeszli, drudzy przyszli, protokoły COVID, kontuzje… Wszyscy musieliśmy wymyślić się na nowo. Ale myślę, że będzie dobrze – stwierdził. – Tak bardzo doceniam ten moment i fakt, że osiągnąłem go z wami – powiedział zaś James. – Postarajmy się o powtórkę – dodał.

W ankiecie ESPN czworo z pięciorga koszykarskich ekspertów i ekspertek – w tym gronie znaleźli się Andrew Lopez, Kevin Pelton, Ramona Shelburne, Andre Snellings i Ohm Youngmisuk – jest zdania, że Lakers zagrają play-in, ale, co ciekawe, będą tam faworytem. Eksperci uważają, że ekipa z LA w koszykarskim czyśćcu spotka się z Warriors. James kontra Curry jeszcze przed play-off? Fani NBA zacierają ręce.

"Jeśli James i Davis są zdrowi i w formie, Lakers będą faworytem każdej serii, przeciwko dowolnej drużynie w NBA. Nie bez powodu bronią tytułu. Uważam, że w tym sezonie mają więcej talentu, niż w zeszłym. Jeśli są zdrowi, są nie do pokonania" – uważa Snellings. Jeśli.

Przed nimi jeszcze dwa mecze sezonu zasadniczego – wyjazdowe z Indianą Pacers i New Orleans Pelicans. Jeśli sprawy ułożą się po ich myśli, mogą skończyć nawet na piątym miejscu na Zachodzie. Na razie są jednak pod kreską.