"Ta choroba jest jak rak. Zaczęli się mnie bać". W życiu Delonte Westa nastąpił przełom

Piotr Wesołowicz
To jedna z najlepszych wiadomości ze świata NBA ostatnich dni. Były koszykarz Delonte West dostał pracę w ośrodku odwykowym "Rebound" na Florydzie. Tym samym, którego do niedawna sam był pacjentem.

Władze ośrodka zatrudniły Westa kilka miesięcy po tym, gdy były koszykarz trafił tam jako pacjent. We wrześniu 2020 r. zawiózł go na Florydę i opłacił leczenie właściciel Dallas Mavericks Mark Cuban.

Zobacz wideo "Myślę, że Milik nie zapomniał o Juventusie, a Juventus o nim"

Od tego czasu stan Westa znacznie się poprawił. Kilka tygodni temu w sieci pojawiło się nagranie, na którym widać jak wracający do zdrowia West rzuca w samotności do kosza. Teraz – o czym informuje Shams Charania z "The Athletic" – były gracz podejmie pierwszą od lat samodzielną pracę.

Choroba, która wiedzie od euforii do depresji

– To początek długiej i trudnej drogi – nie ukrywał Cuban, który Delonte Westa znalazł kilka miesięcy wcześniej żebrzącego na stacji benzynowej. To był ostatni dzwonek, aby pomóc 37-letniemu byłemu koszykarzowi, któremu choroba odebrała niemal wszystko.

W 2008 r., będąc u szczytu swej kariery w NBA – w tym samym roku podpisał trzyletnią, wartą 12,7 mln dol. umowę z Cavaliers, West wyznał, że choruje na chorobę afektywną dwubiegunową. Towarzyszą jej zaburzenia nastrojów – od manii i euforii do głębokiej depresji. West przyznał wówczas, że zmaga się z chorobą od kiedy pamięta, kilkakrotnie próbował sobie odebrać przez nią życie. – Ta choroba jest jak rak, może dotknąć każdego, bogatego lub biednego, niezależnie od tego, czy jest się koszykarzem, czy piłkarzem – mówił brat koszykarza Dmitri.

Jak twierdzą jego bliscy, dopóki West grał, jeszcze trzymał się w ryzach. Codziennie zażywał leki, które dawały ukojenie. Gdy jednak stracił koszykówkę, choroba zaczęła go wyniszczać niemal doszczętnie.     

Poważne kłopoty przechodził już wcześniej. W 2009 r. pędził autostradą na motorze, mając przy sobie trzy sztuki broni. Nie zamierzał z niej korzystać. Chciał wywieźć ją z domu w bezpieczne miejsce. Kłopot w tym, że był środek nocy, a West był pod wpływem silnego leku – kwetapiny. Przysypiał. Sam zatrzymał siedzącą mu na ogonie policję, przyznał, że zażył leki i ma przy sobie broń – pistolet Beretta, rewolwer magnum w nogawce spodni i strzelbę w futerale na gitarę. Nie stawiał oporu. Sąd skazał go na prace społeczne i domowy areszt, West musiał opuścić początek nowego sezonu NBA.

"Przypięli mi łatkę wariata i terrorysty"

– Kiedy jeszcze grałem w Cleveland, liczyłem na nową, wysoką ofertę i grę u boku LeBrona Jamesa o mistrzostwo. Potem wydarzył się jednak ten incydent i już nikt nie chciał mnie zatrudnić. Przypięto mi łatkę wariata i terrorysty. To nie miało nic wspólnego z tym, co pokazywałem na boisku – mówił.

Jednocześnie topniały jego oszczędności życia. Wychowany w biednej rodzinie West wszystko, co zarabiał, oddawał najbliższym. Swojej mamie, Delphinie Addison, kupił dom. Podobnie bratu, jego żonie oraz czworgu ich dzieci. Młodszą siostrze wysłał na studia, wcześniej upewniając się, że ma gdzie mieszkać i czym dojeżdżać do szkoły. – Ten facet odda ci ostatniego dolara, jeśli będziesz w potrzebie – chwalił jego dobroduszność Jason Kidd. Jego wyjątkowa troskliwość sprawiła jednak, że w 2011 r., gdy w NBA wybuchł lockout, West nie miał grosza przy duszy. Poszedł do pracy – najpierw woził meble, złożył też podanie do Home Depot, w końcu został sprzedawcą noży w sieciowym sklepie Costco. – Zapraszałem klientów i mówiłem: "hej, jestem D-West z Celtics, zobaczcie naszą ofertę". Mój brat siekał pomidory, a ja pokazywałem, jak ostre są noże – wspominał West w ESPN.

Gdy NBA wróciła do gry, West – po zakończeniu rocznej umowy w Bostonie – nie miał nowego pracodawcy. Nie miał nawet za co wynająć mieszkania. Rękę wyciągnął do niego – podobnie jak wiele lat później na jednej ze stacji benzynowych w stanie Waszyngton – Mark Cuban. West dostał w Mavericks minimalną umowę dla weterana, ale i w Teksasie szybko, po jednym sezonie, stracili do niego cierpliwość. Po jednym z meczów przedsezonowych gracz wdał się awanturę, a klub rozwiązał z nim umowę. West próbował jeszcze zaczepić się w lidze chińskiej i NBDL (dzisiejszej G League), ale nic z tego nie wyszło. W 2015 r. zakończył karierę, choć obyło się pamiątkowych zdjęć i kwiecistych przemów. West żegnał się w atmosferze skandalu. – Wcześniej trenerzy mówili, że jestem twardym graczem, którego warto mieć po swojej stronie. Od czasu, gdy powiedziałem o swojej chorobie, zaczęli się mnie bać. Pytali, czy wziąłem dziś leki, nie chcieli mnie – mówił na łamach Slam Magazine. Jego życie zaczęło rozsypywać się w drobny mak.

Bezdomny żebrak ze zmęczoną twarzą

W 2016 roku, kilka miesięcy po tym, jak zagrał po raz ostatni, został sfotografowany w Houston, gdy szedł ulicą bez butów, w koszuli, spod której wystawał szpitalny strój. Zagadnięty przez przechodnia, czy to rzeczywiście on, odparł: – Kiedyś byłem Delonte Westem, ale to było w poprzednim życiu.

W ostatnim czasie West stoczył się już niemal na samo dno. Równo rok temu, w styczniu 2020 r., media obiegły wstrząsające nagranie z udziałem Westa. Widać na nim bójkę dwóch mężczyzn na środku autostrady. Jednym z nich był West. Chwilę potem siedział już skuty kajdankami na krawężniku, wykrzykując, że został zaatakowany przez mężczyznę z bronią w ręce. Gdy policjant spytał go, gdzie w takim razie jest broń, odpowiedział: – Mam to gdzieś! Chwilę później wykrzykiwał, że jest "prawdziwym, pier… Donaldem Trumpem" – cytował go serwis TMZ.

 

– Choroby psychiczne to coś, z czym wiele osób się boryka i nawet nie widzi, gdy staje się już za późno. Nie wiem, co dokładnie się dzieje z Westem, ale on wie, że jestem jego przyjacielem i może na mnie liczyć – napisał wówczas na Instagramie kolega Westa z uczelni Saint Joseph Jameer Nelson.

"On wciąż się wspina!"

Kilka miesięcy później, w październiku, ktoś nagrał Westa, gdy ten żebrze o jedzenie i pieniądze  wzdłuż autostrady w stanie Waszyngton. Brudny, w porwanych ubraniach, o zmęczonej twarzy.

To właśnie wtedy Cuban, ostatni pracodawca Westa w NBA, wsiadł w auto i odszukał swego dawnego gracza na stacji benzynowej. Zanim odwiózł go na terapię, doprowadził do pojednania Delonte z jego matką, Delphine. Po dwóch miesiącach leczenia Westa Cuban zamieścił na Twitterze zdjęcie 37-latka z odwyku – uśmiechniętego, wśród przyjaciół, na spływie kajakowym. – To wciąż żmudna droga pod górę, ale on wciąż się wspina! – napisał.