Wielkie śledztwo w USA po śmierci Kobego Bryanta. Transkrypty rozmów, nagrania

Jakub Kręcidło
Dziś mija rok od tragicznej śmierci Kobe'ego Bryanta i ośmiu innych osób, które podróżowały na pokładzie helikoptera na mecz juniorskiej koszykówki. Walka sądowa o odszkodowania trwa, choć dalej nieznane są przyczyny katastrofy. Te poznać mamy za niespełna dwa tygodnie, gdy Amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu wyciągnie ostateczne wnioski z raportu mającego aż 1852 strony.

Okoliczności śmierci Kobe'ego Bryanta wciąż budzą wielkie emocje. Marc Gasol, koszykarz Los Angeles Lakers, powiedział niedawno, że "dalej nie jest gotowy", by rozmawiać o jednym z najlepszych koszykarzy w historii. Vanessa, jego żona, niespełna dwa tygodnie temu apelowała o nieużywanie zdjęć z katastrofy helikoptera. Kobieta prosiła amerykańskie media i Lakersów, by nie czczono pierwszej rocznicy śmierci męża. ESPN informowało, że "26 stycznia, tak czy siak, będzie trudnym i pełnym emocji dniem, dlatego też Lakers nie chcą kłaść dodatkowego nacisku na rocznicę śmierci Kobe'ego, tym bardziej że uwagę przykuć mogłyby wstrząsające okoliczności wypadku i co mogłoby spowodować dodatkową traumę". 

Zobacz wideo "Ziemia jest niebieska jak pomarańcza". Przejmująca opowieść o rodzinie mieszkającej na I linii frontu w Donbasie

Dlaczego doszło do katastrofy helikoptera? Amerykanie przygotowali raport na 1852 stron

Nie zmienia to jednak faktu, że katastrofa helikoptera, do której doszło nieopodal Los Angeles, budzi wielkie emocje. Maszyna, którą Bryant podróżował wraz z ośmioma innymi osobami, rozbiła się na wzgórzach w Calabasas w Kalifornii. Dlaczego doszło do wypadku? To pozostaje zagadką, choć znamy wszystkie szczegóły związane z okolicznościami. Amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) opublikowała 1852 strony raportów przedstawiających transkrypty rozmów, SMSów czy wiadomości mailowych, jak i zdjęcia, raporty meteorologiczne czy nagrania z miejsca zdarzenia. Ustalenia jej członków mamy poznać 9 lutego, gdy – jak podaje USA Today – wydana zostanie ostateczna wersja raportu zawierająca informacje o prawdopodobnej przyczynie katastrofy i rady, co zrobić, by w przyszłości uniknąć tragedii. 

Miejsce katastrofy helikoptera Kobego BryantaMiejsce katastrofy helikoptera Kobego Bryanta Fot. Mark J. Terrill / AP Photo

"Jaki pilot wlatywałby tu w takich warunkach?"

Na podstawie dotychczasowych ustaleń USA Today przypomina okoliczności katastrofy. O 8:39 pilot Ara Zobayan poinformował, że helikopter Sikorsky S-76B czeka na lotnisku na Bryanta, jego córkę Giannę, Johna i Keri Altobellich oraz ich córkę Alyssę, Sarah Chester i jej córkę Payton oraz asystentkę trenera Christinę Mauser. Razem mieli polecieć na mecz koszykówki do Thousand Oaks położonego ok. 40-50 kilometrów od Los Angeles. Wlatując w pagórkowaty teren, pilot, mimo kiepskiej widoczności, leciał na niskiej wysokości. 

Świadkowie katastrofy mówili, że "słyszeli helikopter, ale ze względu na gęstą mgłę, nie byli w stanie go zobaczyć". – Jaki pilot wlatywałby tu w takich warunkach? – pytano. Zobayan, który mógł pochwalić się dużym doświadczeniem (8500 wylatanych godzin, w tym 1250 w samym Sikorskym S-76B), zapewniał jednak kontrolerów, że planuje wznieść się ponad chmury na poziom ok. czterech tysięcy stóp (1,3 kilometra). Okazało się jednak, że był ponad połowę niżej (1600 stóp, 500 metrów). Tuż przed katastrofą maszyna skręciła w lewo, a następnie gwałtownie spadła, rozbijając się o wzgórza. 

Miejsce katastrofy helikoptera Kobego BryantaAP

392 strony o pogodzie. "Zabójcza kombinacja"

Sama meteorologiczna część raportu NTSB ma 392 strony. To jeden z kluczowych aspektów pozwu, jaki Vanessa Bryant i inni poszkodowani wnieśli przeciwko firmie Island Express Helicopters (ona organizowała podróż) oraz agencji zatrudniającej Zobayana. – Kombinacja niskich chmur oraz pagórkowatego terenu jest częsta i niestety często zabójcza – powiedział USA Today Jack Cress, były pilot helikopterów w amerykańskim Marine Corp. Rodziny poszkodowanych argumentują, że firma IEH powinna była odradzić pilotowi podróż, tym bardziej że warunki były na tyle złe, iż lokalna policja nie zdecydowała się na wykorzystywanie własnych helikopterów.

Helikopter nie miał czarnych skrzynek i systemu TAWS

– Maszyna, którą podróżował Kobe, nie zwykła po prostu spadać z nieba – powiedział w rozmowie z CNN pilot Kurt Deetz, z którego usług swego czasu korzystał Bryant. Kobe regularnie wykorzystywał korzystał z usług firmy Island Express Helicopters (13 razy w samym 2019 roku), jak i z Sikorsky’ego S-76B. To w nim leciał np. na swój ostatni mecz w barwach Lakersów w 2016 roku. O maszynie pozytywnie świadczy też fakt, że wykorzystywała ją np. Królowa Elżbieta II.

Kobe BryantŚwiat sportu wstrzymał oddech. Rok temu zginął Kobe Bryant. "Jest jak Elvis Presley"

– Na podstawie raportów nie jestem w stanie stwierdzić, że z helikopterem wydarzyło się coś złego – przyznał Anthony Brickhouse, były pracownik NTSB, który dziś wykłada na temat bezpieczeństwa w przestrzeni lotniczej na Embry–Riddle Aeronautical University, szkole specjalizującej się w lotnictwie i kosmonautyce. W helikopterze, którym podróżował Bryant w dniu śmierci, brakowało jednak dwóch części – tzw. czarnej skrzynki, która mogłaby pomóc w ustaleniu przyczyn katastrofy, jak i TAWS (Terrain Awareness and Warning System), czyli urządzenia montowanego na pokładzie statków powietrznych w celu ostrzegania pilotów o zbliżającej się powierzchni gruntu.

Wszyscy czekają na raport. To on wyznaczy drogę walki sądowej

USA Today kończy swój raport na temat katastrofy stwierdzeniem, że "choć raport NTSB nie będzie mógł być dowodem w sądzie, wyznaczy szlak dla prawników w walce o odszkodowania dla rodzin". Walka będzie prawdopodobnie ciągnąć się latami. Rodziny pozwały Island Express Helicopters, która wytoczyła sprawy dwóm kontrolerom lotniczym, którzy komunikowali się z Zobyanem, twierdząc, że katastrofę spowodowały ich "błędy i przeoczenia".