Rodzinna tragedia gwiazdy NBA. Towns stracił matkę i sześcioro dalszych krewnych. "Moja dusza umarła"

- Tamten Karl odszedł. Pewnie zobaczycie mnie jeszcze, jak się uśmiecham, ale to już nie będę ja - mówi koszykarz Minnesoty Timberwolves, któremu w ciągu dziewięciu miesięcy koronawirus odebrał siedmioro członków rodziny, a teraz sam zachorował na COVID-19.

To zdjęcie z kwietnia 2018 r. 580 tys. obserwujących Karla-Anthony’ego Townsa na Twitterze widzi je od razu i za każdym razem, gdy wejdzie na profil 25-letniego koszykarza Minnesoty Timberwolves.

"Koszykówka nie jest terapią"

Tamtego wieczoru Wolves wygrali z Denver Nuggets i po raz pierwszy od 12 lat awansowali do play-off, najważniejszej części sezonu NBA. Widać, jak kibice w Targer Center świętują sukces "Leśnych Wilków" na trybunach, ale Karl - był jednym z bohaterów meczu, zdobył 26 punktów - chce najpierw podzielić się tym szczególnym momentem z rodzicami. Uśmiecha się szczerze, z dziecięcą niewinnością. Karl senior stoi bokiem, jego żona Jacqueline jest całkiem odwrócona, nie widać nawet jej twarzy. Oboje obejmują syna, wpatrując się w niego, jakby mówiąc: Jesteśmy z ciebie dumni.

To, co stało się dwa lata później, sprawiło, że w życiu czołowego centra NBA nic już nie jest takie samo. W ciągu kilku miesięcy siedmioro członków rodziny Karla-Anthony’ego Townsa zmarła na koronawirusa, w tym jego ukochana mama, Jackie.

Zobacz wideo Drągowski już przerósł Fiorentinę. "Bliżej mu do Buffona niż Szczęsnemu"

Chrowała ponad dwa tygodnie, zapadła w śpiączkę. Powikłania okazały się nie do pokonania. Zmarła 13 kwietnia, niemal równo dwa lata od dnia, w którym zrobiono rodzinne zdjęcie w hali w Minnesocie. Miała 59 lat.

– Tamten Karl odszedł razem z nią. Pewnie zobaczycie mnie jeszcze, jak się uśmiecham i takie tam, ale to już nie będę ja. Moja dusza umarła – mówił koszykarz Timberwolves w grudniu przed startem nowego sezonu. Niedługo potem zmarł bliski wujek koszykarza i pięcioro dalszych krewnych ze strony matki. W sumie - siedem osób z rodziny.

Towns do koszykówki wrócił po dziewięciu miesiącach. Dziennikarze, którzy spotkali się z nim w trakcie przedsezonowego wywiadu, nie ukrywali, że tak uderzającej przemiany nie widzieli w NBA od lat. Towns już nie jest tym uśmiechniętym, lubiącym droczyć się chłopakiem z sąsiedztwa.

– Gram, bo lubię, gdy rodzina widzi mnie na boisku, jak odnoszę sukcesy. Zawsze wywoływało we mnie radość, gdy widziałem mamę stojącą za linią boczną, jak się cieszy i dobrze bawi. Ale teraz trudno będzie mi wychodzić na parkiet. Koszykówka to nie terapia  – przyznał, jednocześnie dodając, że z koszykówki nie zrezygnuje. – Sport pozwoli mi wrócić wspomnieniami do tamtych chwil. Ale emocjonalnie koszykówka nie daje mi już nic.

Towns także zakażony koronawirusem

Gdy w Wigilię Bożego Narodzenia Timberwolves spotkali się we własnej hali z Detroit Pistons, Karl-Anthony był gotów do gry. Jednak kiedy w hali Target Center wyświetlono zdjęcia i wspomnienia Jackie Towns, świętującej sukcesy, cieszącej się na trybunach, w objęciach męża i syna, siedzący w tym czasie na ławce rezerwowych koszykarz próbował ukryć łzy. Gdy był czas, aby wyjść na parkiet, KAT nie potrafił podnieść się z krzesełka. Dopiero gdy otoczyli go koledzy z drużyny, przytulili, wstał i wyszedł na parkiet. Zwycięstwo 111:104 Towns zadedykował mamie.

W tym sezonie zdążył zagrać w ledwie pięciu meczach (w trakcie rozgrywek leczył chory nadgarstek), gdy znów otrzymał złe wieści. Przed ostatnim meczem z Memphis Grizzlies okazało się, że on także zakażony jest koronawirusem. Mecz przełożono, Towns trafił na kwarantannę.

O tym, że zachorował, koszykarz powiadomił kolegów kilka godzin przed spotkaniem. Gdy ci dostali polecenie, aby przerwać rozgrzewkę i wrócić do szatni, wiedzieli już, że coś jest nie tak. Tym bardziej że nie było wśród nich dwóch innych graczy – Ricky’ego Rubio i Juana Hernangomeza. Obaj także otrzymali pozytywny test na koronawirusa.

W Stanach każdy przypadek traktuje się niezwykle poważnie. Nie może być inaczej w sytuacji, w której na COVID-19 zmarło już ponad 389 tysięcy Amerykanów. W walkę z wirusem zaangażował się także Towns, dzieląc się swoją historią ze światem.

"Modlę się każdego dnia, by ten koszmar się skończył. Nie możemy sami powstrzymać rozprzestrzeniania się tego wirusa. To musi być nasz wspólny wysiłek" –  napisał Towns w poście na Twitterze. "To łamie mi serce, gdy wiem, że moja rodzina, a zwłaszcza mój ojciec i siostra, nadal cierpią z powodu niepokoju, który towarzyszy tej diagnozie. Aż za dobrze wiemy, jaki może się to skończyć" – dodał Towns.

60-letni Karl senior – w przeszłości także koszykarz, który zaraził pasją do koszykówki swego syna i był jego pierwszym idolem – także przeszedł koronawirusa, ale wyszedł z choroby. – To boli. Karl jest liderem naszej organizacji. Z powodu tego, co przeszedł on, co przeszedł jego ojciec, pozytywny wynik testu boli podwójnie – powiedział menedżer Timberwolves Gersson Rosas.

Sytuacja wymyka się spod kontroli?

Towns został odsunięty od drużyny na co najmniej 10 dni. Wróci do zespołu, dopiero gdy wyniki kolejnych testów okażą się negatywne. – Jesteśmy wojownikami. Przez to przejdziemy. Karl to nasz lider. To twardy, odporny człowiek – dodał Rosas.

"To wymyka się spod kontroli" – mówią anonimowo kolejni gracze NBA, gdy władze ligi przekładają z powodu koronawirusa kolejne mecze, a drużyny muszą radzić sobie w siedmiu bądź ośmiu graczy. W pewnym momencie wydawało się, że rozgrywki mogą zostać zawieszone, ale taki scenariusz jest ostatecznością. Przed tygodniem komisarz NBA Adam Silver wprowadził kolejne, surowsze zasady, które ograniczą kontakt pracowników klubu z ludźmi z zewnątrz do minimum. To ma pomóc dotrwać do końca rozgrywek.

Timberwolves przegrali ostatnio sześć kolejnych meczów, drużyna z bilansem 3–8 spadła na ostatnie miejsce w Konferencji Zachodniej. Ale wyniki to ostatnia rzecz, o jakiejś myślą dzisiaj w Minnesocie – priorytetem jest pomóc swemu liderowi. Tak, jak wtedy, gdy zmarła jego matka.