Od sprzedawcy podrabianych zegarków do najbogatszego koszykarza NBA. Jaka historia stoi za Giannisem Antetokounmpo?

Kiedy miał 12 lat, handlował na ulicy, aby mieć za co jeść. Siedem lat później dostał się do NBA, a po kolejnych siedmiu złożył podpis pod rekordową umową w historii NBA. Historia "Greek Freaka" brzmi jak scenariusz filmu, ale wydarzyła się naprawdę.

Nowy sezon NBA rusza we wtorek, kibiców na początek czekają derby Los Angeles i starcie Brooklyn Nets z Golden State Warriors. Faworytami do tytułu są jeszcze silniejsi Lakers z LeBronem Jamesem, najbardziej ekscytującą drużyną mają być Nets ze zdrowymi Kevinem Durantem i Kyriem Irvingiem.

Zobacz wideo Gol w 7. sekundzie meczu! Rafael Leao przeszedł do historii! [ELEVEN SPORTS]

W ich cieniu sezon rozpoczną Milwaukee Bucks z Giannisem Antetokounmpo w roli przywódcy. "Greek Freak", który dwa razy z rzędu sięgnął po statuetkę MVP, podpisał właśnie najwyższą umowę w historii NBA – za pięć lat gry zarobi 228 mln dol. – Nie chciałem odchodzić, bo żadna drużyna nie zagwarantuje ci, że zdobędziesz mistrzostwo. Może zajmie mi to 10 lat, a może już nigdy nie będę mistrzem NBA. Najważniejsze, że jestem w domu, w którym czuję się sobą. I że jestem wśród ludzi, którzy mi zaufali – powiedział koszykarz po podpisaniu kontraktu.

Giannis, sama skóra i kości

Skąd wyjątkowa lojalność Giannisa, o którego zatrudnieniu marzy każda drużyna na świecie? Być może wynika z drogi, którą musiał pokonać, by dotrzeć na szczyt. Zanim zaprowadziła "Greek Freaka" tam, gdzie jest teraz, wiodła przez niebezpieczne ulice Aten, po których snuł się w poszukiwaniu jedzenia, na których sprzedawał turystom podrabiane zegarki i którymi uciekał przed nienawidzącymi jego koloru skóry i nigeryjskich korzeni rasistami.

I choć brzmi to jak zapowiedź amerykańskiego wyciskacza łez, to ta historia wydarzyła się naprawdę.

Nowy Jork, lato 2013 r. Kilka dni przed corocznym draftem, czyli naborem do NBA, w rozmowach skautów coraz częściej pojawiało się trudne do wymówienia nazwisko pewnego nastolatka z Grecji – Giannisa Antetokounmpo.

W akcji widział go jednak mało kto. Meczów Filathlitikosu – amatorskiej drużyny z przedmieść Aten, w której do tej pory grał 18-latek – nie transmitowała publiczna telewizja, łowcy talentów musieli opierać się na amatorskich nagraniach i kilku treningach, które Giannis odbył już będąc w Stanach.

Zresztą niektóre kluby wciąż nie miały wówczas do niego przekonania. Zgoda – widać było, że ma talent. W lidze greckiej zdobywał punkty, zbierał, podawał, a piłkę wsadzał do kosza skacząc rywalom po głowach. Z drugiej strony – występował tylko w II lidze greckiej, w której większość graczy to panowie z brzuszkami, w przerwie meczu palący papierosa. Nawet tam Giannis nie zachwycał statystykami. A do tego ta sylwetka. Widać było, że ma potencjał, by stać się większy i silniejszy, na co wskazywały długie ręce i nogi, ale wtedy – jak sam przyznał po latach – jego postura wzbudzała politowanie. Sama skóra i kości. Badania krwi, które NBA wykonywała przed draftem wszystkim kandydatom, wykazały, że Giannis był wygłodzony, niemal bliski anemii.

Kiedy jednak Jonathan Givony, dziennikarz serwisu "Draft Express" poświęconego młodym talentom, odwiedził w lutym 2013 r. Giannisa w rodzinnych Atenach, ten, choć po angielsku ledwie dukał, to bez wahania powtarzał: – Chcę zostać graczem NBA.

Komu w NBA zabrakło jaj na Giannisa

Kilka miesięcy później Giannis spełniał już swoje marzenia. Do Nowego Jorku przyleciał razem z dwa lata starszym bratem, Thanasisem. Choć niedługo jeden z nich miał stać się koszykarzem, a w przyszłości najlepiej zarabiającym graczem w historii NBA, to wówczas, będąc po raz pierwszy poza Atenami, zachowywali się jak małe dzieci w parku rozrywki. – Pierwsze, co zrobiliśmy po lądowaniu, to najedliśmy się skrzydełek kurczaka, popijając je sprite'em. Pierwszej nocy nie zmrużyliśmy oka. Skakaliśmy po hotelowych łóżkach, cieszyliśmy się, śpiewaliśmy, a kiedy przyszedł ranek, krzyczeliśmy przez okno: witaj, wielki świecie! Myśleliśmy, że to sen – wspominał po latach Antetokounmpo.

W noc draftu Giannis i Thanasis po raz pierwszy w życiu założyli garnitury. W Barclays Center, razem z tysiącami kibiców i garstką graczy marzących o zatrudnieniu w najlepszej lidze świata, czekali aż komisarz NBA David Stern wypowie ich egzotycznie brzmiące nazwisko.

Oczekiwanie przerodziło się w stres, gdy 14 pierwszych drużyn zdecydowało się wybrać kogoś innego. Choć kluby NBA wiedziały, że Giannis ma talent, to bały się na niego postawić. Nie był graczem, którego postępy można było śledzić w amerykańskim college’u czy w lidze NCAA. Orlando Magic – przysługiwał im drugi wybór – po latach przyznali, że aby wybrać Greka z tak wysokim numerem "zabrakło im zwyczajnie jaj".

W końcu jednak do Giannisa podszedł jeden z organizatorów gali i szepnął do ucha: przygotuj się, jesteś następny. A po chwili prowadzący imprezę David Stern wypowiedział zdanie, które – jak przyznał sam Antetokounmpo – zmieniło życie nie tylko Giannisa, ale i jego całej rodziny, na wiele pokoleń wprzód. "Z numerem 15 Milwaukee Bucks zdecydowali się wybrać… Giannisa Antetokounmpo". Po chwili obaj ściskali dłonie, a 18-letni Giannis, wciąż wystraszony tym, co dzieje się wokół niego, szukał kamery, do której miał uśmiechać się i pozować w czapce z logo swojej nowej drużyny.

Reszta – lata gry zwieńczone dwoma statuetkami dla najlepszego gracza ligi, najwyższym w historii NBA kontraktem i wciąż niezaspokojonym pragnieniem zdobycia mistrzowskiego tytułu – jest historią. Historią, która na dobrą sprawę mogłaby się w ogóle nie przydarzyć.

"Nie lubiłem kosza. Chciałem być jak Thierry Henry"

Giannis jako dziecko za koszykówką wcale bowiem nie przepadał. "Dziękuję, ale nie ma mowy. Żadnej koszykówki" – odparł, gdy w 2008 r. na jednym z boisk w Sepolii, dzielnicy na przedmieściach Aten, zaczepił go Spiros Velliniatis, szukający talentów do lokalnej drużyny Filathlitikosu.

Giannis miał 12 lat i jeśli marzył o karierze, to futbolowej. "Chciałem grać w piłkę, jak mój brat Thanasis. Chciałem być jak Thierry Henry" – wspominał w niedawno opublikowanym podcaście dziennikarza ESPN Adriana Wojnarowskiego "The Greatest Draft Story Ever Told".

Prawdziwy powód, dla którego Giannis nie mógł zapisać się do drużyny, był jednak inny. Chłopiec nie mógł trenować ani piłki, ani koszykówki. Mimo że miał ledwie 12 lat, to razem z całą rodziną, jak tylko wracał ze szkoły, szedł do ulicznej, nielegalnej pracy.

Giannis Antetokounmpo i jego brat Thanasis na boisku w rodzinnej SepoliiGiannis Antetokounmpo i jego brat Thanasis na boisku w rodzinnej Sepolii Fot. wikimedia commons

Jego rodzice, Veronica i Charles Antetokounmpo to nigeryjscy imigranci, przypłynęli z Lagos do Aten w 1991 r. Zamieszkali w blokach Sepolii. Najstarszego syna, Francisa, zostawili w Nigerii pod opieką dziadków, w Grecji urodzili się czterej ich synowie – Thanasis, Giannis, Kostas i Alex. Nigdy nie zostali jednak oficjalnie zarejestrowani w urzędzie – Antetokounmpo w Grecji żyli nielegalnie, bali się deportacji. Ich synowie byli więc bezpaństwowcami. – Kiedy byliśmy dziećmi, nasi koledzy otrzymywali dowody osobiste, paszporty. Pytaliśmy rodziców, czemu my nie możemy tego załatwić, ale odpowiadali milczeniem. Nie mogliśmy podróżować, rodzice nie mogli głosować, ani wyrażać swoich opinii. To było niewiarygodne – wspominał po latach w rozmowie z "El País" Giannis Antetokounmpo.

Rodzina Antetokounmpo gnieździła się w 25-metrowym mieszkaniu, na większe nie było jej stać. Veronica dorabiała jako niania i sprzątaczka, Charles pracował jako złota rączka. – Giannis był jednym z tych chłopców, których widzisz na ulicy, szukających zarobku na jedzenie – opowiadał na łamach "New York Timesa" Chris Odoemelam, kolega z podwórka. – Nie mieli niczego. Pamiętam, że Giannis musiał wymieniać się z braćmi jedyną parą butów – wspominał.

Giannis, 12-letni uliczny handlarz zegarkami

12-letni Giannis handlował czym popadnie. Turystom sprzedawał podróbki markowych torebek, okulary słoneczne, zegarki, płyty DVD. – Prosiłam, by zostawali w domu, ale oni byli uparci, chcieli za wszelką cenę być ze mną, pomagać mi – wspominała ich mama Veronica. – Jeśli zarobiliśmy 10 euro, to cieszyliśmy się, bo to oznaczało, że nie pójdziemy spać głodni – opowiadał Thanasis.

Velliniatis, były koszykarz i wojskowy, był jednak nieugięty i nie przestawał namawiać chłopców na koszykówkę. W oko wpadł mu także – a może przede wszystkim – dwa lata starszy od Giannisa Thanasis. Widział jednak, że jego młodszy brat jest równie sprawny. – Kiedy zobaczyłem Giannisa po raz pierwszy, popatrzyłem w niebo i spytałem: Boże, jak to możliwe, że nikt wcześniej nie odkrył talentu tego dzieciaka? – wspominał w materiale "Vice". Trener Filathlitikosu przekonał rodziców, że koszykówka to dla ich rodziny szansa na godne życie. Obiecał, że znajdzie im dobrze płatną pracę pod warunkiem, że namówią chłopców, by zaczęli przychodzić na treningi. 12-letni Giannis też jednak miał swój warunek – zgodzi się, jeśli tak samo postąpi Thanasis.

– Trener dawał nam pieniądze, choć sam ich nie miał. On je dla nas pożyczał. Nie wiem, dlaczego tak bardzo nas lubił, kochał, w ogóle go nie znaliśmy. Ale bardzo nam pomógł. Był dla mnie jak drugi ojciec. Bez niego mogłoby mnie tutaj nie być – mówił lokalnej prasie w Milwaukee Giannis.

Choć kochali piłkę nożną, to Giannis po latach przyznał, że pierwsza myśl o tym, że on i jego bracia mogą zrobić karierę koszykarską, pojawiła się w jego głowie 2006 r., rok przed tym, jak na podwórkowym boisku w Sepolii zaczepił go Velliniatis.

Wówczas, w lecie, na starym telewizorze Sony (z którego zakupu ojciec rodziny był zresztą bardzo dumny) – bracia obejrzeli mecz, w którym w półfinale mistrzostw świata Grecja pokonała Stany Zjednoczone 101:95. To do dziś jedna z największych sensacji w historii światowej koszykówki, gdy anonimowi dla świata greccy koszykarze pokonali Dream Team z Dwaynem Wadem, LeBronem Jamesem oraz Carmelo Anthonym w składzie. Przed meczem trener USA Mike Krzyzewski o rywalach wypowiadał się dość pogardliwie, nie znał ich nazwisk, wymieniał ich numery. Po meczu musiał przed dumnymi Grekami się pokajać. I od tamtej pory z reprezentacją nie przegrał już ani razu.  

„Schortsanitis, nadzieja czarnych braci Antetokounmpo”

– Szaleliśmy ze szczęścia, że Grecja wygrała, ale w mojej głowie pojawiła się jeszcze jedna myśl. W drużynie narodowej czołową rolę odegrał czarnoskóry gracz, Sofoklis Schortsanitis. Chyba po raz pierwszy uwierzyliśmy wtedy, że możemy być tacy sami, że możemy reprezentować Grecję. Dla dzieciaków takich, jak my, których rodzice byli imigrantami, to było jak nadzieja – że możemy marzyć, by zostać w życiu kimś – wspominał Giannis Antetokounmpo u Adriana Wojnarowskiego.

 

W tonącej w kryzysie finansowym Grecji nasilały się wówczas nastroje antyimigranckie. Giannis i jego bracia kilka razy musieli uciekać przed napastnikami, którym przeszkadzał kolor skóry rodziny Antetokounmpo. Jeśli trening, na który bracia musieli dojeżdżać półtorej godziny w jedną stronę, skończył się po 23, dla bezpieczeństwa nocowali w hali, na materacach. Powrót na pieszo był wówczas zbyt ryzykowny.

Jednocześnie Giannis zaczął sobie zdawać jednak sprawę, że lepsze jutro nadchodzi. Od klubu dostał skromne stypendium, ale 500 euro miesięcznie oznaczało, że nie musi już pracować i nie będzie – jak to bywało do tej pory – bez posiłku przez cały dzień. A na parkiecie wyczyniał cuda – w pierwszym meczu wśród juniorów zdobył 50 punktów. – Umiał wszystko. Potrafił zebrać piłkę w obronie, przebiec całe boisko kozłując, a na końcu wsadzić piłkę od drugiej strony obręczy. I to pod koniec czwartej kwarty, gdy wszyscy marzyli o końcu meczu, a on tryskał energią – wspominał w podcaście "Woj Pod" ówczesny generalny menedżer Bucks John Hammond.

Pod 500-osobową halą Filathlitikosu, w której od kilku lat ćwiczyli już dorastający Giannis i jego bracia – z czasem dołączył także Kostas i Alex – coraz częściej parkowały auta z zagranicznymi rejestracjami. Do Aten zjeżdżali skauci – i ze Stanów Zjednoczonych, i Europy.

Kiedy Giannis skończył 18 lat, był bliski transferu do Hiszpanii, do drużyny z Saragossy. Działacze zagwarantowali mu pensję w wysokości 100 tys. euro rocznie. Giannis znów miał jednak warunek. Do Hiszpanii przeprowadzić chciał się z całą rodziną. "Dołączą, ale później" – przekonywali go działacze, ale Giannis był uparty – i z Hiszpanii zrezygnował, choć ze łzami w oczach.

Poza tym coraz głośniej mówiło się o tym, że Antetokounmpo wcale nie jest bez szans, jeśli przystąpi do draftu NBA. Był już pełnoletni. Był wciąż rosnącym wulkanem talentu, choć wciąż wymagającym okrzesania. W NBA przybywało jednak chętnych, by ten diament oszlifować.

"To jest Grek?” Wygląda jak szympans"

Kłopotem było jednak to, że niemal do dnia draftu Giannis i Thanasis nie mieli obywatelstwa żadnego z państw – ani Nigerii, ani Grecji. Właściwie w ostatniej chwili, mimo silnych nastrojów antyimigranckich, premier Antonis Samaras wręczył rodzinie Antetokounmpo greckie obywatelstwo.

Tamtej nocy, w Barclays Center, Giannis pozował nie tylko w czapce Bucks i w dobrze skrojonym garniturze. Na plecach nosił także grecką flagę. Razem z Thanasisem nie rozstawali się z nią na krok. Gdy Nikos Michaloliakos, lider "Złotego Świtu", skrajnie prawicowej partii oburzał się publicznie, pytając: "To jest Grek? Wygląda jak szympans", Samaras odpowiedział: "Giannis, cała Grecja jest z ciebie dumna. Mamy nadzieję, że swoją grą i swoimi wsadami doprowadzisz ich do szaleństwa".

Doprowadził. Dziś boisko w Sepolii, na którym Giannis grał pierwsze mecze, i na którym odnalazł go pierwszy trener, dziś widnieje wielki mural z podobizną skaczącego do wsadu Antetokounmpo.

– Myślę, że Giannis nigdy tak naprawdę nie był dzieckiem. Musiał walczyć o przetrwanie od dnia, w którym się urodził – uważa jego pierwszy trener, Spiros Velliniatis – były żołnierz i koszykarz.

W NBA grają także dwaj bracia 26-letniego dziś Giannisa – 28-letni Thanasis (także gra w Bucks) oraz 23-letni Kostas (Los Angeles Lakers). W hiszpańskiej Murcii występuje najmłodszy z braci, 19-letni Alex.