Obrażone gwiazdy NBA zmieniły kluby. Wielkie ego i wielkie umowy

Władze Houston Rockets i Washington Wizards rozwiązały dylematy swoich dwóch gwiazd. Russell Westbrook i John Wall zamienili się miejscami. Co wynika z najgłośniejszej tej zimy wymiany w NBA?

O tym, że dwaj wielcy gwiazdorzy pragną opuścić swoje kluby, mówiono od kilku tygodni. Westbrook zażądał wymiany w dniu, w którym otwarto okno transferów. Kilka dni później o transfer poprosił Wall.

Zobacz wideo Romain Grosjean był wielkim przeciwnikiem tej zmiany. Teraz może jej dziękować za życie

Wielkie ego i wielkie umowy

Obaj potrzebowali pilnych zmian, choć byli w różnych momentach kariery. 32-letni Westbrook zabawił w Houston ledwie rok, ale jeszcze w trakcie gry w „bańce” zrozumiał, że u boku Jamesa Hardena – gracza o równie potężnym ego i niepodważalnej pozycji lidera – nie zdobędzie upragnionego tytułu. Jego potrzeba odejścia urosła w ostatnich dniach tak mocno, że Westbrook postanowił odpuścić sobie przyjazd na obóz przygotowawczy Rockets. Z kolei dla 30-letniego Walla to pierwsza, po 10 latach spędzonych w Waszyngtonie, zmiana barw w karierze. Ale karierze, która mocno wyhamowała przez nieustające kontuzje i której potrzebny był mocny impuls.

O tym, dokąd mogą trafić obaj gracze, długo tylko plotkowano. Po pierwsze, generalni menedżerowie Rockets i Wizards Rafael Stone i Tommy Sheppard zgodnie zaprzeczali jakoby chcieli się swoich gwiazd pozbywać. Po drugie – kłopotem dla ewentualnych nowych pracodawców Westbrooka i Walla były ich gigantyczne kontrakty. W kolejnym sezonie Westbrook zarobi 41 mln dol, Wall – tylko 200 tys. dol. mniej. A przez kolejne dwa lata obie umowy będą jeszcze stopniowo rosnąć. Drużyna, która widziałaby u siebie w składzie jednego z tych graczy, musiałaby zrobić sporo miejsca na liście płac, by pomieścić ten potężny bagaż.

Inna sprawa, że wielu chętnych na ich usługi nie było. Do Westbrooka przylgnęła łatka gracza, który na parkiecie umie zrobić wszystko, ale poza nim jest kiepskim liderem i nie potrafi – odwrotnie niż np. LeBron James – sprawić, że jego koledzy z zespołu staną się lepsi. Słowem, nie zbuduje się wokół niego drużyny, który zdobędzie mistrzowski pierścień. Z kolei Wall od dawna jest wielką niewiadomą – przez ostatnie dwa lata dwukrotnie leczył zerwane ścięgno Achillesa, w zeszłym sezonie nie wyszedł na parkiet ani razu, a więcej dyskutowano o niesportowym stylu bycia i niechlujstwie w powrocie do pełnej sprawności. Obu łączy także fakt, że ich największym atutem jest atletyzm. Dla 32-letniego Westbrooka, który swoją szczytową formę kariery już zaliczył, i leczącego się od dwóch lat Walla to nie była dobra karta przetargowa w ewentualnych negocjacjach.

Wielka Trójka w Rockets? Niekoniecznie

Kiedy wydawało się, że obaj raczej zostaną w swoich dotychczasowych klubach, Adrian Wojnarowski z ESPN poinformował o zdecydowanie najgłośniejszym transferze zimy. Gracze zostaną wymienieni, a Rockets dodatkowo dostaną zastrzeżony wybór w I rundzie draftu najwcześniej w 2023 r.

Co to oznacza dla obu? Westbrook w Wizards nie ma co liczyć na grę o tytuł, ale może odbudować się u boku Scotta Brooksa, trenera, z którym pracował z złotych latach Oklahoma City Thunder. Z kolei Wall w końcu zagra z DeMarcusem Cousinsem, przyjacielem z czasów uniwersyteckich.

Czy Wall u boku Hardena i Cousinsa stworzy kolejną w lidze Wielką Trójkę i powalczy o upragniony tytuł? Niekoniecznie, bo Harden lada moment może z Rockets odejść, a jego transfer to czekająca na detonację bomba. On również niecierpliwi się, czekając na swój pierwszy w karierze tytuł. Od dłuższego czasu mówi się, że może trafić do Brooklyn Nets bądź Philadelphii 76ers, czyli do drużyn, które są na fali wznoszącej. Rockets z wiecznie kontuzjowanym Cousinsem i Wallem, o którym mówi się, że nawet w najwyższej formie jest tylko słabszą wersją Westbrooka – do tego grona nie należą. „Skoro Hardenowi nie wyszło z Westbrookiem, a wcześniej Chrisem Paulem, czemu ma wyjść z Wallem?” – pyta na łamach „The Athletic” Zach Harper.

W Waszyngtonie liczą z kolei, że Westbrook odzyska formę z pierwszej części zeszłego sezonu, gdy zdobywał średnio 31 punktów ze skutecznością 52 proc. O tym, jak grał w bańce (Rockets odpadli w II rundzie play-off z Lakers po blamażu 1-4), koszykarz chciałby jak najszybciej zapomnieć.

To może nie być koniec zmian

Jak 32-letni Westbrook odnajdzie się u boku innego lidera, czyli Bradley’a Beala? 27-letni Beal wyrósł na jednego z najlepszych graczy ligi i także pragnie zwyciężać i otoczyć się graczami żądnymi sukcesu i z mistrzowskim doświadczeniem. W nowym sezonie Beal zarobi 34 mln dol. Dokładając do tego 41 mln dol. dla Wesbrooka i nową, potężną umowę Davisa Bertansa (80 mln dol. płatne w pięć lat), Wizards wielkiego pola manewru na wzmocnienia już nie mają.

Beal, którego zegar szczytowej formy także tyka (w 2021 r. zostanie wolnym agentem), chce wygrywać, a przede wszystkim – decydować o losach zespołu. Podobnie jak Westbrook, który po traumatycznym roku w Rockets chce odzyskać miano lidera. Jeśli trener nie znajdzie dla obu złotego środka, eksperyment może okazać się fiaskiem. Albo wymianą z udziałem Beala, o którego upomina się ekipa Miami Heat. Jak na razie władze Wizards przekonują jednak, że chcą wokół 27-latka budować zespołu i żadnej wymiany nie planują.

Kłopot w tym, że podobnie przekonywali kilka dni temu w sprawie Johna Walla.