Iffe, czyli "niemożliwe nie istnieje". Jak koszykarska gwiazda ostatnich dni trafiła do Polski

Iffe Lundberg to bohater ostatniego okna eliminacji do EuroBasketu. - Zyskaliśmy szacunek w koszykarskim świecie - mówi Sport.pl Duńczyk, którego spytaliśmy o to, jak trafił do Polski.

25 sekund do końca. Na tablicy wyników po 76. Piłkę ma rozgrywający gości Iffe Lundberg. Kręci rywalem, mija go, wchodzi pod kosz i w trudnej sytuacji – rzucając prawą ręką z lewej strony, używając tablicy – trafia! "Ten gracz ma lód w żyłach" – ekscytuje się komentator, a Lundberg wpada w objęcia kolegów.

Zobacz wideo

Radość Duńczyków jest nie do opisania. Skaczą sobie w ramiona, krzyczą. Wygrana 80:76 z Litwą – krajem, w którym na dziesięcioro dzieci jedenaścioro uprawia koszykówkę – i to na jej parkiecie to jedna z największych sensacji eliminacji do EuroBasketu w 2022 r.

"Zyskaliśmy szacunek koszykarskiego świata"

Tak było w piątek. Ale 48 godzin w tej samej hali później Iffe Lundberg dał kolejne show. Tym razem Duńczycy wygrali z Czechami 91:90, a ich lider zdobył 38 punktów. Dzięki temu reprezentacja Danii – ostatni raz biorąca udział w mistrzostwach Europy 65 lat temu – jest włos od historycznego awansu.

– Ostatnia akcja w meczu z Litwą? W jakimś stopniu była przygotowana. Wszyscy gracze w obu drużynach  wiedzieli, że piłka trafi do mnie. Koledzy mieli zrobić mi miejsce, bym wykonał to, co do mnie należy. Nie wahałem się – mówi Sport.pl bohater ostatnich dni.

– Wygraliśmy dwa naprawdę ważne mecze i myślę, że dzięki temu zyskaliśmy szacunek koszykarskiego świata. Ludzie zobaczyli na własne oczy, na co nas stać. Daliśmy też dużo radości rodakom. Do tej pory w Danii mało mówiło się o koszykówce. Teraz jest o nas bardzo głośno, ludzie są podekscytowani, piszą o nas media – cieszy się Lundberg.

Iffe, o którym od kilku dni mówi koszykarski światek, od tego sezonu jest także liderem mistrzów Polski, czyli koszykarzy Zastalu Enea BC Zielona Góra. Gwiazdy takiego formatu w Polsce – cierpiącej na deficyt graczy z najwyższych półek – nie było od lat.

Do Zielonej Góry Iffe trafił przed sezonem. Do tej pory Zastal budował zespół tak, by lider zespołu grał pod koszem. Teraz szukano gracza, który zrobi różnicę również na obwodzie.

Choć lista życzeń była długa, to jednak pole manewru dla drużyny z Zielonej Góry – dość wąskie. Polskie kluby mają słabszą pozycję negocjacyjną w porównaniu do klubów z Hiszpanii, Niemiec czy Rosji. By przekonać renomowanego gracza do przyjścia do polskiej ligi trzeba mieć coś "ekstra".

Z Wysp Kanaryjskich do Zielonej Góry

Na przykład trenera. W Zielonej Górze drugi sezon pracuje Żan Tabak. 50-letni Chorwat to były koszykarz, reprezentant kraju, a przede wszystkim mistrz NBA z 1995 r. Równie bogatą karierę ma w roli trenera – pracował w Realu, Sevilli czy Maccabi Tel Awiw.

To właśnie Tabaka, jako jeden z argumentów, wymieniają zawodnicy, którzy zdecydowali się przyjść do Zielonej Góry. Tak samo było w przypadku Lundberga. – Tabak ma wielką historię jako gracz, ale i jako trener. Mogę się od niego dużo nauczyć. A na dodatek Zastal gra w lidze VTB, czyli na bardzo wysokim poziomie. Przyjście do Polski był bardzo dobry wybór – mówił Iffe na antenie "Polsatu Sport".

 

Pojawienie się Tabaka było wybawieniem dla zespołu z Zielonej Góry. Chorwat, mający opinię niezwykle wymagającego, bardzo duży nacisk poświęcił budowie składu. Musiał zmieścić się budżecie, który należy do jednego z najniższych w całej lidze VTB. W budowie drużyny pomaga mu sztab, który całe lato spędził na analizie blisko 200 koszykarskich nazwisk.

Oprócz trenera w procesie biorą udział trenerzy Arkadiusz Miłoszewski, Mariusz Niedbalski i Jakub Lewandowski oraz generalny menedżer Zastalu Kosma Zatorski. Ich wybory, często zaskakujące dla przeciętnego kibica, przynoszą jednak sukcesy. W zeszłym roku objawieniem był Joe Thomasson ze Startu Lublin, który do tej pory uchodził za dobrego gracza, ale tylko w słabszych zespołach, niedocenianego w Anwilu Jarosława Zyskowskiego (dziś gracza hiszpańskiego RETAbet Bilbao Basket), Tony’ego Meiera czy Szweda Ludde Hakansona, który chciał się odbudować po słabym sezonie w lidze hiszpańskiej. To również pod skrzydłami Tabaka rozwija się koszykarska kariera Marcela Ponitki, młodszego brata Mateusza, który do Zielonej Góry trafił z Asseco Arki Gdynia.

Niecodzienne, ale trafione wybory przyniosły Zastalowi piąte mistrzostwo Polski i najlepsze w historii 6. miejsce w lidze VTB. Teraz drużyna, mimo jeszcze niższego budżetu, chce powtórzyć ten sukces. Z Iffe w roli lidera.

– W tym roku bardzo długo szukaliśmy "jedynki". Niestety żaden z graczy nie wydawał nam się na tyle interesujący, byśmy zgodnie stwierdzili, że zrobi różnicę. Nie mieliśmy takich problemów z obstawieniem żadnej innej pozycji – mówi Kosma Zatorski. –  W tym wypadku cierpliwość popłaciła, bo dość niespodziewanie zadzwonił do mnie agent Iffe Lundberga i oświadczył, że jego gracz może być zainteresowany grą w Zielonej Górze. Od razu po tym telefonie skontaktowałem się z trenerem. Doskonale kojarzyłem Duńczyka z turnieju, który kończył ligę hiszpańską. Wtedy jednak wydawał się absolutnie poza naszym zasięgiem finansowym – mówi Zatorski.

Sztab odpowiedzialny za transfery nie miał wątpliwości, że Lundberg to najlepszy możliwy wybór na tej pozycji. W trakcie telekonferencji na zoomie – znak epidemicznych czasów – potwierdzili, że chcą Duńczyka w Zielonej Górze.

W Hiszpanii w cieniu koszykarskiego boga

Iffe podobnie jak Hakanson, zdecydował się na mniejsze pieniądze, kosztem większej roli w zespole i możliwości pokazania się w lidze VTB, która uchodzi za drugą najsilniejszą ligę krajową w Europie. – Dzięki temu możemy sprowadzać do klubu lepszych graczy, którzy będą chcieli wypromować się na rynku rosyjskim – podkreśla w wywiadach właściciel zespołu Janusz Jasiński.

Lundberg ostatni sezon w lidze hiszpańskiej miał przeciętny. W barwach Iberostaru Teneryfa zdobywał średnio niemal 9 punktów, ale na boisko wychodził najczęściej jako „dwójka”, czyli rzucający obrońca. Nie ma się jednak czemu dziwić – jako rozgrywający w ekipie z Wysp Kanaryjskich gra Brazylijczyk Marcelinho Huertas, były gracz NBA, traktowany w Hiszpanii niemal niczym koszykarski bóg. W Polsce Lundberg znów chce się sprawdzić w roli kreatora gry.

Na razie wychodzi mu znakomicie. Duńczyk jest liderem Zastalu, w każdym meczu polskiej ligi zdobywa średnio 16,7 pkt i ma 6,4 as. Najlepiej radzi sobie jednak w rosyjskiej VTB, w której Zastal rywalizuje od trzech lat.

Choć w ostatnim sezonie VTB ekipa z Zielonej Góry zajęła najwyższe 6. miejsce, to nie potrafiła wygrać z żadnym z hegemonów z Rosji – CSKA, Zenitem czy Lokomotiwem. Z Lundbergiem w składzie w końcu się udało, w listopadzie Zastal wygrał z Unicsem Kazań 92:86, a Iffe zdobył 32 punkty, w tym 10 w ostatnich 120 sekundach.

– Do Zielonej Góry przyjechało fajne koszykarskie małżeństwo, bo żoną Lundberga jest Camilla Frommelt, reprezentantka Danii. Iffe jest zresztą zakręcony na punkcie koszykówki, uwielbia o niej rozmawiać, słucha podcastów, kibicuje Lakersom – opowiada Kosma Zatorski.

"Nie ma rzeczy niemożliwych"

– Rzeczywiście jestem fanem Lakers, ale przede wszystkim LeBrona Jamesa. Kibicuję klubom, w których James aktualnie gra. To gracz, który na parkiecie robi niemal wszystko, staram się grać, tak jak on – mówi Lundberg. I dodaje: – W Zielonej Górze czuję się świetnie. Opiekują się tu mną i moją rodziną. W drużynie jest niezła chemia, to widać na parkiecie.

Iffe w Zielonej Górze ma roczny kontrakt. Duńczyk wie, że dzięki występom w Polsce łatwiej wrócić do największych europejskich lig. W zeszłym sezonie podobnie uczynił Ludvig Håkanson. Szwed po latach gry w ACB przyjechał na rok do Polski i po świetnym sezonie, zakończonym złotem w barwach drużyny z Zielonej Góry, podpisał świetną umowę z RETAbet Bilbao Basket – już nie jako uczniak, a jeden z liderów.

Iffe kilka tygodni temu na antenie "Polsatu Sport" zdradził, co znaczy jego imię. – Po urodzeniu dostałem imię Gabriel, a Iffe to zdrobnienie od mojego afrykańskiego imienia Ifeanyichukwu. Jak byłem mały, to miałem je wpisane do paszportu. Teraz mam ta wpisane "Gabriel", ale nikt mnie tak nie nazywa. Jestem po prostu Iffe i niech tak zostanie. Ifeanyichukwu znaczy "Dla Boga nic nie jest niemożliwe". Samo "Ifeanyi" oznacza "nie ma rzeczy niemożliwych".