"To ja tu rządzę", krzyczał policjant. Nie wiedział, że zatrzymuje Sterlinga Browna. Zapadł wyrok

"To ja tu rządzę" - krzyczał policjant, nie wiedząc, że zatrzymuje właśnie gracza NBA. Dwa lata po zatrzymaniu koszykarz Sterling Brown wygrał sprawę o odszkodowanie i zmiany w prawie. - Chcę być twarzą i głosem wszystkich poszkodowanych czarnych - mówi.

Był styczniowy wieczór 2018 r. Brown, pierwszoroczniak w barwach Milwaukee Bucks, potrzebował zrobić drobne zakupy w Walgreens, sieciówce ze zdrową żywnością. Zaparkował przed sklepem. Stanął w poprzek dwóch miejsc parkingowych.

Zobacz wideo Narkun: Może jestem chudy, ale jak przypier*** to będzie grubo

"To ja tu rządzę"

Gdy wyszedł ze sklepu, przy jego mercedesie czekał już policjant. – Nie mogłeś zaparkować lepiej? Jest tu mnóstwo miejsca – spytał, prosząc o dokumenty. Ich rozmowę zarejestrowała kamera na piersi funkcjonariusza.

Poprosił koszykarza o prawo jazdy, ale ten dokumentów nie pokazał. – Nazywam się Sterling Brown. – Jakoś nie rozpoznaję twojego nazwiska – rzucił policjant, prosząc koszykarza jeszcze raz o dokumenty. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. – Odsuń się – mówił donośnym głosem policjant. – To ja tu rządzę  – dodał i delikatnie odepchnął Browna. – Nie jestem twoją własnością – odpowiedział mu 22-letni wówczas Brown. W tle ich rozmowy słychać syreny nadjeżdżających radiowozów. Po chwili wokół koszykarza – który, przypomnijmy, zaledwie źle zaparkował auto – zaroiło się od funkcjonariuszy. W pewnej chwili jeden z nich spytał Browna, czy jest uzbrojony. Gdy ten odpowiada, że nie, inny z policjantów poprosił, by 22-latek wyjął ręce z kieszeni. Gdy Brown się ociągał, mundurowi powalili go brutalnie na ziemię, depcząc po kostce. Użyli też paralizatora, jeden z nich wyciągnął broń.

 

– Co z tymi ludźmi nie tak? – rozmawiali spokojnie policjanci, gdy zakuty w kajdanki Brown był już w drodze do lokalnego więzienia w Milwaukee. Kpili też ze słów Browna, który odgrażał się, że złoży na nich obywatelską skargę. 

Dopiero po kilkunastu godzinach policjanci dowiedzieli się, że bezpodstawnie zatrzymali znanego gracza ligi NBA, brata dwukrotnego mistrza ligi Shannona Browna, który – tak, jak zapowiadał – złożył przeciwko nim pozew do sądu. I nie zamierzał odpuścić im ani na centymetr.

– Znam mnóstwo osób, które przechodzą przez to samo w moim rodzinnym Chicago. To samo dzieje się w Milwaukee. Chcę być głosem tych wszystkich, którym dzieje się krzywda tylko dlatego, że są czarni. I zamierzam zrobić z tego sprawę ogólnonarodową – mówił później Brown na łamach ESPN.

Miasto chce ugody

Musiało minąć kilka miesięcy, by szef Departamentu Policji Milwaukee Alfonso Morales przyznał, że jest mu przykro, a sytuacja na parkingu zaszła zdecydowanie za daleko. W swoim oświadczeniu z maja przyznał również, że funkcjonariusze w trakcie zatrzymania Browna działali "niewłaściwie".

Dla koszykarza to było jednak zdecydowanie za mało. Brown i jego prawnicy uznali, że Morales zwyczajnie próbuje ich zbyć, a w swoim oświadczeniu pominął odpowiedzi na kilka niewygodnych dla siebie pytań. Dlaczego policjant wyjął broń z powodu źle zaparkowanego auta? Dlaczego inny celowo skoczył na nogę Browna? Dlaczego użyto paralizatora? I w końcu – czy Brown został potraktowany w tak haniebny sposób tylko z powodu koloru skóry?

Pozew, który w czerwcu 2019 r. złożył Brown, składał się z siedmiu roszczeń. Brown i jego prawnicy uznali, że funkcjonariusze potraktowali go jak podrzędnego obywatela, ponieważ jest czarny.

Choć władze miasta wystąpiły z prośbą o ugodę, oferując odszkodowanie w wysokości 400 tys. dol., koszykarz tę propozycję zdecydowanie odrzucił. Skąd taka akurat kwota? Ratusz w Milwaukee wyliczył ją na podstawie innych tego typu spraw, które przeciwko miastu wnieśli pokrzywdzeni mieszkańcy. Okazało się, że policjanci są w stanie Wisconsin wyjątkowo brutalni wobec czarnoskórych obywateli, a teczek z podobnymi sprawami w ostatnich latach przybywa wręcz lawinowo.

17-letni James Paquin zgodził się na odszkodowanie w wysokości 168 tys. dol. po tym, gdy policjant bez nakazu wtargnął do jego domu, wywrócił go i uderzył, a potem nie pozwolił nastolatkowi zadzwonić do mamy. Thomas Nelson otrzymał niemal dwa razy więcej po tym, gdy policjanci wtargnęli do jego domu w La Pointe bez nakazu, uderzyli i siłą zaciągnęli do radiowozu.

Nie chodzi o pieniądze

Ale Brownowi wcale nie zależało na pieniądzach. Problem z pozasądową ugodą jest najczęściej taki, że brak w niej skruchy drugiej strony, przyznania się do winy. Koszykarz Bucks pragnął doprowadzić do sytuacji, by bezkarne do tej pory władze przyznały się do błędu i głośno powiedziały "przepraszam" – Brownowi i wszystkim poszkodowanym czarnym mieszkańcom miasta. Chciał, aby jego sprawa była początkiem rewolucji, po której czarni obywatele będą traktowani przez policję z większym szacunkiem.

Brown nie jest pierwszym koszykarzem, który został źle oceniony i potraktowany przez policję. W 1990 r. gracz Boston Celtics Dee Brown i jego narzeczona Jill Edmondson zostali błędnie zidentyfikowani jako rabusie, gdy siedzieli w aucie wzdłuż ulicy na zamożnych przedmieściach Bostonu. Policjantom nie mieściło się w głowie, że w tej okolicy mogą mieszkać czarni. Wyjęli więc broń, wyciągnęli parę z auta i powalili na ziemię. Po tym, gdy Dee Brown okazał dokument tożsamości i udowodnił, że jest znanym sportowcem, oboje zostali puszczeni wolno.

Piętnaście lat później Thabo Sefolosha, wówczas gracz Atlanty Hawks, miał mniej szczęścia niż Brown. Sefolosha doznał złamania kości strzałkowej i więzadła kostki podczas incydentu przed nocnym klubem na Manhattanie. Nowojorscy policjanci uznali, że czarnoskóry koszykarz utrudnia im interwencję i potraktowali go niezwykle brutalnie. Zawodnik otrzymał wówczas 4 mln dol. odszkodowania, ale mimo to nowojorska policja nigdy oficjalnie nie przyznała się do błędu.

Dla zaangażowanego w obronę praw człowieka Browna była to więc przestroga. Jego prawnicy w pozwie wsparli się jeszcze jednym, szczególnie brutalnym przypadkiem pobicia przez policję czarnego obywatela.

"Pieprzona małpa"

To jedna z najgłośniejszych spraw tego typu i dotyczy pobicia czarnego mężczyzny w Chicago w 2004 r. 20-letni Seneca Adams wyszedł pobiegać po okolicy. Mężczyznę zatrzymali jednak patrolujący park biali policjanci. Nazywając go "pieprzoną małpą" kazali mu klęknąć, wyciągnęli broń, a po chwili jeden z funkcjonariuszy kopnął Adamsa w twarz. To był dopiero początek. W aktach sprawy śledczy napisali, że twarz Seneki po ataku policjantów była tak zmasakrowana, że trudno było go zidentyfikować. Gdy jego rodzeństwo przybiegło do parku, ratując swojego brata, policjanci uderzyli jego siostrę i ranili brata. Cała trójka po procesie, w którego trakcie byli z wielu stron nazywani "chciwcami", otrzymała od miasta Chicago 3,8 mln dol. odszkodowania.

Prawnicy Browna napisali w pozwie, że ich klient, podobnie jak rodzeństwo Adamsów, jest czarnym, 20-kilkuletnim obywatelem i w trakcie interwencji policji pod Walgreens mógł skończyć tak samo tragicznie jak Seneca.

"To, co przydarzyło mi się w styczniu ze strony policjantów z Milwaukee, było niewłaściwe i nikt nie powinien przeżyć tego, co ja" – pisał Brown po tym, gdy w maju 2018 r. sprawa nabrała rozgłosu w mediach. "To, co powinno być zwykłym mandatem za parkowanie, przerodziło się w próbę policyjnego zastraszenia i bezprawnego użycia siły. (…) To doświadczenie zmusiło mnie, bym opowiedział tę historię, by zapobiec takim wydarzeniom w przyszłości. Takie sytuacje zdarzają się codziennie czarnym obywatelom. Chcę być twarzą i głosem tych, którzy nie mają takiej siły przebicia. Brak kary dla policjantów jest policzkiem w twarz dla ofiar policjantów w całym kraju". 

Brown był wściekły, bo nawet gdy funkcjonariusze, którzy wzięli udział w interwencji pod Walgreens, dowiedzieli się, że bezpodstawnie zatrzymali znanego gracza NBA, wcale nie mieli ochoty przyznawać się do błędu. Jeden z nich, Erik Andrade, wyśmiewał później Browna na swoim Facebooku, publikował też rasistowskie memy dotyczące zatrzymania.

Z początku żaden z nich nie został zwolniony czy nawet zdegradowany, choć kilku zostało zawieszonych – ale najdłużej na 15 dni. Dopiero kilka miesięcy później zwolniono m.in. Erika Andrade.

Bucks są dumni z Browna

Ostatecznie w połowie listopada 2020 r. 25-letni dziś Brown poszedł z miastem na ugodę. Koszykarz otrzyma 750 tys. dol., ale wymógł też - a być może przede wszystkim - aby władze Milwaukee zobowiązały się do dokonania zmian w strukturach lokalnej policji.

Brown – zgodnie z tym, co zapowiadał – stał się jedną z twarzy ruchu Black Lives Matter. Po tym, gdy we wrześniu 2020 r. Jacob Blake został postrzelony przez białego policjanta w miejscowości Kenosha, Brown stał na czele bojkotu w "bańce" NBA.

Koszykarz dostał pełne wsparcie od władz swojego klubu. – Jesteśmy dumni z tego, jak Brown angażuje się w sprawy lokalnej społeczności i pracuje nad tym, by zmieniać ją na lepsze – czytamy w oświadczeniu Bucks po tym, gdy ogłoszono ugodę.

Sam koszykarz nie zdecydował się skomentować wyroku.