Sport.pl

Katastrofa zabrała uśmiech Czarnej Mamby. Nie żyje Kobe Bryant

Trudno sobie wyobrazić, by ta tragedia nie ścisnęła kogoś w brzuchu. Dla tych, którzy śledzili NBA Kobe Bryant był symbolem pasji, finezji i spektaklu w najlepszym wydaniu. Choć wydawało się to niemożliwe, wypełnił lukę po Michaelu Jordanie. Luki po Kobe'm nie da się wypełnić.

Gdyby Kobe Bryant i Michael Jordan zagrali kiedyś jeden na jednego, byłby to najintensywniejszy mecz, jaki można sobie wyobrazić. Obaj mieli chorą ambicję, obaj byli tytanami pracy. Jordan przyznał kiedyś, że gdyby miał wybrać jednego koszykarza z całej historii do takiego pojedynku, chciałby się zmierzyć z Czarną Mambą.  

Nie patrz mu w oczy

Po raz pierwszy los zetknął ich w 1996 roku, gdy Kobe Bryant przyszedł do NBA prosto z liceum. Dokładnie tak samo, jak młody Jordan, wyzywał każdego na pojedynek. Tyle, że grał do 100 punktów. Nie znał litości dla innych graczy ze szkoły. W najgorszym meczu wygrał 100-12. Kiedy miał po raz pierwszy zagrać przeciwko Michaelowi Jordanowi, kolega z drużyny ostrzegł go: Tylko nie patrz mu prosto w oczy! Na Kobe’m nie zrobiło to wrażenia. Nie tylko wyzywająco patrzył trzykrotnemu mistrzowi NBA w oczy, ale rzucił mu sprzed nosa, dokładnie w stylu MJ’a. Jakby tego było mało, dopytywał jak najlepiej wyczuć obrońcę, gdy rzuca z odchylenia.  

- Wyczuj go nogami - odpowiedział Jordan i od razu polubił tego gościa. Później sympatia przerodziła się w prawdziwą więź, a w wydanym po śmierci Kobe’ego oświadczeniu nazwał go „młodszym bratem”. 

Tytan pracy

Tylko Kobe miał etos pracy zbliżony do mojego - nie miał wątpliwości Jordan. Inni to potwierdzają, Bryant był maniakiem doskonalenia gry. Potrafił przyjść na salę po 4 rano z postanowieniem oddania 800 rzutów i siedzieć do 11, dopóki nie zrealizował celu. W pierwszym roku gry w Lakers koledzy zastali go, gdy przed treningiem rzucał w nieoświetlonej sali. Później dowiedzieli się, że siedzi tam już od dwóch godzin. Dwyane Wade, gwiazdor Miami Heat, wielokrotnie opowiadał jak spotkali się w Las Vegas, na zgrupowaniu przed igrzyskami w Pekinie w 2008 roku. Drużyna zwlekła się na zarządzone na 8 rano śniadanie. Bryant siedział uśmiechnięty, z kolanami obłożony lodem, po trzygodzinnym treningu. 

Bądź sobą Kobe

Michaela Jordana podziwiał, jak mało kogo. Najlepsza rada jaką od niego dostał? Żeby odnaleźć siebie, a nie kopiować jego - wyznał w wywiadzie dla Grahama Bensingera. Trochę kopiował, czasami nieświadomie, czasami z premedytacją, kiedy w charakterystyczny sposób wystawiał język. Na pożegnalny mecz przeciwko MJ’owi, grającemu wtedy w Washington Wizzards, założył oczywiście buty Jordana. - Możesz je założyć, ale nie wypełnić - skwitował to Michael. 

Tu Król Popu

Inny Michael też miał dla niego rady. 

Cześć, tu Michael - usłyszał kiedyś w słuchawce telefonu. 

Jaki Michael?

Michael Jackson.

18-letni Kobe był przekonany, że ktoś robi sobie żarty. Tymczasem Król Popu śledził jego karierę i uznał za stosowne przekazać mu, żeby studiował losy wybitnych osób, naśladował to, co dało im sukces i unikał ich błędów. Później zaprzyjaźnili się i Kobe odwiedzał nawet Jacksona w Neverlandzie. 

20 lat w Lakers

Wróćmy jednak do rywalizacji z Jordanem. Trener Phil Jackson prowadził ich obu. Z Jordanem zdobył 6 mistrzowskich pierścieni, z Bryantem 5.  - Byli bardzo podobni, równie ambitni, utalentowani i pracowici. Michael znacznie szybciej zrozumiał jednak, że wygra więcej jeśli na pierwszym miejscu postawi interes drużyny. Bryant tego nie potrafił i trudno mu było zaakceptować dominację O’Neala. Być może dlatego zmienił numer na koszulce, gdy Shaq opuścił Lakersów. Przez 20 lat Bryant grał w złoto-purpurowej koszulce z Los Angeles. To jedyny przypadek w historii NBA, by klub zastrzegł dwa numery tego samego gracza. 

#8 kontra #24

Nie do końca wiadomo, jak to było ze zmianą numerów. Pod koniec kariery Bryant stwierdził, że chciał pokazać zmianę, jaka w nim zaszła. Przestał być chłopcem, stał się mężczyzną i co ważniejsze liderem. To wersja Kobe’ego. Inna mówi o tym, że chciał mieć numer o cyferkę wyższy od Jordana. Jeszcze inna, że zmianę wymusiło Nike, które podkupiło Bryanta od Adidasa, gdzie miał własną linię #8. Zmiana numeru zrywała konotacje z poprzednim sponsorem. A z #8 sprawa była prosta. Z tym numerem grał w Europie, gdy jego rodzicie przeprowadzili się do Włoch. To także suma numerów z koszulek na obozie przygotowawczym przed NBA (1+3+4). 

30 000 punktów

Co ciekawe, dorobek Kobe’ego w obu koszulkach jest niemal identyczny. Z #8 zdobył 16 777 punktów, 3 mistrzowskie tytuły i zagrał w 8 meczach gwiazd. Za to z #24 rzucił 16 866 punktów, 10 razy zagrał w meczu gwiazd i zdobył 2 mistrzowskie tytuły. 2 dni przed katastrofą gratulował LeBronowi Jamesowi, którzy odebrał mu 3 miejsce na liście najlepszych strzelców wszech czasów. To zresztą ostatnie wpisy Bryanta na Twitterze i Instagramie. Ale 30 tysięcy punktów Bryant zdobył szybciej. Został najmłodszym koszykarzem z takim dorobkiem i jedynym (w tym momencie) po Michaelu Jordanie, Karlu Malonie, Kareem Abdul-Jabbar i Wilcie Chamberlainie. 

Ten ostatni zachował za to inny rekord. W 1962 „Szczudło” (choć właściwie „Wielka Niedźwiedzica) zdobył 100 punktów w jednym spotkaniu. A wtedy nie było jeszcze rzutów za 3. 44 lata później Kobe Bryant zrobił spektakl przeciwko Toronto Raptors, zdobywając 81 punktów. Po 3 kwartach Lakers przegrywali 18 punktami. Dzięki Bryantowi wygrali ten mecz. To drugi najlepszy wynik w historii NBA, po Chamberlainie. 

Showman czystej wody

Jeden, jedyny raz mogłem podziwiać Kobe’go z bliska. I nie mam na myśli gry, a spotkanie podczas igrzysk w Londynie. Duża sala konferencyjna i 12 krzeseł na podestach. Tak wygląda dzień otwarty z koszykarzami USA. Byli LeBron James, Kevin Durant, Russell Wesbrook, czy Kevin Love. Tłum zgromadził się tylko przy Kobe’m. Odpowiadał na wszystkie, nawet najgłupsze pytania, raz za razem wybuchając zaraźliwym śmiechem. To był one man show. Bryant to uwielbiał i nie miał sobie równych w takich spotkaniach. 

Ćwierć cala za nisko

Był nie tylko profesjonalistą, ale i perfekcjonistą. Zażyczył sobie kiedyś obniżenia butów o 1 cm, tak być mieć szybszą reakcję w kluczowych momentach meczów. Gerald Henderson z Charlotte Bobacts wspominał za to spotkanie z Czarną Mambą, podczas swojego pierwszego sezonu w NBA. Chciał zobaczyć, jak jego idol rozgrzewa się przed meczem i podpatrzeć coś dla siebie. Problem polegał na tym, że Kobe niemiłosiernie pudłował i to z czystych pozycji, bez obrońcy. Po jakimś czasie zatrzymał się, popatrzył na kosz i stwierdził, że chyba jest za nisko. Przyniesiono drabinę, zmierzono wysokość i okazało się, że kosz wisi o ćwierć cala, czyli ok. 6 mm za nisko. Poprawiono konstrukcję, a Kobe zdobył w meczu 30 punktów. 

Koszulka Lower Merion High School

Henderson był wpatrzony w Bryanta jeszcze z czasów szkolnych. Obaj pochodzili z Filadelfii i chodzili do tego samego liceum. To w tamtych okolicach ojciec Bryanta, były koszykarz NBA, zajadał się stekami z japońskiej wyspy Kobe, co dało mu wiadomą inspirację. Za to Henderson pożerał wzrokiem prężącą się w gablocie koszulkę Bryanta z Lower Merion High School. Kilka lat temu złodzieje upatrzyli w niej niezły łup, ale po jakimś czasie odnalazła się w Chinach i wróciła na swoje miejsce. 

Z karierą koszykarską pożegnał się na własnych zasadach. Świadomość, że po raz ostatni wychodzi z tunelu który przemierzał przez 20 lat, po raz ostatni zaczyna mecz i po raz ostatni zakłada ten strój mogła przygasić. Ale nie Bryanta. W meczu z Utah Jazz zdobył 60 punktów. Tak, jak sobie wymarzył. Rany co to był za mecz. Nie mogę uwierzyć, że 20 lat minęło tak szybko. Co mogę powiedzieć? mamba odchodzi - mówił wzruszony do kibiców. 

Dear Basketball

Trudno było go nie lubić. Pomagał mi, kiedy wracałem po kontuzji. Słuchałem go jak uczeń, a później zadawałem mnóstwo pytań - opowiadał podczas Australian Open, Serb Novak Djokovic. Trenowali razem, dzwonili do siebie. Takich relacji Kobe miał mnóstwo, bo natychmiast zyskiwał sympatię oraz szacunek. Wszystko robił na sto procent. Kiedy zainteresował się biznesem wydzwaniał do znanych inwestorów, nawet w środku nocy, z setkami pytań. Kiedy związał się z Players Tribune stworzyli animowany film krótkometrażowy „Dear Basketball” z Kobe’m w roli głównej, w którym wyznaje miłość koszykówce. Skończyło sie Oscarem. 

I oboje wiemy, że nieważne co zrobię dalej

Zawsze będę dzieciakiem

Ze zrolowanymi skarpetami

Kosz na śmiecie stoi w rogu

Zegar pokazuje 5 sekund

Piłka jest w moich rękach

5 … 4 … 3 … 2 … 1

Na zawsze Twój

Kobe

 

And we both know, no matter what I do next

I’ll always be that kid

With the rolled up socks

Garbage can in the corner

:05 seconds on the clock

Ball in my hands.

5 … 4 … 3 … 2 … 1

Love you always,

Kobe

Komentarze (19)
Katastrofa zabrała uśmiech Czarnej Mamby. Nie żyje Kobe Bryant
Zaloguj się
  • dupcham

    Oceniono 6 razy 4

    Luka zapełni lukę.

  • a8ucewiczz

    Oceniono 3 razy 1

    kto to ta czarna bambo?

  • corvelinho

    Oceniono 9 razy 1

    Nie chcę być źle odebrany. Oczywiście że szkoda człowieka i tu nie ma grama dyskusji ale dziwny to obrazek gdy tłumy czarnoskórej biedoty z Bronxu itp. płacze nad losem multimilionera, który zginął w czasie lotu swoim prywatnym śmigłowcem.
    To jest tak samo bizarne doświadczenie jak obserwowanie (i zaangażowanie tej samej biedoty) podczas koncertów gwiazd Rapu, często również multimilionerów, obwieszonych złotymi łańcuchami, wysadzanymi drogimi kamieniami, którzy śpiewają o tym jak ciężko żyje się w slumsach.. Najbardziej jednak dziwi jak do tych rymów i bitów kiwają się biali...
    Ciekaw jestem czy gdyby Rothschild, Dave Rhodes czy inny bankster potrafił świetnie grać w piłkę czy cokolwiek innego to również byliby bożyszczami tłumów..

  • 23tryt

    Oceniono 5 razy 1

    "patrzcie,18-letni lakers..... i ma swoje własne buty ...."
    to była reklama

  • donmafioso

    0

    Kobe to nie wyspa, ale miasto w Japonii.

  • nabbuko

    Oceniono 6 razy 0

    Nie zmienia to zupełnie znaczenia tej tragedii, panie dziennikarzu, ale luku po MJ23 nie zapełnił nikt. Po Bryancie luki nie ma, bo jest choćby LBJ czy Durant. Nie mówiąc już o kilku młodych (tak, choćby Doncic).
    Grillujecie każdą tragedię do wyrzygania wymyślając coraz to większe bzdury. I to jest niby to dobre dziennikarstwo?

  • piesiec

    Oceniono 2 razy 0

    RIP [*]

  • prezes_ma_kota

    Oceniono 6 razy -2

    rozumiem że w polandi będzie z tego powodu żałoba narodowa ? nie podniecajcie sie tak.

  • debordian

    Oceniono 13 razy -7

    Gdzie mogę przeczytać artykuły o pozostałych osobach, które zginęły w wypadku?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX