Na początku lipca Marcin Gortat trafił do Los Angeles Clippers w wyniku wymiany z Washington Wizards. W stolicy USA Polak spędził pięć sezonów, ale ostatni zakończył się rozczarowaniem dla drużyny, która niewiele znaczyła w walce o tytuł, ale i dla samego Gortata, którego statystyki były najgorsze od dekady. A do tego doszły niesnaski wewnątrz drużyny.
Z Waszyngtonem rozstałem się na koleżeńskiej stopie. Nie ma między nami złej krwi. Z Johnem Wallem wymieniamy się wiadomościami. Ktoś musiał wziąć na siebie winę za ostatni sezon, ja byłem najstarszy, więc wziąłem to na siebie. Ale w grudniu wyślę im zdjęcie, gdy tu będzie 30 stopni, a u nich będzie śnieg. A, zauważcie: Wizards mają obóz treningowy w Richmond, a my na Hawajach - mówił Marcin Gortat podczas poniedziałkowego spotkania z mediami.
Polak był uśmiechnięty, tryskał humorem, żartował. Widać po nim, że zmiana otoczenia mu służy i na swój 12. już sezon w NBA czeka z wypiekami na twarzy. Gortat od kilku tygodni był już w Los Angeles. Z nowymi kolegami z drużyny trenował jeszcze przed rozpoczęciem obozu, rozgrywali mecze sparingowe, by lepiej się poznać. We wtorek już był na Hawajach, gdzie Clippers będą przygotowywać się do sezonu.
Jeśli u Gortata szukać czegoś, co jego grę w NBA odróżnia od reszty, to są to zasłony. Od kilku sezonów NBA udostępnia zaawansowane statystyki i z nich wynika, że po zasłonach stawianych przez Gortata pada najwięcej punktów w NBA. Zapytany przez dziennikarzy z Los Angeles, w czym tkwi sekret jego zasłon, zażartował, że chodzi o dźwiganie ciężarów na siłowni. Ale potem już mówił na serio.
-Chodzi o pasję, korzystanie ze swojego koszykarskiego IQ. Jedną rzeczą jest postawić zasłonę, a drugą to trafić rzut po takiej zasłonie albo dobrze wykorzystać taką sytuację. Miałem szczęście, by ostatnio grać z dwoma świetnymi koszykarzami, którzy potrafili z tego korzystać, mam na myśli Johna Walla i Bradleya Beala. Oni też sprawili, że moja gra wyglądała lepiej. Wierzę, że w Clippers też będę mógł sprawić, że moi koledzy będą lepsi. Będę się poświęcał i koncentrował na stawianiu zasłon, zbiórkach i ułatwianiu roboty innym. Poza stawianiem zasłon potrafię robić też inne rzeczy. Mam nadzieję, że będę miał pozytywny wpływ na drużynę - powiedział Gortat.
Przyznał, że jednym z jego marzeń była gra w Los Angeles, choć z tym miastem wiąże się też finałowa porażka ówczesnej drużyny Gortata ,Orlando Magic. - W 2009 roku Kobe Bryant zabrał mi mistrzostwo NBA i nienawidzę go z tego powodu. I on o tym wie (śmiech). Gra w Los Angeles była na liście moich celów, a do tego moim trenerem jest Doc Rivers. To świetny trener i lider, który pomoże mi być tym, kim byłem przez ostatnich 10 lat. Gdy tylko pojawiła się szansa na grę w LA, byłem gotowy. Cieszę się, że trafiłem do Clippers. Kalifornia jest piękna, pogoda jest wspaniała, a klub jest świetnie zorganizowany - mówił.
Marcin Gortat zapowiedział też, że w Los Angeles zorganizuje swoją tradycyjną już „Polską Noc”. Ma nadzieję, że zaproszenie na to wydarzenie przyjmie prezydent RP. - Wiem, że w Los Angeles jest duża Polonia i bardzo mnie to cieszy, bo będę chciał tu zorganizować „Polską Noc”. Prawdopodobnie będzie to 6 stycznia. W hali może być nawet tysiąc polskich kibiców. Mam nadzieję, że polski prezydent przyleci na „Polską Noc”, wkrótce wyślemy zaproszenie. Jest tu wielu aktorów i celebrytów, więc to dla mnie szansa na budowę swojej marki - powiedział.
- Jako koszykarz wnoszę nie tylko to, co potrafię na boisku, ale przychodzę z moją kulturą, jestem jedynym Polakiem w NBA i wiele się ode mnie oczekuje, jest wielka presja na moich barkach. 40 mln ludzi śledzi moje mecze, więc muszę dawać dobry przykład - dodał.
Clippers do sezonu przygotowują się na Hawajach. Przed wznowieniem rozgrywek sprawdzą swoją formę w pięciu sparingach. Pierwszy już w nocy z niedzieli na poniedziałek polskiego czasu z Sydney Kings, który rozegrają w Honolulu. Clippers sezon zaczną 17 października meczem z Denver Nuggets.
Championship. Paweł Olkowski wybawieniem Boltonu. "Wady? Jeszcze ich nie widzieliśmy"
Premier League. Łukasz Fabiański skomentował swój występ w meczu z Chelsea