Historyczny wyczyn Joela Embiida. 46 punktów z Lakers

Kibice Philadelphii 76ers tyle punktów koszykarza swojej drużyny nie widzieli od czasów Allena Iversona. Odkąd liczone są bloki w NBA nikt wcześniej nie miał takich statystyk - 46 punktów, 15 zbiórek, siedem asyst i siedem bloków. To sprawka Joela Embiida. Jego zespół pokonał Los Angeles Lakers 115:109.

Embiid koszykarzem NBA jest już czwarty sezon, ale dopiero teraz odkrywamy, jak jest dobry. W pierwszych trzech sezonach uciułał 31 meczów - winne są temu kontuzje. Gdy przed sezonem Sixers przedłużali z nim kontrakt o kolejne pięć lat za 148 milionów dolarów, wielu pukało się w czoło - w końcu ten gracz był wielką niewiadomą, właśnie przez liczne urazy. Ale to co pokazuje od początku sezonu na parkiecie, jest dowodem na to, że klub z Filadelfii słusznie zaryzykował. Środowym meczem z Lakers Embiid powinien sprawić, że niedowiarków już nie będzie.

Podkoszowy Sixers rzucił 46 punktów, miał 15 zbiórek, siedem asyst i siedem bloków. Trafił 14 z 20 rzutów z gry oraz 16 z 19 rzutów wolnych. Takich statystyk w historii NBA nie miał nikt, odkąd liczone są bloki - tzn. żaden koszykarz wcześniej nie zdobył więcej niż 40 punktów, a przy tym miał ponad 12 zbiórek oraz po siedem asyst i bloków. Od blisko 11 lat żaden koszykarz Sixers nie rzucił aż tylu punktów. Ostatnim był Allen Iverson, który 24 listopada 2006 roku zdobył 46 punktów w meczu z Chicago Bulls.

 

Oczywiście, będą tacy, którzy stwierdzą, że to tylko Lakers. Że Julius Randle i Brook Lopez to nie jest pierwszy garnitur podkoszowych defensorów w NBA. Ale i takie mecze jak Embiida nawet przeciwko słabym zespołom zdarzają się rzadko.

23-latek mierzący 213 cm ma pracę nóg, której mogliby mu pozazdrościć obwodowi. Świetnie panuje nad piłką i nad swoim ciałem. Jest silny, potrafi zapakować piłkę nad rywalem, ale i technicznych umiejętności mu nie brakuje. Rzut za trzy punkty też trafia, a do tego ma świetny przegląd sytuacji na parkiecie i umie doskonale dograć piłkę do partnerów.

A jeśli ktoś myśli, że taki mecz to przypadek, to ledwie dwa dni wcześniej w podobny sposób ośmieszył drugą drużynę z LA - Clippers. W starciu z DeAndre Jordanem rzucił 32 punkty (11/20 z gry, 9/16 z rzutów wolnych) i miał 16 zbiórek. -Uwielbiam Los Angeles. Chciałem tu przyjechać i zrobić show - powiedział Embiid. Show zrobił dwa razy.

-Gram na 69 procent - stwierdził Embiid po swoim najlepszym meczu w karierze. Czy to był żart, wie tylko on sam.

Zagrał tak dobrze, że niemal zupełnie niezauważony został więcej niż przyzwoity mecz Bena Simmonsa, czyli głównego kandydata do nagrody dla Debiutanta Roku. Kolega Embiida rzucił 18 punktów, miał 10 asyst, dziewięć zbiórek i pięć przechwytów. Warto przypomnieć, że był to jego 14. mecz w NBA. Embiid w najlepszej lidze świata zagrał po raz 43.

Sixers prowadzeni przez Embiida wspomaganego przez Simmonsa wygrali osiem z pierwszych 14 meczów sezonu. Są na szóstym miejscu na Wschodzie, ale jest jeszcze za wcześnie, by z pełnym przekonaniem napisać, że już w tym sezonie mają szansę na coś więcej niż awans do play-off. Ale jeśli zdrowie im pozwoli, Sixers z Embiide czeka bardzo przyjemna przyszłość.

Więcej o: