NBA. Dlaczego Markelle Fultz nie gra i co mu tak naprawdę jest?

Dlaczego wybrany w drafcie z numerem 1 Markelle Fultz zmienił sposób rzucania? Jak doszło do kontuzji ramienia zawodnika? I co było najpierw - uraz czy zmiana rzutu? Jednej wersji nie sposób ustalić.

W Filadelfii znów problemy z kontuzjami debiutanta. Sezon z powodu urazu przesiedział Nerlens Noel, rok stracił też Ben Simmons, a Joel Embiid zagrał przez trzy lata tylko 31 meczów. Wydaje się, że na Sixers krąży jakaś klątwa, bo teraz problemy dopadły wybranego w czerwcowym drafcie z jedynką Markelle Fultza.

W lidze letniej nic nie wskazywało, że coś może z nim być nie tak. Pierwsze symptomy pojawił się podczas obozu przygotowawczego. Uwagę zwróciła dziwna technika rzutów wolnych.

Dopiero kilka dni później okazało się, że koszykarz czuje ból ramienia, ale nie był w stanie do końca powiedzieć od kiedy. Wtedy pierwszy raz przyznał, że była to przyczyna zmiany techniki rzutu. Fultz dostał wolne w kolejnych sparingach, ale w pierwszych czterech meczach sezonu już zagrał. Technika rzutów wolnych nadal była przedziwna.

Jego agent najpierw stwierdził, że lekarze upuścili płyn z ramienia Fultza, potem zmienił wersję zdarzeń i powiedział, że koszykarz jednak dostał zastrzyk z kortyzonem. - On w zasadzie nie jest w stanie unieść ręki do góry. Próbował z tym walczyć, by pomóc drużynie. Staramy się znaleźć rozwiązanie, by mógł wrócić do gry w 100 procentach zdrowy - powiedział Raymond Brothers, agent koszykarza.

W poprzednim tygodniu Philadelphia 76ers ogłosili, że koszykarz nie zagra w trzech kolejnych meczach, a jego stan zostanie oceniony w ostatni wtorek października. Wtedy miała zostać podjęta decyzja, co dalej. Ale w niedzielę Sixers zmienili zdanie. Ogłosili, że Fultz na razie grał nie będzie, a jego stan zdrowia zostanie oceniony za trzy tygodnie. W komunikacie prasowym klub oświadczył, że zawodnik nie ma uszkodzenia strukturalnego swojego ramienia, ale walczy z bólem mięśni łopatkowych.

Niby wszystko jest jasne, ale po zeszłym tygodniu wciąż pozostał niesmak, bo Sixers stwierdzili (i do tej pory z tego się nie wycofali), że Fultz zmienił technikę rzutu zanim doznał urazu. Tym samym zasugerowali, że to koszykarz jest winny swoich problemów.

Keith Williams, trener Fultza, twierdzi z kolei, że koszykarz nigdy świadomie nie zmieniał techniki swojego rzutu i nigdy nie miał z nim żadnych problemów. A jego słowa potwierdzają nagrania z gry Fultza na uczelni czy z ligi letniej. Kto więc mówi prawdę? Nie wiadomo.

Pewne są trzy sprawy. 1. Fultz ma kontuzjowane ramię. 2. Koszykarz nie zagra na pewno do wtorku w żadnym meczu. 3. Jego rzut jest po prostu dziwny.

Zastanawiające jest jednak to, w jaki sposób postępują Sixers. W ostatnich latach ta drużyna słynęła wręcz z przesadnej troski o najdrobniejsze urazy swoich przyszłych gwiazd. Teraz postępują dokładnie odwrotnie. Fultz ma problem z ramieniem od ponad miesiąca, więc dlaczego w ogóle grał?

Wydaje się, że wersja Fultza, wedle której zmienił swój rzut, bo bolało go ramie, jest najbardziej prawdopodobna. Nawet jeśli Sixers nie dają wiary 19-latkowi, to jedyną rzeczą, której robić nie powinni, było poruszanie sprawy w mediach i niejako pójście na wymianę ciosów ze swoim koszykarzem. I to takim, dla którego dokonali wymiany przed draftem, by wybrać go z numerem 1.