NBA. Golden State Warriors z mistrzowskim tytułem

Wielki rewanż stał się faktem. W piątym meczu finałów NBA Golden State Warriors pokonali 129:120 Cleveland Cavaliers, serię wygrali 4-1 i zdobyli drugie mistrzostwo NBA w ostatnich trzech sezonach. MVP finałów wybrano Kevina Duranta.

W zeszłym sezonie Warriors prowadzili po czterech meczach finałowej rywalizacji 3–1, ale to Cavaliers wygrali trzy ostatnie spotkania i świętowali mistrzostwo. W tym sezonie powtórki z wielkiego powrotu LeBrona Jamesa i spółki nie było. Warriors nie pękli. Prowadzili przed poniedziałkowym meczem również 3–1, ale szansy nie wypuścili z rąk.

Cavaliers mieli dobre momenty i łatwo tej serii nie oddali. Na początku drugiej kwarty prowadzili nawet 41:33, ale wtedy Warriors włączyli wyższy bieg. Przez kolejne siedem minut gospodarze rzucili aż 28 punktów, Cavs tylko cztery i od tej pory to oni musieli gonić.

Gdy pod koniec trzeciej kwarty szaloną trójkę trafił J.R. Smith, a na samym początku czwartej kwarty dwa punkty dorzucił LeBron James, Cavs tracili już tylko trzy punkty (95:98). Na więcej Warriors zbliżyć im się nie pozwolili.

Kevin Durant najpierw trafił sprzed nosa Jamesa, potem asystował Andre Iguodali przy celnej „trójce”, a potem sam jeszcze dołożył celne trafienie z dystansu. Cavaliers pudłowali, Warriors powiększali przewagę. Nieco ponad trzy minuty przed końcem po punktach Klaya Thompsona gospodarze mieli już 14 punktów więcej i było jasne, że tym razem tytułu z rąk nie wypuszczą.

Kolejne świetne spotkanie zagrał Kevin Durant, który zasłużenie odebrał nagrodę dla najbardziej wartościowego zawodnika finałów. W poniedziałek rzucił 39 punktów, trafiając 14 z 20 rzutów z gry, w tym pięć z ośmiu rzutów za trzy punkty. Dołożył do tego siedem zbiórek i pięć asyst.

34 punkty, 10 asyst, sześć zbiórek i trzy przechwyty dołożył Stephen Curry, a 20 punktów miał rezerwowy Andre Iguodala.

LeBron James, który w poniedziałek odpoczywał ledwie niespełna dwie minuty, znów otarł się o triple-double (41 punktów, 13 zbiórek, osiem asyst), ale w decydujących momentach zabrakło mu wsparcia od partnerów.

Kyrie Irving zakończył mecz z 26 punktami, ale trafił tylko 9 z 22 rzutów z gry. J.R. Smith wreszcie trafiał swoje szalone rzuty i uzbierał 25 punktów. 15 punktów dołożył Tristan Thompson, a tylko sześć punktów miał Kevin Love.

Zbigniew Boniek w "Wilkowicz Sam na sam": Bardziej to wyglądało jak obóz koncentracyjny, a nie mecz piłkarski. Wypchnięto nas na ten finał. Ja nie chciałem grać. I nie wziąłem grosza premii za to zwycięstwo