Sport.pl typuje: Kto będzie mistrzem NBA - Cavaliers czy Warriors?

W nocy z czwartku na piątek polskiego czasu rozpocznie się wielki finał NBA. Po raz trzeci z rzędu zmierzą się w nim Cleveland Cavaliers i Golden State Warriors. Sport.pl wskazuje swojego faworyta.

Na początek pozwolicie, że rozliczę się z dotychczasowym typowaniem. Zabawę we wskazywanie faworytów zaczęliśmy od pierwszej rundy play-off, potem były półfinały i finały konferencji. Skuteczność? Wskazałem poprawnie 12 z 14 wyników rywalizacji, ale sami przyznacie, że w tym roku nie było to aż takie trudne. Ze skutecznością już tak dobrze nie było. Trafnie wytypowałem tylko zwycięstwa Raptors z Bucks, Celtics z Bulls oraz Cavs z Celtics.

W wielkim finale NBA po raz trzeci z rzędu grają Cavaliers z Warriors. Dwa lata temu osłabieni kontuzjami Kevina Love’a i Kyrie Irvinga Cavaliers nie byli w stanie przeciwstawić się Warriors. Rok temu LeBron James i spółka w niesamowitym stylu zdobyli tytuł, choć przegrywali już 1-3.  W tym sezonie po raz pierwszy obie drużyny przez wszystkie rundy play-off nie zostały zmuszone do prawdziwego wysiłku i nie do końca wiemy, jaki mają potencjał. Warriors nie przegrali żadnego z 12 meczów, Cavaliers zanotowali jedną porażkę.

Atuty dobrze znane

Cavaliers przez cały sezon mieli problemy z grą w obronie, ale w play-off ich defensywa znów jest na wysokim poziomie. LeBron James od połowy kwietnia udowadnia, że to on jest wciąż najlepszym koszykarzem świata. Ma 32 lata i wciąż nas przekonuje, że jest w stanie grać coraz lepiej. Gdzie są jego limity?

Cavaliers korzystają też z najlepszej formy Kevina Love’a, odkąd trafił do ekipy z Cleveland. Kyrie Irving miewa przebłyski, w których pokazuje, że sam potrafi mecze wygrywać, choć wciąż można mieć dużo zastrzeżeń do jego gry w obronie. Nie do przecenienia jest rola Tristana Thompsona, który wyspecjalizował się w robieniu tych wszystkich małych rzeczy, których wymaga się od nowoczesnego podkoszowego. A do tego jest zestaw strzelców z dystansu, którzy, gdy znajdą się na parkiecie z Jamesem, dla rywali mogą być siłą nie do zatrzymania.

Warriors jako pierwsza drużyna w historii zakończyli trzy kolejne sezony z przynajmniej 60 wygranymi meczami. Latem zeszłego roku wymienili Harrisona Barnesa na Kevina Duranta i naprawdę trzeba mieć niezłą lupę, by w ich ofensywie dostrzec się słabszych punktów, gdy na parkiecie są największe gwiazdy. Rywal w zasadzie może sobie wybrać sposób, w jaki chce stracić punkty. Niby pod koszem może Warriors brakować im i centymetrów i mięśni, ale jakoś nikt nie potrafi tego dobrze wykorzystać. A do tego JaVale McGee gra najlepszy sezon w karierze i wiele osób już zdążyło zapomnieć o jego wpadkach, które tak lubił eksponować Shaquille O’Neal.

Z czym może być problem?

Czy Cavaliers będą mieli sposób na to, jak zatrzymać siłę ognia Warriors. Główny kłopot? Ograniczyć Kevina Duranta. CZy będzie za nim przez cały czas biegał James czy może Tyronn Lue wyśle do krycia Duranta Imana Schumperta lub Richarda Jeffersona. Wariant numer dwa wydaje się mało prawdopodobny, biorąc pod uwagę to, jak im się to udawało w starciach w sezonie zasadniczym.

Cavs będą musieli też uważać na to, w jaki sposób Warriors będą atakować Kevina Love’a. A będą to robić bez wątpienia, bo to najsłabszy element defensywnej układanki mistrzów NBA.

Warriors z kolei muszą zwrócić uwagę na to, jak Cavs będą starali się „zamęczać” Stephena Curry’ego. Bo to, że będą szukać możliwości szybkiej zamiany krycia, tak by rozgrywający Warriors musiał mierzyć się z LeBronem Jamesem jest pewne.

Najlepsza drużyna sezonu zasadniczego musi też znaleźć sposób na ograniczenie najlepszego koszykarza świata. Idealny do tej roli wydaje się być Andre Iguodala, który ma już takie doświadczenia z poprzednich lat, ale niewiadomą jest to, czy jest w pełni sił. Jeśli nie, więcej roboty będą mieli Durant, Shaun Livingstone.

Warriors vs James

Warriors mają za sobą trzy niesamowite sezony, a do tego latem ściągnęli Kevina Duranta. Im nie wolno jest tej rywalizacji przegrać. Oni muszą zrewanżować się Cavs za zeszłoroczne upokorzenie. To oni są zdecydowanym faworytem tej serii. To po ich stronie jest więcej atutów, ale...

...to Cavaliers mają po swojej stronie najlepszego koszykarza świata. I tak jak w najlepszych czasach Michaela Jordana nie sposób było typować przeciwko jego Bulls, tak teraz to James ma w sobie coś takiego, co pozwala uwierzyć, że Cavaliers będą jednak w stanie z Warriors w serii do czterech zwycięstw wygrać.

Typ Sport.pl: 4-2 dla Cavaliers

Więcej o: