Kobe Bryant: Niech sp***. Nikt inny nie chciał rzucać

Zdobył pięć mistrzowskich tytułów, siedem razy grał w finałach NBA, ale w debiucie w play-off NBA sukcesu nie odniósł. - Niech sp***. Nikt inny nie chciał rzucać - mówił zdenerwowany po odpadnięciu z rywalizacji.

Bryant to jeden z najlepszych koszykarzy w historii NBA. Jest trzecim strzelcem wszech czasów, pięciokrotnym mistrzem NBA, w jednym z meczów rzucił 81 punktów, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii ligi. Całą 20-letnią karierę spędził w Los Angeles Lakers. Zdobył też złote medale igrzysk olimpijskich (w 2008 i 2012 roku), w 2016 roku zakończył karierę, rzucając w ostatnim meczu 60 punktów.

Jego droga do sukcesów nie zaczęła się jednak idealnie. W 1997 roku Los Angeles Lakers z Kobe Bryantem w składzie grali w półfinale Konferencji Zachodniej z Utah Jazz. Po czterech meczach koszykarze z Utah prowadzili 3:1. Lakers musieli kolejne spotkanie wygrać, by przedłużyć swoje szanse na mistrzostwo. Kontuzjowany był Byronn Scott, Robert Hory wyleciał z parkietu po przepychance z Jeffem Hornackiem, a Shaquille O’Neal końcówkę spotkania oglądał z ławki rezerwowych, bo wyczerpał limit fauli. W końcówce odpowiedzialność wziął na siebie 18-letni wtedy Bryant.

„Brutalna edukacja”

Zgodnie z planem Bryant oddał rzut, z niezłej pozycji, z ponad 4 metrów od kosza, z obrońcami próbującymi go zablokować i uciszoną publicznością zgromadzoną w hali Delta Center. Budynek eksplodował, kiedy okazało się, że piłka nawet nie trafiła w obręcz. Airball. Dogrywka okazała się tylko przedłużeniem koszmaru. Ponieważ na parkiecie nie było już O’Neala, to w dogrywce piłka częściej trafiała do debiutanta. Zaliczył jeszcze trzy airballe, a kibice z Utah byli przeszczęśliwi. Bryant poruszył brwiami, oblizał się i przez chwilę wydawało się, jakby z trudem powstrzymywał łzy.

Porażka sprawiła, że Jazz awansowali do finału konferencji, który zresztą również wygrali. Pierwszy etap edukacji Bryanta zakończył się dosyć brutalnie.

Po niepowodzeniu usiadł na jakiś czas, próbował ochłonąć i dojść do siebie, po czym odpowiadał na pytania dziennikarzy. Mówił, że oczywiście, że to boli, ale że zamierza traktować to wspomnienie jako dodatkową motywację. „Muszę o tym zapomnieć. Ale w odpowiednim czasie sobie o tym przypomnę. Kiedy będzie lato i będę już trochę zmęczony, trochę zdołowany, kiedy wszystko mnie będzie bolało i nie będzie mi się chciało już ćwiczyć, to przypomnę sobie tę sytuację”.

„I mam nadzieję, że doda mi ona trochę energii”.

„Jest jeszcze młody, to wszystko jest dla niego nowe – powiedział dziennikarzom Stockton. – I tak grał w całej serii ze sporą pewnością siebie, ale w końcu musiał oddawać najtrudniejsze rzuty, no i nie dał rady”.

Kiedy dziennikarze zapytali Bryanta, co zamierza robić latem, ten odpowiedział, że będzie trenował.

„Stary, wciąż jeszcze mam w sobie mnóstwo energii” – powiedział.

Nikt inny nie chciał rzucać

Niedługo po powrocie Bryanta do Los Angeles, Kobe był już na telefonie z Vaccaro.

„Kobe oddał 3 czy 4 najbardziej szalone rzuty za 3 punkty, jakie widziałem w życiu” – wspomina facet od butów.

„Jak się czujesz” – zapytał od razu Vaccaro.

„W porządku, bo co?” – zapytał podejrzliwie Bryant.

„No cóż – powiedział z wahaniem Vaccaro. – Nie trafiłeś tych rzutów. Tylko to mówię. Teraz wszyscy mają do ciebie pretensje i cię za te rzuty krytykują”.

„P*** ich – odparł szybko Bryant. – Niech sp***. Nikt inny nie chciał rzucać”.

Po dwudziestu latach Vaccaro wciąż jeszcze uśmiecha się na myśl o tej odpowiedzi.

„Do końca życia jej nie zapomnę” – mówi.

*

Fragment książki "Kobe Bryant. Showman" Rolanda Lazenby'ego w przekładzie Michała Rutkowskiego.

**

Roland Lazenby. Amerykański pisarz i dziennikarz sportowy. Spędził wiele lat za kulisami NBA, przeprowadzając wywiady z najważniejszymi ludźmi ligi. Autor kilkudziesięciu książek o tematyce sportowej, w tym bestsellera "Michael Jordan. Życie"(Wydawnictwo SQN, 2014).