Scottie Pippen: NBA to już inna gra. Zmieniło się wszystko

Stephen Curry i LeBron James oraz ich zespoły są na innym poziomie niż reszta ligi. Golden State Warriors i Cleveland Cavaliers mają taką siłę gwiazd, że są w stanie wejść na poziom niedostępny dla innych- mówi Sport.pl Scottie Pippen, sześciokrotny mistrz NBA z Chicago Bulls, członek legendarnego "Dream Teamu".
Scottie Pippen
Nike

Szczepan Radzki*: Pomijając wszystkie porównania Chicago Bulls z sezonu 1995-1996 do ubiegłorocznych Golden State Warriors, jak możesz porównać obecną koszykówkę do tej sprzed 20 lat? Czy to porównanie jest w ogóle trudne?

Scottie Pippen: Słynąłem z gry w obronie i byłem z tego dumny. I z tej perspektywy w NBA wszystko się zmieniła. Obecnie gra skupiona jest na ataku. Ważne jest to, żeby rzucić punkty, a nie to, żeby sprawić, by rywale do kosza nie trafili. Jeśli ktoś ogląda choć trochę obecna koszykówkę, to od razu zauważy, że teraz rzuca się więcej.

Z czego to wynika?

- Głównie z faktu, że zawodnicy mają teraz więcej swobody w ataku. Do tego, koszykówka nie jest tak fizyczna jak w latach 80. i 90. Nie twierdzę, że to coś złego, wręcz przeciwnie - to pozytywna zmiana. Koszykarze też wyglądają nieco inaczej niż w moich czasach. Są bardziej atletyczni, silniejsi i w związku z tym zrezygnowano z tak ostrej gry, jak za moich czasów. To też daje szansę gry tym, którzy nie są tak świetnie zbudowani fizycznie.

Jest jakiś gracz w obecnej NBA, który powoduje, że patrzysz w telewizor z ekscytacją?

- Stephen Curry i LeBron James oraz ich zespoły są na innym poziomie niż reszta ligi. Golden State Warriors i Cleveland Cavaliers mają taką siłę gwiazd, że są w stanie wejść na poziom niedostępny dla innych.

Sześć razy byłeś mistrzem NBA, masz dwa złota olimpijskie. Co jest Twoim największym koszykarskim osiągnięciem?

- Patrząc z już tak dalekiej perspektywy, uważam, że stypendium w Arkansas. To był dla mnie przełomowy moment. Od tego zaczęła się moja prawdziwa koszykarska przygoda. Wcześniej nie chciała mnie żadna uczelnia, czułem się pozostawiony sam sobie. Nigdy w siebie nie zwątpiłem, wierzyłem w to, że jeśli pozostanę skupiony na pracy, dojdę do celu, którym była gra w NBA. Bo koszykówkę kocham od dziecka.

Jak ważnym wydarzeniem była gra w legendarnym "Dream Teamie" w 1992 roku?

- To było jedno z najwspanialszych doświadczeń w mojej karierze. Zagrałem z jednymi z największych koszykarzy w historii, ludźmi których często traktowałem jak idoli. Byłem wtedy młodziakiem, który rozgrywał dopiero swój piąty sezon w lidze. To właśnie w tamtym momencie wszystko zaczęło się wokół nas napędzać - cały świat oszalał na punkcie NBA, pojawiły się możliwości reklamowe, rynek butów napędzał to wszystko. Przez grę na igrzyskach ludzie zaczęli na nas patrzeć inaczej, mogło nas zobaczyć o wiele więcej osób niż gdy graliśmy w NBA. Na świecie zdali sobie sprawę, że koszykarsko jesteśmy daleko przed nimi. Ale od tego czasu zmieniło się wiele, ta różnica została zniwelowana do zera.

NBA to teraz liga globalna?

- Koszykówka rozwinęła się bardzo mocno globalnie i jest jedną z najpopularniejszych gier zespołowych na świecie. W latach 90. większość zawodników była znana tylko w USA, duże znaczenie w budowaniu rozpoznawalności miały właśnie igrzyska w Barcelnie. Media kreują nowe możliwości marketingowe, zawodnicy dzięki social media mogą budować swoją własną markę i to jest zachwycające. Obecni gracze mają lepszy kontakt z kibicami właśnie dzięki Facebookowi, Twitterowi czy Instagramowi, bardziej angażują kibiców w naszą ligę. W NBA gra też więcej zawodników z całego świata. Europejczycy są obecnie dużo lepiej wyszkoleni i umieją więcej niż w 1992 roku, kiedy graliśmy z Dream Teamem w Barcelonie podczas igrzysk. Gracze z Europy zawsze byli znani jako świetni strzelcy, ale dzięki niektórym zmianom w przepisach rozwinęli się w świetnych, wszechstronnych zawodników.

Koszykówka jest sportem, który miał i ciągle ma, olbrzymi wpływ na popkulturę. Czujesz się częścią tej machiny?

- To tak naprawdę jeden z elementów tej podróży. W naszych czasach nie skupialiśmy się aż tak bardzo na tych rzeczach. Weźmy buty, za którymi teraz się tak szaleje. Dla nas miały spełniać właściwości koszykarskie. Teraz jest nieco inaczej. But to mocny nośnik marketingowy i nieodłączna, mocno zauważalna część kultury. Muzycy, raperzy, celebryci są teraz częścią NBA. Kiedy ja grałem, nigdy nie widziałem, żeby moje buty były słynne poza boiskiem.

*Szczepan Radzki prowadzi serwis Kolekcjonerbutow.pl .

Zobacz wideo

Messi i Ronaldo najlepiej opłacani? W NBA nie łapaliby się do Top10 listy płac!

Więcej o: