NBA. Kevin Garnett zakończył karierę po 21 sezonach. Odchodzi kolejny z wielkich

Kevin Garnett odstąpił od ostatniego roku kontraktu z Minnesotą Timberwolves i zakończył swoją wspaniałą karierę. Odchodzi jako jeden z najlepszych obrońców i walczaków w historii ligi.

Brzmi banalnie, ale NBA w rozpoczynającym się za miesiąc sezonie już nie będzie taka sama. Najpierw sportową emeryturę ogłosił Kobe Bryant, potem uczynił to Tim Duncan. Trzy dni przed rozpoczęciem obozów przygotowawczych podobną decyzję ogłosił Kevin Garnett.

Decyzja 40-latka zaskoczeniem nie jest. Od tygodni mówiło się o tym, że nie po drodze mu z władzami klubu z Minneapolis i kontrakt rozwiąże. Wiele osób spodziewało się, że może spróbuje jeszcze pograć rok np. w Los Angeles Clippers u boku trenera Doca Riversa, z którym zdobył swój jedyny mistrzowski pierścień. Garnett postanowił jednak odejść.

Swoją decyzję przekazał kibicom na Instagramie w krótkim materiale wideo. - Jestem wam bardzo wdzięczny. Ciężko jest mi to opisać słowami. Po prostu jestem wdzięczny. Nigdy nie przypuszczałbym, że tyle osób może w ten sposób mnie aż tak pokochać. Nie będzie łatwo, ale poradzimy sobie. Na razie idzie dobrze - mówi na klipie Garnett. Nagranie zakończone jest słowem "farewell", czyli pożegnanie. Ale pod filmem jeszcze jest jeden podpis - "ciąg dalszy nastąpi".

 

Garnett poinformował Timberwolves o swojej decyzji w piątek rano. Jak informuje serwis ESPN cała procedura będzie wyglądać tak, że Wolves wykupią kontrakt Garnetta, dzięki czemu koszykarz otrzyma 8 mln dolarów z ostatniego roku kontraktu. Podobny gest w lipcu zrobili San Antonio Spurs wobec odchodzącego Tima Duncana.

Garnett do ligi trafił w 1995 roku. Był pierwszym koszykarzem od dwóch dekad, który zdecydował się na grę w NBA wprost po szkole średniej. W drafcie z numerem piątym wybrali go Timberwolves, a on z zespołu błąkającego się po nizinach Konferencji Zachodniej, zrobił regularnego uczestnika play-off. Do finału Garnett z Wolves nigdy nie awansował. Po mistrzowski pierścień udał się w 2007 roku do Boston Celtics, upragniony tytuł zdobył już w pierwszym sezonie. Potem grał jeszcze w Brooklyn Nets. Na koniec kariery wrócił do Timberwolves, planował na emeryturze zainwestować w klub. Po śmierci trenera i prezesa Wolves Flipa Saundersa, zmieniły się władze klubu i chyba Garnettowi z nimi nie po drodze.

Garnett jest kolejnym łącznikiem pomiędzy erą Michaela Jordana, a koszykówką LeBrona Jamesa, Kevina Duranta czy Stephena Curry'ego, który z NBA odchodzi. Rozegrał 21 sezonów, 15 razy był wybierany do drużyn na Meczu Gwiazd, 12 razy był na koniec wybierany do najlepszych defensywnych drużyn NBA. W 2004 roku został MVP ligi, w 2008 roku został mistrzem NBA z Boston Celtics oraz najlepszym defensorem ligi.

Jest 17. graczem na liście strzelców wszech czasów (26071 zdobytych punktów), trzecim pod względem rozegranych minut (50418) i piątym jeśli chodzi o liczbę meczów (1462). Garnett przez całą karierę słynął z gry w obronie - na liście najlepiej zbierających ma dziewiątą lokatę (14662), a w zestawieniu zbiórek w obronie jest liderem (11453).

Przez całą karierę słynął ze swojej waleczności, ogromnego zaangażowania i ciężkiej pracy. Stawiał czoła wyzwaniom bez względu na to, czy walczył akurat o mistrzostwo, czy grał dla drużyny z nizin NBA.

Miał ogromny wpływ na różne trendy w lidze. Jego decyzja, żeby do NBA pójść z pominięciem gry dla uczelni wpłynęła na kariery wielu zawodników - po nim podobne decyzje podjęli m.in. Kobe Bryant, Tracy McGrady czy LeBron James.

Gdy w 2007 roku połączył siły z Paulem Piercem i Ray'em Allenem w Boston Celtics, w NBA zawodnicy i kluby zaczęli szukać możliwości stworzenia superdrużyn. W 2010 roku podobnie postąpili LeBron James, Dwyane Wade i Chris Bosh (wszyscy podpisali kontrakty z Miami Heat), a ostatnio Kevin Durant połączył siły z Stephenem Currym w Golden State Warriors.

W ostatnich latach Garnett wcielił się w rolę mentora dla młodych graczy. Wybrany w drafcie przez Timberwolves przed rokiem z numerem pierwszym Karl-Anthony Towns stawiał pierwsze kroki pod okiem Garnetta, tuż po decyzji swojego starszego kolegi zamieścił wymownego tweeta.

Ale potem jeszcze dodał na Instagramie: "Dziękuję za wszystko. Ty wiesz, jak będę tęsknił za grą z Tobą. Gratuluje wspaniałej kariery w historii koszykówki. Rozmawialiśmy o tym. Wiem, co mam robić. Teraz moja kolej".

Zobacz wideo

Złote czasy dla klubów NBA. Ile warte są najlepsze drużyny?

https://bi.im-g.pl/im/07/98/12/z19496967Q,LeBron-James-i-Stephen-Curry.jpg">

Więcej o: