Finał NBA. Steve Kerr. Trenerski debiutant, ale nie żółtodziób

Steve Kerr zdobył pięć tytułów mistrzowskich jako koszykarz, teraz mistrzem NBA został jako trener Golden State Warriors. Jest pierwszym od 1982 roku trenerem debiutantem, który poprowadził swoją drużynę do zwycięstwa w finale.

Rok temu o niego starali się New York Knicks z prezydentem Philem Jacksonem, który z Kerrem znał się bardzo dobrze i Golden State Warriors. W Knicks miałby budować zespół od zera, w Warriors spodziewano się, że uczyni z zespołu kandydata do tytułu.

49-letni Kerr postawił na Warriors. Oczarował władze klubu podczas rekrutacji, na spotkanie przyszedł doskonale przygotowany. Na stół wyłożył 400 stron materiałów o drużynie, planów na obóz przedsezonowy, pomysłów na rotacje składem czy zagrywki taktyczne. Nie zapomniał o wpływie motywacji i psychologii. Warriors byli zachwyceni, nie mieli wątpliwości, że to właściwy człowiek, mimo że Kerr trenerem nigdy wcześniej nie był.

Urodził się w Libanie, jako przedszkolak mieszkał we Francji, a do liceum chodził w Egipcie. W 1984 islamscy terroryści zastrzelili jego ojca, który był dyrektorem uniwersytetu w Bejrucie. Do NBA trafił w 1988 roku, z 50. numerem wybrali go Phoenix Suns. W lidze rozegrał 15 sezonów. Zdobył trzy mistrzowskie tytuły u boku Michaela Jordana w Chicago Bulls, dodał do tego dwa mistrzostwa w barwach San Antonio Spurs. Słynął z niesamowitej skuteczności w rzutach z dystansu. Po zakończeniu kariery cały czas był blisko NBA. W sumie przez osiem lat pracował jako ekspert i komentator, przez trzy lata był generalnym menedżerem Phoenix Suns.

- Miałem szczęście grać u najlepszych trenerów w historii. Mam na myśli Lute Olsona, Phila Jacksona, Grega Popovicha i Lenny'ego Wilkensa - mówił tuż po zdobyciu tytułu.

W sumie trenerzy, z którymi pracował, zdobyli 17 tytułów. Ten sezon potwierdził to, jak wiele dobrego zaczerpnął Kerr od swoich mistrzów, którzy mawiali, że 90 procent pracy trenera to stworzenie odpowiedniego środowiska dzięki własnej charyzmie i osobowości, a 10 procent to taktyka, którą Kerr nazywa tą łatwiejszą częścią.

- Jesteście wspaniali. A teraz postaram się was uczynić jeszcze lepszymi - to były jego pierwsze słowa jako trenera Warriors do koszykarzy. Kupili to od razu. Jak większość jego pomysłów.

Przed sezonem stwierdził, że będzie posyłał Stephena Curry'ego do pilnowania w obronie czołowych rozgrywających rywali, a nie, tak jak robili to jego poprzednicy, pozwalał mu na krycie słabszych graczy. Posadził na ławce najlepiej opłacanego w zespole Davida Lee, wcześniej podstawowego podkoszowego. - Pewnie, że wolałbym więcej grać, ale Steve od początku był z nami szczery i traktował nas z szacunkiem - mówił Lee.

Wreszcie Kerrowi udało się przekonać Andre Iguodalę, by zawodnik po 10 sezonach jako gracz pierwszej piątki i ze złotym medalem olimpijskimi na szyi dla dobra zespołu pogodził się z rolą rezerwowego, by mógł się rozwinąć talent Harrisona Barnesa.

- Każdy z graczy się poświęcił dla drużyny. Od Andre i Davida zaczynając, po wszystkich, którzy dostosowywali się do naszych pomysłów taktycznych. Stworzyliśmy fantastyczną grupę - stwierdził.

Jego zespół grał miłą dla oka i skuteczną koszykówkę opartą na wymienności pozycji i dużej liczbie rzutów z dystansu. Ruch piłki, pick'n'rolle i obrona, która zakładała zamiany w kryciu - to fundamenty jego taktyki. Luz, dobry humor, ale gdy trzeba było to konkrety i powaga - to jego metoda, by dotrzeć do zawodników. Udało się. Warriors wygrali aż 67 z 82 meczów w sezonie zasadniczym.

W trudnych momentach wiedział, jak dotrzeć do drużyny, i nie bał się ryzykownych decyzji. Gdy w drugiej rundzie play-off z Memphis Grizzlies jego zespół przegrywał 1-2, wysłał lidera Stephena Curry'ego na golfa, który dla MVP sezonu zasadniczego jest sportem numer dwa, by ten nieco oczyścił umysł, a podczas odpraw dzielił się z graczami wspomnieniami z czasów gry z Michaelem Jordanem. Gdy w finale Warriors przegrywali z Cavaliers także 1-2, Kerr postanowił przemodelować pierwszą piątkę - rezygnując z centra Andrew Boguta, postawił na skrzydłowego Andre Iguodalę. Ta decyzja odmieniła losy finałów, a Iguodali przyniosła tytuł MVP.

Golden State Warriors zdobyli pierwszy tytuł od 40 lat. Kerrowi udało mu się zrobić coś, czego nie dokonał nikt w ostatnich 33 latach - został pierwszym trenerem debiutantem, który doprowadził zespół do mistrzostwa NBA. W 1982 roku z Los Angeles Lakers tytuł zdobył debiutujący wtedy Pat Riley.

- W swoim pierwszym sezonie na ławce trenerskiej trafiłem na niesamowitą grupę koszykarzy. Miałem furę szczęścia, nie mogę w to uwierzyć. Fortuna nam sprzyjała, omijały nas kontuzje, ale było też dużo ciężkiej pracy. Po prostu wykorzystaliśmy nadarzające się okazje - stwierdził Kerr.

Teraz przed nim zadanie trudniejsze - czeka go obrona tytułu.

Na ten triumf czekali 40 lat! Golden State Warriors mistrzami NBA [ZDJĘCIA]

źródło: Okazje.info

Więcej o: