Golden State Warriors mistrzami NBA!

Golden State Warriors pokonali we wtorek Cleveland Cavaliers 105:97 i wygrali finałową serię 4-2. To pierwsze mistrzostwo NBA dla Warriors od 40 lat.

Warriors, najlepsza drużyna sezonu zasadniczego (wygrali 67 z 82 meczów), w finale łatwej przeprawy nie mieli, podnieśli się ze stanu 1-2 po trzech meczach i zwyciężyli serię o tytuł 4-2.

Cavaliers do ostatnich sekund nie złożyli broni. Gdy na niespełna dwie minuty przed końcem meczu Stephen Curry zdobył punkty po wejściu pod kosz, Warriors odskoczyli na 13 punktów (98:85), a kamery pokazały LeBrona Jamesa ze zwieszoną głową, wydawało się, że jest po wszystkim. Nie było! Cavs, jak przez całą serię, znaleźli gdzieś resztkę sił, by jeszcze powalczyć. Dellavedova trafił jeden rzut wolny, James trafił spod kosza, a trzy piekielnie szalone trójki trafił J.R. Smith i na 33 sekundy przed końcem spotkania zaliczka Warriors stopniała do czterech punktów. Więcej Cavs nie byli w stanie zrobić - Warriors trafili cztery z sześciu ostatnich rzutów wolnych, gospodarze do kosza już nie trafili, mimo szalonych prób Smitha.

Warriors świętować zaczęli na 10 sekund przed końcem meczu, a LeBron James pośpieszył z gratulacjami do Curry'ego i trenera Steve'a Kerra.

James zagrał kolejny wielki mecz. Rzucił 32 punkty, miał 18 zbiórek i dziewięć asyst, ale po raz kolejny poległ. Był to jego szósty finał NBA, tytuł zdobył jednak tylko dwukrotnie.

W tym sezonie miał trudne zadanie. We wtorek, tak jak przez niemal całą serię finałową, niósł na swoich barkach zespół, któremu szanse dawał mało kto. Cavs stracili przez kontuzję barku podstawowego podkoszowego Kevina Love'a na początku play-off, w pierwszym meczu finałowym poważnie nogę uszkodził Kyrie Irving i było jasne, że losy zespołu z Cleveland będą zależały od dyspozycji Jamesa. A ten nie zawiódł, po prostu przegrał z lepszym zespołem.

W meczu numer sześć 19 punktów dla Cavs rzucił J.R. Smith, 17 punktów i 12 zbiórek miał Timofiej Mozgow, a 15 punktów i 12 zbiórek Tristan Thompson. Zespół z Cleveland we wtorek walczył, prowadził nawet przez moment na początku drugiej połowy, ale poległ w starciu z mocniejszą drużyną.

Warriors od trzech spotkań konsekwentnie zaczynali mecze niską piątką, bez nominalnego środkowego, i we wtorek po raz kolejny zdało to egzamin. Mecz zaczęli od mocnego uderzenia, już po pierwszej kwarcie mieli 13 punktów przewagi. Gdy na przełomie drugiej i trzeciej kwarty Cavs odrobili straty i wyszli na dwupunktowe prowadzenie, Warriors wrzucili drugi bieg. Znów przyspieszyli grę, piłka szybciej zaczęła krążyć pomiędzy zawodnikami i trafiała najczęściej do tego, który stał niekryty. Trójki trafili Harrison Barnes i Draymond Green, a efektownymi wsadami popisywał się Andre Iguodala. Jeszcze w trzeciej kwarcie Warriors odzyskali dwucyfrowe prowadzenie, a w ostatniej części meczu po trzech "trójkach" z rzędu Iguodali, Curry'ego i Thompsona dali sygnał, że Cavs będą potrzebować nadludzkiego wysiłku, by przedłużyć serię. Gospodarze podjęli walkę w ostatnich dwóch minutach, ale strat nie odrobili.

Po 25 punktów dla Warriors rzucili Curry i Iguodala. Curry dołożył do tego osiem asyst, sześć zbiórek i trzy przechwyty, w końcówce dobrze panował nad piłką, gdy Cavs wymuszali faule. Iguodala znów harował w obronie przy LeBronie Jamesie, a do tego dołożył po pięć zbiórek i asyst. 16 punktów, 11 zbiórek i 10 asyst miał Draymond Green.

Na najbardziej wartościowego gracza finałów wybrano Iguodalę, który w głosowaniu pokonał Jamesa 7-4. Skrzydłowy Warriors jest pierwszym graczem w historii, który został wyróżniony tytułem MVP, choć w sezonie zasadniczym wszystkie mecze zaczynał jako rezerwowy. Finałową serię też zaczynał jako zmiennik, od czwartego meczu wrócił do pierwszej piątki.

Dla Golden State Warriors to pierwszy tytuł mistrzowski od 40 lat. Cavaliers na tytuł czekają już 51 lat. Muszą poczekać jeszcze przynajmniej rok.

Na ten triumf czekali 40 lat! Golden State Warriors mistrzami NBA [ZDJĘCIA]

źródło: Okazje.info

Więcej o: