Finał NBA. 44 punkty LeBrona Jamesa, dogrywka dla Warriors

Co za meczysko! LeBron James rzucił 44 punkty, ale jego Cleveland Cavaliers przegrali po dogrywce z najlepszą drużyną sezonu regularnego Golden State Warriors 100:108 w pierwszym meczu finału NBA.

Finały NBA zaczęły się od wielkiej koszykarskiej uczty. Były popisy gwiazd, świetne momenty graczy drugiego planu, taktyczne sztuczki trenerów i, wreszcie, dogrywka, o którą modlili się kibice przez całą zaciętą czwartą kwartę!

LeBron James zagrał niesamowity mecz. Przez 46 minut, które spędził na parkiecie, cały czas atakował obronę Warriors. Najskuteczniejszy był, gdy dostawał piłkę cztery-pięć metrów od kosza i grał tyłem do obręczy, ale trafiał też po wejściach pod kosz. W sumie rzucał aż 38 razy (trafił 18-krotnie), rzucił w sumie 44 punkty, miał sześć asyst i osiem zbiórek.

James miał szansę wygrać mecz dla swoje drużyny, ale spudłował rzut z półdystansu na trzy sekundy przed końcem, dodatkowa próba Imana Shumperta też była niecelna. W dogrywce wszystko ułożyło się po myśli Warriors. Pomogło obniżenie piątki przez trenera Kerra, który na ostatnie trzy minuty wystawił skład bez żadnego klasycznego centra z de facto trzema skrzydłowymi i dwoma rzucającymi. I to przyniosło skutek. Stephen Curry trafił cztery rzuty wolne z rzędu, a potem trójkę z rogu boiska trafił Harrison Barnes i na dwie minuty przed końcem dogrywki Warriors odskoczyli na siedem punktów. Cavaliers pudłowali rzut za rzutem, a do tego stracili swojego rozgrywającego Kyrie Irvinga, który na dwie minuty przed końcem meczu poślizgnął się i uszkodził kolano.

W dogrywce Cavs zdobyli tylko dwa punkty, do kosza trafili dopiero dziewięć sekund przed końcową syreną, gdy losy meczu były już rozstrzygnięte, a gospodarze nie bronili tak zaciekle. - W dogrywce zeszło z nas powietrze, a oni złapali rytm, zdobyli kilka punktów z rzędu, a my jeszcze straciliśmy Kyrie'ego - powiedział trener David Blatt.

MVP sezonu regularnego - Curry, rzucił 26 punktów, miał osiem asyst i cztery zbiórki, przez większość meczu miał problem ze złapaniem swojego rytmu, ale w czwartej kwarcie trafiał wielkie rzuty, w tym ten, gdy wykiwał LeBrona Jamesa i trafił z dalekiego półdystansu. W dogrywce też nie drżała mu ręka, gdy stawał na linii rzutów wolnych.

21 punktów dla Warriors dorzucił Klay Thompson, a 15 miał superrezerwowy Andre Iguodala. Trener Steve Kerr wykorzystał aż pięciu defensorów do krycia LeBrona Jamesa i dopiero Iguodala w końcówce nieco ograniczył poczynania koszykarza uznawanego za najlepszego na świecie. Świetnie bronił na nogach, zmuszał Jamesa do siłowej gry i rzutów nie z tych pozycji, jakie życzył sobie wypracować. - Andre to bardzo silny gracz, ale to chyba przede wszystkim najinteligentniejszy obrońca, z jakim miałem do czynienia - powiedział trener Kerr.

Skrzydłowy Warriors oprócz gry w obronie zaimponował rozważną grą w ataku i opanowaniem w trudnych momentach. W czwartej kwarcie trafił za trzy punkty, choć chwilę wcześniej spadł mu but. Wreszcie, to on podawał do Barnesa, gdy ten trafiał trójkę w dogrywce.

Warriors wygrali, bo znać o sobie dała szersza i bardziej wyrównana kadra. Aż 34 punkty zdobyli rezerwowi, podczas gdy Cavs od swoich zmienników dostali ledwie dziewięć punktów (wszystkie zdobył J.R. Smith).

Cavaliers prowadzeni przez Jamesa mieli szansę "ukraść" pierwszy mecz finałowy, zabrakło im niewiele, ale to, czy będą w stanie powalczyć z Warriors, zależy od stanu Irvinga. - Słyszycie po moim głosie, że jestem zmartwiony - powiedział rozgrywający Cavs zapytany o to, co mu się stało. W dogrywce doznał kontuzji lewej nogi, która problemy sprawiała mu już we wcześniejszych meczach.

Mecz numer dwa w nocy z niedzieli na poniedziałek. Transmisja TV w Canal+ Sport.

Irokez, figurka, głosowanie. Co zapamiętamy z tego sezonu Marcina Gortata?

źródło: Okazje.info

Kto będzie mistrzem NBA?
Więcej o: