NBA. Kobe Bryant: "To banda idiotów". Jest odpowiedź ESPN

Od dłuższego czasu wiem, że to banda idiotów - powiedział Kobe Bryant, gdy zapytano, co myśli o tym, że ESPN umieścił go na 40. miejscu w swoim rankingu. Odpowiedzieć Bryantowi postanowił Royce Webb. - Obecna wersja Bryanta niezbyt przypomina koszykarza NBA.

ESPN od kilku lat przed sezonem tworzy ranking zawodników. W kolejnych tygodniach poznajemy nazwiska i ich pozycje, wszystkie łatwo znaleźć, wpisując w twitterową wyszukiwarkę hashtag #NBArank.

Gorąco było już przed rokiem, gdy z ocen dziennikarzy ESPN wyszło, że powracający wtedy po kontuzji achillesa Kobe Bryant wylądował na 25. miejscu. Nazwał wtedy ranking głupim i śmiesznym. Zmienił avatar na Twitterze na cyfrę 1225 - pierwsza miała odnosić się do prognozowanej pozycji LA Lakers, a druga do miejsca Bryanta w rankingu. Postanowił potraktować to jako motywację, ale jego sezon nie trwał zbyt długo. Po zaledwie sześciu meczach doznał kolejnego urazu i do gry już nie wrócił.

W tym roku ESPN umieścił Bryanta na 40. miejscu swojego rankingu. Bryant zapytany, co o tym sądzi, stwierdził w swoim stylu: - Od dłuższego czasu wiem, że to banda idiotów - powiedział. - Mnie motywują rzeczy, które choć trochę mieszczą się w kategorii tych realnych - dodał, uśmiechając się.

Żarty na bok. To w ogóle mnie to nie rusza. Będę robił swoje mimo wszystko. Jeśli Bóg pozwoli i będę zdrowy, to udowodnię wielu osobom, że nie mają racji - stwierdził już poważnie.

Słowami Bryanta poczuł się dotknięty Royce Webb z ESPN.com, który postanowił ostro odpisać. W tytule tekstu pyta, czy czasem ranking ESPN nie przecenił Kobe Bryanta? "Kobe Bryanta udowadnia, że czas pozbyć się ze słownika NBA słowa szacunek. To przez szacunek do niego tak przecenialiśmy jego pozycję w rankingu" - pisze Webb.

"Kobe Bean Bryant był jednym z najgorszych graczy w ostatnim sezonie - to była 30-milionowa katastrofa. Był bliżej 425. miejsca niż 25. miejsca. Zagrał sześć meczów, w których w większości był tragiczny, zespół grał lepiej, gdy go nie było, a do tego obśmiewał kolegów z drużyny".

"Dlaczego go umieściliśmy na 25. miejscu? Z szacunku. Szanujemy starszych, a w NBA szanuje się weteranów. Ale co jeśli ktoś używa szacunku jako broni?" - pyta Webb.

Dziennikarz ESPN.com słusznie broni się przed złośliwymi i niezbyt eleganckimi komentarzami Bryanta, jednak nieco zapomina się w swoich emocjach.

"Jeśli traktowalibyśmy Bryanta jak każdego innego gracza, to nie powinien znaleźć się na 25. miejscu czy w jego najbliższej okolicy" - pisze i jednocześnie popełnia błąd - ranking jest tworzony przed sezonem. Nikt z ponad setki ekspertów nie był w stanie przewidzieć, jak Bryant zagra. I że będzie miał kolejny poważny uraz. Spadek z pierwszej dziesiątki na 25. miejsce wynikał głównie z tego, że ciężko było ocenić, jak na jego grę wpłynęła kontuzja. Przed urazem grał fantastycznie.

"Na szacunek trzeba ciężko zapracować, a obecna wersja Kobe Bryanta niezbyt przypomina koszykarza NBA" - napisał ostro Webb. Zbyt ostro. Choć po Bryancie widać upływ czasu i wpływ kontuzji, to w sparingach udowadnia, że koszykarzem NBA jest. W czwartkowym meczu z Utah Jazz (przegranym 86:119) rzucił 27 punktów, miał pięć zbiórek i cztery asysty. Cieniują za to jego Lakers - z czterech sparingów wygrali tylko jeden.

Więcej o: