Koszykówka. Finał NBA jak przed rokiem. Na to wszyscy czekali

Miami Heat i San Antonio Spurs znów zagrają o mistrzowskie pierścienie. Dla Heat to szansa na historyczny three-peat, dla Spurs na zwieńczenie cudownych 15 lat, a dla kibiców na kolejne starcie przyszłych legend NBA - pisze dziennikarz Sport.pl Michał Owczarek.

O NBA tweetuje Michał Owczarek - @mikelwwa

Miami Heat w finale Wschodu pokonali 4-2 Indianę Pacers, San Antonio Spurs, także w sześciu meczach, w finale Zachodu okazali się lepsi od Oklahoma City Thunder. Będzie powtórka finału z zeszłego roku!

Przez cały sezon w NBA pasjonowaliśmy się różnymi rywalizacjami, kandydatów na finalistów widzieliśmy w Pacers, Clippers, Rockets czy Thunder, ale gdzieś pod skórą wszyscy czekali na powtórkę z zeszłego roku. Starcie nowego MVP Kevina Duranta z najlepszym koszykarzem ostatnich lat LeBronem Jamesem byłoby niezwykle pasjonujące, ale to rywalizacja Heat ze Spurs wywołuje ciarki na plecach. Wszystko przez zeszłoroczne finały. W nich było wszystko.

Niesamowite mecze Heat, Pacers, świetna gra największych gwiazd, błyśnięcia graczy drugiego planu. Akcja i reakcja. Zaskakujące zwroty akcji. I przede wszystkim to, że Spurs już byli tuż tuż kolejnych pierścieni, już szykowali się do wzniesienia mistrzowskiego trofeum, ale Heat wyrwali im wygraną w niesamowitym meczu numer sześć, a potem prowadzeni przez LeBrona Jamesa dopełnili dzieła w meczu numer siedem.

W tym sezonie koszykarze Miami Heat przedryfowali do finału. Dla nich celem, była szansa na trzecie z rzędu mistrzostwo. W sezonie zasadniczym zachwycali tylko chwilami, jakby to dla nich był okres przygotowawczy do najważniejszych gier. Ekipa z Florydy jest trzecią w historii, która gra w czterech finałach z rzędu. Ma szansę jako czwarta drużyna po Boston Celtics, Chicago Bulls i Los Angeles Lakers na tzw. three-peat, czyli trzy kolejne mistrzowskie tytułu. Dla LeBrona Jamesa to walka o wejście na kolejny stopień na drabinie najlepszych graczy wszech czasów. Wrócą porównania z Michaelem Jordanem.

Gdyby Gary Lineker zajmował się koszykówką, mówiłby, że "NBA to taka liga, w której gra 30 zespołów, a na koniec i tak wygrywają Spurs". Od kilku lat powtarza się, że paczka prowadzona przez trio Duncan, Ginobili, Parker już nie ma paliwa i raczej w tym roku znajdzie się ktoś, kto ich zastąpi, ale to oni ciągle są na topie. Ten sezon udowodnił, że maszyna dowodzona przez niesamowitego trenera Gregga Popovicha jest doskonale naoliwiona i pędzi po piąty mistrzowski tytuł w ostatnich 15 latach.

Pierwszy mecz o godz. 3 w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu. Na analizy i finałowe prognozy przyjdzie czas. Na razie cieszmy się, że o najważniejsze trofeum zagrają przyszłe legendy NBA.

Człowiek-jednorożec, człowiek-koszykowa piłka... Festiwal osobliwości w NBA i NHL [ZDJĘCIA]

Która drużyna zostanie mistrzem NBA?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.