NBA. Mecz życia Marcina Gortata. Wizards ciągle w grze

Marcin Gortat rzucił 31 punktów i miał 16 zbiórek w wygranym przez jego Washington Wizards 102:79 piątym meczu półfinału play-off Konferencji Wschodniej z Indianą Pacers. Polak zagrał najlepszy mecz w karierze i wydatnie przyczynił się do tego, że sezon jego drużyny jeszcze się nie skończył.

Indiana Pacers - Washington Wizards 79:102 (19:25, 19:20, 14:31, 27:26)

Gortat, który w dwóch ostatnich meczach z Pacers był niemal niewidoczny, we wtorek zagrał najlepszy mecz w karierze. W spotkaniu, które decydowało o być albo nie być zespołu, w ataku był niemal bezbłędny, w zbiórkach dominował, a w obronie był nie do przejścia.

Polski środkowy zagrał fenomenalny mecz. Rzucił 31 punktów, co jest jego rekordem w play-off i wyrównaniem rekordu z sezonu zasadniczego. Do tego dołożył 16 zbiórek (także rekord w play-off), dwie asysty, przechwyt i blok. Jest pierwszym graczem drużyny z Waszyngtonu od 27 lat, który mecz play-off zakończył z przynajmniej 30 punktami i 15 zbiórkami. Poprzednim, który tego dokonał, był Moses Malone.

Polak był nie do zatrzymania, a Wizards to wykorzystywali. Już do przerwy miał double-double (17 punktów, 11 zbiórek). Od samego początku trafiał po akcjach tyłem do kosza, półhakami, po zagraniach pick and roll. Niemal się nie mylił - trafił 13 z 15 rzutów z gry, wykorzystał pięć z siedmiu rzutów wolnych. W walce o zbiórki królował - na początku czwartej kwarty, gdy schodził z boiska, miał jedną zbiórkę więcej niż cały zespół Pacers (16:15). Ostatecznie gospodarze zebrali 23 piłki, a Wizards w sumie 63.

Polak wykonał też kawał świetnej roboty w obronie, zwłaszcza w grze przeciwko Royowi Hibbertowi. Środkowy Pacers po fatalnym początku play-off ostatnio się przebudził. W dwóch ostatnich meczach zdominował Gortata i Brazylijczyka Nenego. Teraz musiał uznać wyższość Polaka. 30-letni center z Łodzi umiejętnie wypychał Hibberta spod kosza, zmuszał do gry dalej od obręczy, nie dawał możliwości łatwych rzutów. Efekt? Cztery punkty, 2 na 7 z gry i dwie zbiórki rywala.

Zasługi Gortata są nie do przecenienia, ale wygranej Wizards nie byłoby, gdyby nie świetna gra Johna Walla. 23-letni rozgrywający, który za grę w ostatnich meczach był przez lokalną prasę krytykowany, pokazał, że to on jest liderem drużyny. Rzucił rekordowe dla siebie 27 punktów, z czego aż 17 po przerwie, gdy Wizards zaczęli budować przewagę, która momentami sięgała nawet 30 punktów. Miał też pięć zbiórek i pięć asyst.

18 punktów i osiem zbiórek dołożył Bradley Beal. Najwięcej punktów dla Pacers, 17, rzucił David West, a 15 punktów miał Paul George.

Wizards udało się także zwalczyć klątwę trzeciej kwarty. Do tej pory w rywalizacji z Pacers to rywale lepiej grali po przerwie. W czterech wcześniejszych meczach rzucili aż o 42 punkty więcej od Wizards. W środę historia się odmieniła - gracze z Waszyngtonu wygrali trzecią część meczu 31:14, zbudowali ogromną przewagę, której nie roztrwonili (jak w meczu numer cztery). Zwyciężyli 102:79 i w rywalizacji do czterech zwycięstw przegrywają już tylko 2-3.

Wizards - zwyciężając w Indianapolis - uciekli spod topora. W historii play-off tylko osiem ze 194 drużyn wywalczyło awans, przegrywając trzy z czterech pierwszych meczów. Wizards podtrzymanie nadziei na awans zawdzięczają dobrej grze na wyjazdach - poza własną halą w tegorocznym play-off wygrywali już pięciokrotnie. By jednak sezon dla nich nie zakończył się w czwartek, muszą wygrać przed własną publicznością. Oba mecze z Pacers w Waszyngtonie przegrali.

Indiana Pacers - Washington Wizards 79:102

Indiana: West 17, George 15, Stephenson 9, Hibbert 4, Hill 3 oraz Copeland 9, Watson 7, Scola 5, Mahinmi 2, Turner 2, Allen 2, Butler 2, Sloan 2

Washington: Gortat 31, Wall 27, Beal 18, Ariza 10, Nene 4 oraz Harrington 4, Webster 2, Miller 2, Porter 2, Temple 2, Booker 0, Seraphin 0

Wielki mecz Gortata na wielkich zdjęciach. Zobacz galerię >>

Więcej o: