Jay Z - od rapera do sportowego agenta

Ikona hip-hopu chce zarabiać na znajomościach ze sportowcami, reprezentuje m.in. gwiazdora NBA Kevina Duranta. Czy raperskie metody przyjmą się w sportowej Ameryce?

Jay Z to pseudonim Shawna Cartera, zdobywcy 17 nagród Grammy, który sprzedał ponad 50 mln płyt. Nie mniej sławna jest jego żona - piosenkarka Beyoncé.

Muzyka przyniosła Jayowi Z sławę, ale miliony zawdzięcza talentowi biznesowemu - zarabia także na wytwórni płytowej, muzycznej agencji menedżerskiej, sieci klubów, linii odzieżowej, kosmetykach i nieruchomościach. "Forbes" wycenia wartość jego marki na 475 mln dolarów.

Sportu nie omija. Był współwłaścicielem koszykarskich Nets, doprowadził do przeniesienia klubu z New Jersey na Brooklyn. Kibicuje nowojorskim Giants (futbol amerykański), często nosi czapkę z logo Yankees (baseball), ma wielu przyjaciół wśród zawodników.

Teraz chce na sportowych znajomościach zarabiać. Założył agencję menedżerską Roc Nations Sports, która ma prowadzić interesy zawodników z lig NBA, NFL, MLB, NHL i innych amerykańskich sportów. Jay Z zdaje sobie sprawę, że na rynku jest nowicjuszem, dlatego od razu wszedł w sojusz z gigantem w branży - Creative Artist Agency, która reprezentuje ponad 800 znanych sportowców.

Wśród nowo pozyskanych klientów najbardziej rozpoznawalny jest Kevin Durant, gwiazda NBA i Oklahoma City Thunder. 25-letni koszykarz dołączył do Jaya Z, zostawiając po roku współpracy jednego z czołowych agentów koszykarskich Roba Pelinkę, współpracującego m.in. z Kobe Bryantem.

Jeszcze głośniejsze było przejęcie Robinsona Cano, baseballisty New York Yankees, od Scotta Borasa, potentata wśród agentów baseballowych. Jay Z ten transfer skwitował nawet w piosence, rapując: "Scott Boras, koniec z tobą/ Robinson Cano, idziesz ze mną".

Agencja Jaya Z reprezentuje też futbolistów Victora Cruza (New York Giants) i Geno Smitha (New York Jets) oraz koszykarkę WNBA Skylar Diggins (Tulsa Shock).

Interes kręci się z raperskim rozmachem, już po kilku miesiącach pracownicy agencji dostali po 50 tys. dol. premii, a Diggins z okazji ukończenia szkoły - wartego ponad 100 tys. dol. mercedesa CLS 63 AMG.

Cano na urodziny od swojego nowego agenta otrzymał wart blisko 34 tys. dol. zegarek. I właśnie od tego podarunku zaczęły się pierwsze kłopoty Jaya Z. Sprawą zainteresował się bowiem związek zawodowy ligi MBL, który sprawdza, czy raper nie naruszył przepisów. Agenci nie mogą oferować drogich prezentów zawodnikom, bo może to być uznane za formę nakłaniania ich do przedłużenia umowy. Związek musi wiedzieć o każdym prezencie o wartości powyżej 500 dol.

Nie wiadomo, czy Jay Z zostanie ukarany za drogi prezent. Wiadomo, że wizerunkowo już wygrał - o jego nowym biznesie mówi cała sportowa Ameryka.

- To nie fizyka kwantowa. Jay Z nigdy nie negocjował w sportowym środowisku, ale wątpię, by miał z tym problemy. Załatwiał kontrakty z szefami wytwórni płytowych, a to ostrzejsi zawodnicy niż sportowi menedżerowie. Doskonale wie, jak rozmawiać o wielkich pieniądzach - mówi anonimowo ESPN jeden z agentów.

Niektórzy konkurenci wytykają raperowi, że jest większą gwiazdą niż klienci i zabraknie mu czasu, by na serio poświęcić się rozwojowi ich karier. - Miałem kiedyś gracza, który po każdym meczu dzwonił i pytał, jak mu poszło. Nie sądzę, by Jay Z odnalazł się w tej roli - uważa hokejowy agent Alex Linsky.

- Walczą z nami, bo wiedzą, że czas wziąć się do roboty. Przez ostatnie 20 lat siedzieli wygodnie w fotelach i czekali na czeki. Teraz muszą zacząć dbać o klientów. Inaczej sportowcy ustawią się do nas w kolejce - odpowiada Jay Z.

Więcej o: