Koszykówka. Rodman wraca do Korei

- Zebrałem już siedem osób i rozmawiam z kolejnymi. Ci faceci mówią "świetnie, jedźmy tam". Zabiorę do Korei kumpli z NBA, żeby po powrocie powiedzieli "hej, tam nie jest tak źle, jak myślicie" - tak Dennis Rodman zapowiada swój kolejny wyjazd do Korei Północnej. Były gwiazdor wybiera się do Kim Dżong Una ok. świąt Bożego Narodzenia.

52-letni Rodman nie chce ujawnić nazwisk kolegów, których namówił już na wspólne występy w Korei. Jeden z najbardziej kontrowersyjnych koszykarzy w historii jest przekonany, że Pjongjang spodoba się tym, których ze sobą zabierze. - To będzie dla nich okazja, żeby zobaczyć nową kulturę. Zabieram ich tam, żeby tu wrócili i mogli z wami porozmawiać - mówi amerykańskim dziennikarzom.

Rodman, który uważa się za przyjaciela północnokoreańskiego dyktatora Kim Dżonga Una, po poprzednich wizytach u niego próbował przekonywać, że 30-latek to w gruncie rzeczy "fajny dzieciak". - On lubi, kiedy ludzie wokół niego są szczęśliwi - twierdzi były koszykarz. O tym, że notorycznie łamie prawa człowieka, że skazuje swych rodaków na życie w skrajnym ubóstwie, a sam pławi się w luksusach, Rodman rozmawiać nie chce. Dla niego ważne jest, że Kim Dżong Un kocha koszykówkę. Jak Barack Obama.

Amerykańscy dyplomaci są źli, że Rodman daję się wykorzystywać reżimowi, służąc za ocieplacz wizerunku wnuka Kim Ir Sena. - To wspaniały facet, dobry ojciec, który ma piękną rodzinę - mówi Rodman o Kim Dżon Unie. I dodaje, że polityka prowadzona przez przyjaciela go nie obchodzi.

Dawny gwiazdor NBA to bankrut, który m.in. przez konieczność płacenia alimentów zmuszony jest szukać możliwości zarobku. O planach kolejnej wyprawy do Korei Rodman opowiadał w Chicago, gdzie promował jedną z wódek. - Kiedy byłem sportowcem, ludzie myśleli, że jestem czymś w rodzaju postaci z kreskówki. Teraz biorą mnie na poważnie. Widzą we mnie światowego ambasadora - mówi w odpowiedzi na zarzuty, że wszystko robi tylko dla pieniędzy.

Więcej o: