NBA. San Antonio Spurs - starzy ludzie, co ciągle mogą

W NBA zmieniają się gwiazdy, mistrzowie, przepisy, ale San Antonio Spurs wciąż są w czołówce. Modelowy klub Gregga Popovicha i Tima Duncana znów awansował do finału.

Słowo "znów" jest tu trochę rozciągnięte w czasie - od ostatniego finału NBA z udziałem Spurs minęło już sześć lat. Pasuje jednak, jeśli odnieść je do długowieczności kluczowych postaci drużyny - 37-letniego Duncana, 36-letniego Manu Ginobiliego i 31-letniego Tony'ego Parkera. Trenuje ich Popovich - koszykarski odpowiednik Alexa Fergusona, prowadzący zespół z San Antonio od - uwaga! - 1996 roku. To najdłuższy staż w historii amerykańskich lig zawodowych. Duncan i Popovich pierwszy tytuł zdobyli w 1999 roku. Cały kwartet zwyciężał potem w latach 2003, 2005 i 2007.

Długa współpraca, poobijane łydki, kolana, plecy, ręce i dłonie gwiazd sprawiły, że koniec Spurs wieszczy się od kilku lat. - Gdybyśmy was słuchali, byłoby po nas już w 2008 roku - stwierdził Parker podczas zakończonej w poniedziałek serii z Memphis Grizzlies, którą jego zespół, dzięki świetnej obronie, wygrał 4-0. - Ludzie mówili, że jesteśmy starzy, gdy zdobyliśmy ostatni tytuł. I pewnie mieli rację, jesteśmy starzy. Ale gramy dobrze, gramy razem i co roku walczymy o tytuł - dodawał Ginobili.

Spurs są przykładem klubu modelowego. San Antonio jest małym rynkiem - choć jest siódmym miastem w USA pod względem liczby mieszkańców, pozostaje na uboczu zainteresowania mediów. Pieniądze z umów telewizyjnych są relatywnie niskie, klub sprzedaje mniej pamiątek niż Chicago Bulls czy Boston Celtics, a miasto nie jest tak atrakcyjne dla młodych gwiazd jak Nowy Jork czy Los Angeles. Jednak to w San Antonio, dzięki know-how, cierpliwości i właściwym wyborom personalnym, zbudowano zespół, który od 16 lat nieprzerwanie gra w play-off. Pod tym względem nie dorównuje mu w ostatnich dwóch dekadach żaden inny.

Architektem sukcesów jest Popovich, potomek imigrantów z Bałkanów, który odsłużył pięć lat w amerykańskich siłach powietrznych, a jako asystent trenera pracował u wysokiej klasy fachowców - Larry'ego Browna i Dona Nelsona. Prowadzi Spurs, łącząc wojskowy dryl ze świetnym przygotowaniem taktycznym. I ma nosa, jeśli chodzi o dobór graczy.

Owszem, w 1997 roku miał też szczęście - Spurs wylosowali pierwszy numer draftu i Popovich bez wahania wybrał Duncana, człowieka robota, który się nie uśmiecha, ale już wywalczył sobie miejsce w historii ligi. Świetny podkoszowy dziesięć razy znalazł się w najlepszej piątce sezonu - za pierwszym razem, w 1998 roku, tworzył ją z gwiazdami poprzedniej epoki: Garym Paytonem, Michaelem Jordanem, Karlem Malone'em i Shaquille'em O'Nealem. To on najlepiej reprezentuje styl zespołu, który niektórzy fachowcy nazywają "niszczycielem zabawy" - jest mniej widowiskowy, ale zabójczo skuteczny.

Ginobili i Parker to już jednak wynalazki Popovicha - Argentyńczyka Spurs wybrali dwa lata po Duncanie z 57. numerem draftu, Francuza - dwa lata później z 28. Ginobili, leworęczny spryciarz, znany jest i z szalonych, i ze skutecznych akcji. - Manu? Przestałem go trenować dawno temu - mówił kilka tygodni temu Popovich, gdy w meczu z Golden State Warriors Argentyńczyk najpierw oddał bezsensowny rzut z dystansu, ale w ostatnich sekundach zdobył trzy zwycięskie punkty. Z kolei Parker nigdy nie lśnił blaskiem największej gwiazdy ligi, jednak też od lat nie schodzi poniżej bardzo dobrego poziomu.

Trzon drużyny Popovich obudowuje z namysłem - Spurs zawsze mają twardego obrońcę na pozycji skrzydłowego, wysokiego gracza, który rzuca za trzy, weteranów, którzy na zakończenie kariery godzą się grać za niższe pieniądze, i środkowych spoza USA, którzy pomagają pod koszem Duncanowi. To dość typowy przepis na sukces w NBA, ale tylko w San Antonio daje efekty przez blisko dwie dekady.

W finale Spurs zagrają z broniącymi tytułu Miami Heat lub z Indiana Pacers. Po trzech meczach Heat prowadzili 2-1, mecz nr 4 odbył się w nocy z wtorku na środę. Dla ligi i dla kibiców wymarzonym starciem o tytuł byłaby rywalizacja Spurs - Heat. Najlepszy koszykarz ligi LeBron James, zanim przeszedł do Miami, grał w Cleveland Cavaliers. W finale w 2007 roku przegrał 0-4 właśnie ze Spurs.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS i na Androida

Więcej o: