NBA. Kobe Bryant kontuzjowany. "Nie mogę chodzić"

Los Angeles Lakers wygrali piekielnie ważne spotkanie z Golden State Warriors 118:116, ale urazu doznał ich lider Kobe Bryant, który w czwartej kwarcie najprawdopodobniej uszkodził ścięgno Achillesa. Jeśli badania potwierdzą wstępne diagnozy, sezon dla Bryanta już się skończył.

Bryant kontuzji lewego Achillesa doznał na nieco ponad trzy minuty przed końcem czwartej kwarty. Lider Lakers próbował minąć debiutanta Harrisona Barnesa. Zrobił dwa kroki i się przewrócił. Sędziowie odgwizdali faul. Bryant momentalnie złapał się za kostkę i zaczął rozmasowywać, a na jego twarzy pojawił się grymas bólu. Zanim jednak zszedł z parkietu, trafił oba rzuty wolne.

Do momentu kontuzji Bryant nie zszedł ani na moment z parkietu. Rzucił 32 punkty, chwilę przed odniesieniem urazu trafił dwukrotnie z dystansu.

Koszykarz w sobotę przejdzie badanie rezonansem magnetycznym, które określi, jak poważna jest kontuzja. Sztab Lakers nie wyklucza, że ścięgno Achillesa w lewej nodze Bryanta jest zerwane. Oznaczałoby to nie tylko koniec sezonu, ale być może nawet ponad półroczną przerwę.

"Smutny zmęczony, zniechęcony"

Bryant zgodził się na rozmowę z dziennikarzami po meczu. Na jego twarzy nie widać złości czy wściekłości, a bezsilność, bo zdaje sobie sprawę, że w tym sezonie już nie zagra. Powiedział, że z bólem nie będzie mógł grać, bo nie jest w stanie chodzić. Prawdopodobnie będzie musiał przejść operację. Zapytany, czy to największe rozczarowanie w jego karierze, odparł "na pewno".

- Zrobiłem ruch, który wykonywałem już milion razy i coś mi przeskoczyło - mówił Bryant. - Schodząc z parkietu byłem wkurzony i smutny. Dojście do tego punku w sezonie kosztowało nas wiele pracy - dodał.

To 17 sezon Bryanta w NBA. 34-letni koszykarz słynie z końskiego zdrowia i wielkiej tolerancji na ból. Wielokrotnie zdarzało się, że grał z dość poważnymi urazami. Jego organizm znosi ogromne przeciążenia - przez całą karierę zagrał ponad 45 tysięcy minut w sezonie zasadniczym i ponad osiem tysięcy minut w play-off. W ostatnich siedmiu meczach z parkietu schodził bardzo rzadko - w sumie na ławce przesiedział około kwadransa.

- Nigdy nie musiałem się zmierzyć z czymś takim. To dla mnie nowe doświadczenie. Gdy siedziałem w szatni, byłem potwornie smutny, zmęczony i zniechęcony myśląc o szczycie, na który muszę się wspiąć. To będzie długi proces - mówił Bryant.

Lider Lakers mówi, że do jak najszybszego powrotu na parkiet motywuje go to, że przyszły sezon jest ostatnim w jego obecnym kontrakcie. - Gracze w moim wieku doznają podobnych urazów i mówią, że do formy już nie wrócą. Już słyszę takie głosy. Samo myślenie o tym mnie wkurza - dodał.

Co z play-off?

Lakers bez Bryanta w końcówce udało się pokonać Golden State Warriors i utrzymać ósme miejsce w Konferencji Zachodniej. W tym sezonie koszykarze z Los Angeles zagrają jeszcze dwa mecze - w niedzielę z San Antonio Spurs oraz w środę Houston Rockets. Jeśli wygrają oba, zagrają w play-off. W przypadku jednej lub dwóch porażek, los Lakers będzie zależał od Utah Jazz.

Jazzmani na dwa mecze przed końcem sezonu mają jedną porażkę więcej niż Lakers. Jeśli na koniec sezonu zrównają się z nimi bilansem, to koszykarze z Utah zagrają w play-off, bo w sezonie zwyciężyli w dwóch z trzech meczów z Lakers.

Wróci silniejszy

Uraz Bryanta to temat numer jeden w amerykańskich mediach. Na Twitterze wsparcia liderowi Lakers udzielają koledzy z drużyny i rywale.

- Współczuję Bryantowi. Ale jeśli jest ktokolwiek, kto mógłby wrócić do gry w pełni sił po takiej kontuzji, to może być tylko on. Powodzenia - napisał LeBron James.

- Kobe, to tylko mała dziura na drodze. Dzięki, że natchnąłeś nas do walki. Nawet nie zauważysz, kiedy wrócisz do gry - napisał Metta World Peace.

- Trudny moment z powodu kontuzji Kobego. Życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia. Nie mam wątpliwości, że wróci silniejszy - Pau Gasol.

Więcej o: