Michael Jordan ma 50 lat. Czy zagra jeszcze w NBA?

Sześciokrotny mistrz NBA i MVP finałów. Ma dwa złote medale olimpijskie. Jest trzecim strzelcem wszech czasów NBA. 17 lutego 50. urodziny obchodzi Michael Jordan. Wielu zastanawia się, czy w tym wieku ciągle dawałby radę na parkiecie.

Urodziny Michaela Jordana wypadają tego samego dnia co 62. Mecz Gwiazd NBA. Mecz, w którym Jordan lubił być w centrum uwagi - grał w nich 14-krotnie, trzy raz wybierano go na MVP, a w 1988 roku wygrał w wielkim stylu konkurs wsadów dzięki "paczce" z linii rzutów wolnych.

Świętowanie 50. urodzin "Jego Powietrzności" trwa od dobrych kilku dni. W zeszłym tygodniu Jordan znalazł się na okładce magazynu "Sports Illustrated" (po raz 50. w karierze), ESPN Sports Center odlicza 50 największych momentów z jego kariery. Nie ma radia, telewizji czy internetowego serwisu, który pominąłby pięćdziesiątkę MJ. - Nie pamiętam, byśmy z takim rozmachem zajmowali się 50. urodzinami Larry'ego Birda czy Magica Johnsona - mówi Melissa Isacson z "Chicago Tribune".

Szaleństwo ciągle w nim tkwi

Wszyscy wspominający i komentujący karierę Jordana zadają sobie pytanie: Czy Jordan byłby w stanie grać w wieku 50 lat w obecnej NBA? Czy miałby szansę w starciu z przynajmniej dwie dekady młodszymi zawodnikami?

- Nie mam wątpliwości, że by sobie poradził. Zwłaszcza gdyby był w formie i unikał kontuzji. Jeśli grałby w zespole z LeBronem Jamesem czy Kobe'em Bryantem, mógłby spokojnie zdobywać ponad 10 punktów w meczu, grając około 20 minut - przekonuje Antawn Jamison, skrzydłowy Los Angeles Lakers.

Wrigt Thompson w artykule "Jordan has not left the building" zwraca uwagę, że w wielu biografiach słowem, którego najczęściej używa się, określając Jordana, jest szaleństwo. "On być może już nie gra w koszykówkę, ale to szaleństwo ciągle w nim jest. Ogień pozostał, dlatego on cały czas poszukuje sposobu na wyzwolenie emocji, czy to na polu golfowym, czy przy stole do black jacka. To dlatego tyle energii wkłada w prowadzenie Charlotte Bobcats i ciągle marzy o powrocie".

Skopał tyłek 20-latkowi

To, że Jordan nie zapomniał, jak się kozłuje i trafia do kosza, doskonale wiedzą koszykarze Charlotte Bobcats. Najsłabszy zespół w NBA, którego Jordan jest właścicielem, czasami odbywa treningi z legendą i obserwujący je dziennikarze twierdzą, że nikt z MJ-em równać się nie może.

Ostatnio Jordan zagrał mecz jeden na jeden z wybranym z numerem drugim w ostatnim drafcie Michaelem Kiddem-Gilchristem. 20-latek... przegrał.

- To był dla mnie ciężki dzień. Przegrałem z 50-letnim gościem. On jest najlepszym graczem w historii i ciągle jest dobry - przekonywał dziennikarzy Kidd-Gilchrist. Wyniku nie ujawniono, a na pytanie dziennikarzy, czy się czasem swojemu pracodawcy zwyczajnie nie podłożył, odparł: - Tylko dlatego, że jest moim szefem? Nieee, nie dałem mu wygrać.

Zapytany, czy 50-letni Jordan przetrwałby w obecnej NBA, powiedział: - W ogóle by mnie to nie zdziwiło. On ciągle to ma.

- On ciągle ma w sobie tę żyłkę rywalizacji. Grywam z nim jeden na jednego, bardzo chce wygrywać. Nie wiem, jak z jego obroną, ale do kosza ciągle umie trafiać - dodał Gerald Henderson, kapitan Bobcats, który raz na jakiś czas mierzy się z Jordanem.

50-latków w NBA dotąd nie było

Gdyby Jordan w 2013 roku postanowił po raz kolejny zagrać w NBA, pobiłby kolejny rekord. Na pewno byłby najstarszym zawodnikiem w historii, który biegałby po parkietach najlepszej ligi świata. Na razie rekord należy do Nata Hickleya. Skrzydłowy w sezonie 1947-1948 krótko przed swoimi 46. urodzinami zagrał mecz w barwach Providence Steamrollers. Spudłował sześć rzutów z gry, trafił dwa z trzech rzutów wolnych i pięciokrotnie faulował. W ostatnich 16 latach najstarszymi, którzy wybiegli na parkiet, byli 44-letni Kevin Willis (w 2007 roku) i 43-letni Robert Parish (1997 roku).

- Pewnego dnia możecie zobaczyć mnie na parkiecie w wieku 50 lat. Nie śmiejcie się. Nigdy nie mówię nigdy. Ograniczenia, tak jak lęki, to tylko złudzenia - mówił Jordan w 2009 roku podczas ceremonii włączenia go do Galerii Sław. Wielu potraktowało to jako żart. Czy MJ na pewno żartował?

Trener czeka na sygnał

Tim Grover cały czas poszerza swoją wiedzę o tym, jak regenerować mięśnie, jaką dietę najlepiej stosować i z jakich metod korzystać, by oszukać czas i utrzymać się w formie. Trener, który zajmował się indywidualnym przygotowaniem Jordana oraz innych gwiazd NBA (m.in. Bryanta czy Dwyane'a Wade'a), ma przygotowany program na wypadek, gdyby MJ stwierdził, że jeszcze raz chce zagrać w NBA.

Grover pracował z Jordanem przy dwóch poprzednich powrotach koszykarza z emerytury. Teraz cały czas jest w gotowości i czeka na telefon. - Jego przemowę podczas ceremonii włączania go do Galerii Sław odczytałem zupełnie inaczej niż pozostali. Powiedziałem sobie, że jeśli kiedykolwiek dostanę telefon, będę na to gotowy. I jestem - stwierdził w rozmowie z Yahoo! Sports.

Jako 40-latek Jordan w jednym z meczów rzucił 40 punktów. Jako 50-latek do 50 pewnie by nie dobił, ale Grover nie ma wątpliwości, że byłby w stanie wrócić do gry.

- Umiejętnościami zdecydowanie przewyższał wszystkich. Mimo pięćdziesiątki na karku wciąż mógłby grać. Sporo rzeczy w związku z wiekiem na pewno mu uciekło, ale jestem przekonany, że od wielu koszykarzy w NBA ciągle jest lepszy - mówi.

Czy Jordan wróci? Świat widział w ostatnich latach bardziej nieprawdopodobne rzeczy. Przeszkodą może być nie tyle 50-letnie ciało, co masa codziennych obowiązków wynikających z faktu zarządzania klubem NBA, siecią restauracji, punktem sprzedaży samochodów oraz zobowiązań wobec sponsorów. Michael Jordan A.D. 2013 to doskonale funkcjonujące przedsiębiorstwo, które 10 lat po zakończeniu kariery nadal jest w czołówkach rankingów najlepiej zarabiających sportowców.

Więcej o: