NBA. Carmelo Anthony na podsłuchu

Właściciel New York Knicks James Dolan zainstalował podsłuch w Madison Square Garden, by wiedzieć dokładnie, co mówi Carmelo Anthony i co mówią do gwiazdy Knicks rywale.

Dolan oddelegował dwóch dźwiękowców wyposażonych w specjalne mikrofony, by nagrywali każdą sylabę, jaka pada z ust Anthony'ego i rejestrowali, co mówią do niego rywale. Jeden mikrofon został umieszczony w rogu boiska za ławką Knicks, drugi po przekątnej hali. To ma dać gwarancję, że żadne słowo, które padnie na parkiecie, nikomu nie umknie. "Taśmy z nagraniami mają być przesyłane bezpośrednio do Dolana" - napisał Dave D'Alessandro, reporter Star-Ledger.

Dlaczego Knicks podsłuchują swoją gwiazdę? Dolan nie wyjaśnia. Na pewno ma to związek z incydentem z meczu z Boston Celtics, gdy skrzydłowy Kevin Garnett coś powiedział do Anthony'ego (media donosiły, że obraził jego żonę), obaj wymienili kilka ostrych zdań na parkiecie, zostali ukarani przewinieniami technicznymi, a po spotkaniu Anthony próbował "wyjaśnić" z Garnettem sprawę na parkingu przy autobusie, co skończyło się dla niego zawieszeniem na jedno spotkanie.

Amerykańskie media zastanawiają się, co właściciel Knicks chce tak naprawdę osiągnąć. Czy chce jakoś pomóc swoim trenerom czy może chce mieć dowód w starciach z władzami ligi, by pokazać, jak traktowany jest jego najlepszy zawodnik przez rywali. Jeśli to jest ten drugi powód, to nic nie wskóra - liga może podesłać mu nagrania z dowolnego spotkania, gdzie koszykarze wymieniają równie ostre słowa.

Bob Raissman z New York Daily News podaje jeszcze inny powód. Jego zdaniem Dolan, który jest także właścicielem stacji Cablevision, zainstalował podsłuch, by nie dać się zaskoczyć rywalom.

Incydent z udziałem Anthony'ego, który na początku stycznia wydarzył się w Madison Square Garden, został najlepiej wyemitowany przez konkurencyjną stację telewizyjną - Comcast Sports New England, która pokazuje mecze Celtics. Cały "materiał dowodowy" pokazany w materiałach stacji został wykorzystany do ukarania koszykarza. Dolan nie chce, by sytuacja się powtórzyła.

Więcej o: