NBA. Suns roztrwonili 16-punktową przewagę, przegrali z Grizzlies

Aż 38 punktów i 22 zbiórki miał Zach Randolph, a jego Memphis Grizzlies pokonali po dogrywce Phoenix Suns 108:98. Marcin Gortat rzucił 11 punktów i miał siedem zbiórek.

Wygraj koszulkę Realu Madryt z autografami piłkarzy!

Występ Randolpha to jeden z najlepszych w ostatnich 12 latach. Jeszcze tylko trzech innych koszykarzy zakończyło mecz z przynajmniej 38 punktami i 22 zbiórkami - Shaquille O'Neal w 2000 roku (61 pkt, 23 zb), Chris Webber rok później (51 pkt, 26 zb.) oraz Dwight Howard w styczniu tego roku (45 pkt, 23 zb.).

Randolph był prawdziwą bestią pod koszem, zwłaszcza w decydujących momentach spotkania. Trafił aż 15 z 22 rzutów z gry, rzucił sześć z 14 punktów Grizzlies w dogrywce, a 10 w czwartej kwarcie, gdy jego zespół jeszcze gonił Suns. Do tego dołożył trzy bloki, z czego dwa w doliczonym czasie gry. Randolpha nie potrafili zatrzymać ani Markieff Morris, ani Luis Scola. Nie radził sobie z nim też Marcin Gortat - podkoszowy Grizzlies dwa razy nabrał na zwody i rzucił z półdystansu w dogrywce przeciwko Polakowi.

Głównie dzięki świetnej grze Randolpha, ale także bardzo dobrej, agresywnej obronie Grizzlies odrobili 16-punktową stratę z pierwszej połowy. Suns póki grali szybko i wykorzystywali kontrataki, prowadzili. Gdy po przerwie Grizzlies przestali łatwo tracić piłkę w ataku i zaczęli trafiać, przewaga Suns zaczęła topnieć.

Na 16 sekund przed końcem rzutem wysokim lobem do remisu po 94 doprowadził Rudy Gay. Suns mieli jeszcze okazję wygrać mecz, ale tuż przed końcową syreną spudłował Jermaine O'Neal. W dogrywce Grizzlies szybko zbudowali przewagę. Trójkę trafił Mike Conley, a potem sześć punktów z rzędu zdobył Randolph i na dwie minuty przed końcem doliczonego czasu gry gospodarze prowadzili 103:96. Przewagi już nie roztrwonili, a wręcz ją powiększyli - wygrali 108:98.

Gortat zagrał aż 35 minut. Polak trafił trzy z czterech rzutów z gry, był też skuteczny na linii rzutów wolnych (5/6). Do tego dołożył siedem zbiórek (trzy w ataku), cztery asysty, przechwyt oraz blok. Nie było go na parkiecie w końcówce czwartej kwarty, gdy Grizzlies doprowadzili do dogrywki. Polak miał ciężkie zadanie przeciwko świetnemu duetowi Randolph-Gasol i zagrał solidnie. Trudno grało mu się blisko obręczy, dlatego rzucał nieco dalej od kosza. Nie grał na siłę; gdy na lepszej pozycji był któryś z obwodowych, od razu odrzucał do niego piłkę - stąd aż cztery asysty Polaka.

Najskuteczniejszym zawodnikiem Suns był Goran Dragić, który zdobył 19 punktów i miał siedem asyst. Słoweniec zagrał aż 44 minuty, bo w meczu zabrakło jego zmiennika Sebastiana Telfaira (problemy rodzinne). Krótką zmianę Dragiciowi dał debiutant Diante Garret, który w dziewięć minut zaliczył trzy asysty i zdobył punkt.

16 punktów i osiem zbiórek z ławki dodał Luis Scola, ale miał spore problemy w grze przeciwko Randolphowi. Przyzwoicie zagrał też zmiennik Gortata - O'Neal (12 punktów w 18 minut). Zawiódł za to po raz kolejny Michael Beasley - w 30 minut trafił trzy z 13 rzutów z gry, uciułał sześć punktów i dwie zbiórki.

Dla Grizzlies, którzy z bilansem 13-3 są najlepszą drużyną na zachodzie, najwięcej punktów zdobył Randolph - 38, 16 dorzucił rezerwowy Quincy Pondexter, a po 14 mieli Marc Gasol i Rudy Gay.

Suns zakończyli najdłuższą sześciomeczową serię wyjazdową z bilansem pięciu porażek i jednego zwycięstwa. W Konferencji Zachodniej cały czas zajmują 13. miejsce (7-12). W czwartek zagrają pierwszy od prawie dwóch tygodni mecz przed własną publicznością, z Dallas Mavericks.