Brown został zwolniony w piątek, kilkanaście godzin przed meczem z Golden State Warriors. Zaskoczeni byli nawet zawodnicy, którzy o decyzji dowiedzieli się przed treningiem. Lakers w niespełna dwa tygodnie od rozpoczęcia sezonu przegrali z Mavericks, Blazers, Clippers i Jazz. Zdołali pokonać tylko najsłabszych do tej pory w całej NBA Detroit Pistons. Tak złego początku sezonu nie mieli od 30 lat, choć latem dokonali spektakularnych transferów.
Do Kobe Bryanta, Pau Gasola oraz Metty World Peace'a dołączyli Steve Nash, dwukrotny MVP, jeden z najlepszych rozgrywających w historii ligi oraz najlepszy środkowy Dwight Howard, czołowy obrońca NBA. Na pensje klub wyda w tym sezonie 102 mln dol.
Dlaczego Brownowi się nie powiodło? Drużynę przejął w maju 2011 r., gdy zastąpił na stanowisku Jacksona. Od początku zmagał się z porównaniami do wielkiego poprzednika. W skróconym z powodu lokautu poprzednim sezonie Lakers wygrali 41 z 66 spotkań, a w play-off odpadli w drugiej rundzie po porażce z Oklahoma City Thunder (1-4). Latem, gdy doszły nowe gwiazdy, dokonał rewolucji w taktyce. W ataku drużyna miała stosować tzw. "ofensywę Princeton", taktykę, która opiera się na akcjach dwójkowych i trójkowych, ciągłym ruchu, wielokrotnych zasłonach, wbieganiu pod kosz. Pierwsze mecze pokazały jednak, że niezbyt pasuje to do takiej liczby gwiazd w zespole.
Lakers przegrali osiem sparingów, ale alarmu nikt nie podnosił, bo trzy lata wcześniej ekipa z L.A. sięgnęła po mistrzostwo, choć przed sezonem też przegrywała mecz za meczem. Gdy jednak po rozpoczęciu sezonu Lakers przegrywać nie przestali, media w końcu rzuciły się na trenera. Po trzeciej porażce z rzędu Bryant mówił do dziennikarzy: "Zamknijcie się i dajcie zespołowi spokojnie pracować". Mniej cierpliwości miał właściciel drużyny Jerry Buss, choć rezygnacja z Browna i tak była zaskakująca. Jeszcze w czwartek generalny menedżer Mitch Kupchak przekonywał rządzącą klubem rodzinę Bussów, by dać Brownowi więcej czasu. Ci nie chcieli jednak czekać.
Zespół w piątek przejął asystent Browna Bernie Bickerstaff i w pierwszym meczu poprowadził zespół do zwycięstwa z Warriors, ale szans na pozostanie do końca sezonu nie ma.
Lakers od razu rozpoczęli poszukiwania następcy i choć w mediach pojawiło się kilkanaście nazwisk, liczy się tylko jedno. - Jeśli ktoś taki jak Phil Jackson, jeden z najlepszych trenerów wszech czasów, pozostaje bez pracy, to musiałbyś być niespełna rozumu, by nie brać go pod uwagę - powiedział Kupchak.
67-letni Jackson pięć ze swoich 11 tytułów jako trener zdobył w Los Angeles. Pracował tam w latach 1999-2004 oraz 2005-11. Z zespołu odszedł w 2011 r. po porażce w kiepskim stylu w drugiej rundzie play-off z późniejszymi mistrzami Dallas Mavericks (0-4). Ale Jackson tak naprawdę z Lakers do końca nigdy się nie rozstał. Przez 18 miesięcy odwiedzał obiekty treningowe zespołu, bo pracuje tam jego długoletnia partnerka i córka właściciela Jeanie Buss. Bryant ciągle w wywiadach wspomina o Jacksonie, a w hali treningowej nadal stoi krzesło, z którego korzystał. - To najlepszy trener świata. Trzeba zrobić wszystko, żeby go przekonać - mówi Bryant.
Jackson jest też faworytem kibiców. W sondażach zbiera ponad 80 proc. głosów. W ankiecie dziennika "Los Angeles Times" prawie połowa czytelników uważa, że z Jacksonem za sterami Lakers zdobędą tytuł. Podczas piątkowego meczu z Warriors kibice skandowali: "Chcemy Phila!".
Pieniądze na pewno nie będą problemem. Jackson chce zarabiać przynajmniej tyle samo co w swoim ostatnim sezonie w Lakers. Rodzina Bussów spokojnie może sprostać jego oczekiwaniom. - Ale on nie chce być tylko trenerem, chciałby wpływać na politykę transferową, pełnić funkcję podobną do Pata Rileya w Miami Heat. Trenerem mógłby być nawet ktoś inny - uważa David Aldridge z telewizji TNT. Obecnie taką funkcję w Lakers pełni Jim Buss, syn właściciela, który podjął decyzję o zatrudnieniu Browna.
W sobotę władze Lakers spotkały się z Jacksonem. ESPN twierdzi, że rozmawiano o finansach i o tym, jak duży wpływ miałby Jackson na decyzje dotyczące drużyny. Poruszano też kwestie zdrowotne, bo były trener w marcu przeszedł operację kolana, wcześniej miał też inne poważne problemy zdrowotne i chciałby do minimum ograniczyć konieczność wyjazdów z drużyną. Porozumienia ponoć nie osiągnięto, ale rozmowy mają być kontynuowane za kilka dni. "L.A. Times" twierdzi, że Jackson zostanie trenerem na 95 proc., a serwis Yahoo.com, że decyzja zależy już wyłącznie od Jacksona.
Na wszelki wypadek Lakers rozmawiają też z innymi kandydatami - m.in. byłym szkoleniowcem Phoenix Suns i New York Knicks Mike'em D'Antonim, byłym trenerem Portland Trail Blazers Natem McMillanem oraz Mike'em Dunleavym, który prowadził Clippers. Padło też nazwisko Briana Shawa, byłego asystenta Jacksona, obecnie drugiego trenera Indiana Pacers. Dziennikarze przymierzają nawet do pracy w Lakers legendarnego Jerry'ego Sloana, ale on w wywiadzie kategorycznie zaprzeczył.
Nazwisko nowego szkoleniowca poznamy jeszcze w tym tygodniu.