NBA. Klub Michaela Jordana najgorszy w lidze. Będzie najgorszy w historii?

Sześciokrotny mistrz NBA w dniu swoich 49 urodzin nie ma szczęśliwej miny. Charlotte Bobcats, których jest właścicielem, z bilansem 3-26 są najsłabszą drużyną ligi i wiele wskazuje na to, że pod względem procentu wgranych spotkań będą najgorszą drużyną w historii NBA.

Profil Sport.pl na Facebooku - 32 tysiące fanów. Plus jeden? 

Skrócenie sezonu do 66 meczów spowodowane przeciągającym się lokautem sprawiło, że Bobcats unikną najczarniejszego scenariusza, czyli nie pobiją rekordu Philadelphii 76ers z sezonu 1972/1973, gdy zespół przegrał aż 72 z 82 meczów.

Zespół z Charlotte może jednak zostać najgorszą drużyną w historii biorąc pod uwagę procent wygranych spotkań. Przed piątkowym meczem z Toronto Raptors Bobcats mieli bilans 3-26, co oznacza, że wygrali 10,3 procent meczów. To gorzej niż 76ers w swoim fatalnym sezonie wygrali 12,2 procent meczów.

- Każdy chce zapisać się w historii, ale na pewno nie w ten sposób - mówił Matt Carroll, rzucający Bobcats. Jego zespół przegrał 16 kolejnych meczów, a osiem ostatnich różnicą średnio ponad 22 punktów. - Te porażki są żenujące, zwłaszcza taką różnicą punktów - mówi debiutant Kemba Walker.

Po części tak dramatyczna sytuacja Bobcats wynika z kontuzji - liderzy D.J. Augustine, Corey Maggette oraz Gerald Henderson opuścili w tym sezonie w sumie 38 meczów, a zastępców nie ma. - Jeśli nie stracilibyśmy tej trójki, bylibyśmy w stanie nawiązać walkę z każdym - uważa trener Paul Silas.

Eksperci są jednak zgodni, że za złą sytuację Bobcats odpowiadają nie kontuzje, a przede wszystkim słaba organizacja klubu.

- Bobcats to dno - uważa Steve Kerr, który jest ekspertem stacji TNT, a w latach 90 razem z Jordanem grał w Chicago Bulls. - Ten zespół to totalna klapa. Będą musieli mieć masę szczęścia w drafcie i wzmocnić się organizacyjnie, by wyjść z tych tarapatów - dodaje.

Bobcats będą latem mieli do wydania prawie 20 mln dolarów na kontrakty dla nowych zawodników oraz wysoki numer w drafcie. Rod Higgins, dyrektor sportowy klubu, zapowiada, że klub będzie cierpliwie się odbudowywał. - To zależy tylko od naszych decyzji i czy zawodnicy, których sprowadzimy odmienią nasz los - powiedział.

Wszyscy zastanawiają się jednak czy zmiana jest możliwa, dopóki właścicielem będzie Jordan. Jeden z najlepszych zawodników w historii ligi, menedżerem jest co najwyżej miernym. Odkąd 2006 roku wszedł w posiadanie mniejszościowego pakietu akcji i przejął kontrolę nad transferami, Bobcats wybrali aż ośmiu koszykarzy w pierwszej rundzie draftu. Jednak tylko czterech z nich zostało w zespole, a trzech już nie ma w NBA.

Za najgorszy wybór w drafcie autorstwa Jordana uważa się Adama Morrisona, który trafił do Charlotte z numerem trzecim w 2006 roku, choć mogli równie dobrze wziąć Rudy'ego Gay'a, obecnie lidera Memphis Grizzlies i złotego medalistę MŚ w 2010 roku.

Jordan nie miał też szczęśliwej ręki do transferów. Odkąd przyszedł do Bobcats, klub wymienił już 17 zawodników i pozbywał się przez ten czas swoich najważniejszych zawodników - Emekę Okafora, Tysona Chandlera, Stephena Jacksona i Gerlada Wallace'a.

Michael Jordan o sytuacji swojego klubu rozmawiać nie chce, konsekwentnie odmawia udzielania wywiadów. Jego Bobcats są jednym z sześciu zespołów, które jeszcze nie wygrały przynajmniej 10 meczów w sezonie. Źle sezon zaczęli także należący do ligi New Orleans Hornets (bilans 6-23), co pokazuje, że lokautowa walka o równość szans klubów z wielkich metropolii i mniejszych miast skutku nie przyniosła.

Na urodziny Marcin Gortat ? otworzył telewizję

Więcej o: