"Właściciele plantacji" kontra "młodzi Murzyni" - rasowe echa konfliktu w NBA

Czy lokaut w NBA ma rasistowski odcień? Dziennikarz HBO Bryant Gumbel porównał szefa ligi Davida Sterna do właściciela plantacji, na której pracują niewolnicy. W NBA o rasizmie mówi się rzadko, ale faktem jest, że 78 proc. jej zawodników ma czarny kolor skóry, a 29 z 30 właścicieli klubów to biali miliarderzy.

Lokaut w NBA trwa od 1 czerwca. Właściciele klubów, które tracą pieniądze, chcą zmian zasad funkcjonowania ligi, by zmniejszyć zarobki koszykarzy. Ci nie zgadzają się na nowe przepisy, spór przeniósł się do sądu. Jego końca nie widać, prawdopodobne jest, że odwołany zostanie cały sezon 2011/12.

Konflikt dotyczy głównie finansów i regulacji, ale ostatnio mówi się także o społecznym wymiarze sporu. Najlepiej sformułował go Mike Wise z "Washington Post" pisząc o "starszych, białych mężczyznach, którzy żądają od młodych, czarnych zgody na obcięcie pensji, by zmniejszyć własne straty finansowe".

Właściciel i pracownicy plantacji

Temat wywołał na światło dzienne Bryant Gumbel, znany z kontrowersyjnych wypowiedzi dziennikarz HBO. 18 października, podczas programu "Real Sports", Gumbel skrytykował komisarza NBA Davida Sterna jako tego, który jest główną przeszkodą do osiągnięcia porozumienia: - Jego wysiłki są typowe dla komisarza, który zawsze pozował na kogoś w rodzaju nowoczesnego właściciela plantacji, traktującego graczy NBA jak swoją własność.

Kilkanaście dni później prawnik związku zawodowego graczy, Jeffrey Kessler, po kolejnej nieudanej turze negocjacji powiedział, że właściciele klubów traktują koszykarzy jak "pracowników plantacji". Kessler za swoje słowa przeprosił, ale te - podobnie jak wypowiedzi Gumbela - podjęli komentatorzy i publicyści.

Magic broni Sterna

Słowa Kesslera wyśmiał były słynny koszykarz, a obecnie mniejszościowy właściciel Los Angeles Lakers Magic Johnson. - NBA jest bardziej zróżnicowana niż każda inna liga i ma więcej przedstawicieli mniejszości na ważnych stanowiskach niż inne ligi - mówił czarnoskóry Magic.

- Jest tak dzięki Davidowi Sternowi i jego wizji. Zależy mu na obecności mniejszości w biurach, władzach klubów, na ławkach trenerskich - stwierdził Johnson, a Sterna wsparł także legendarny Bill Russell, były znakomity zawodnik, a potem pierwszy czarny trener w NBA.

69-letni Stern, prawnik z wykształcenia, komisarzem NBA został 1 lutego 1984 roku i w ciągu kilku lat zmienił ligę w prężną marketingową maszynę umiejętnie wykorzystującą postaci Johnsona, Larry'ego Birda i Michaela Jordana do wzrostu popularności.

"Starsi biali vs młodsi czarni"

Wise, znany publicysta "Washington Post", twierdzi, że opinie o Sternie wydają się przesadzone, ale zauważa, że gracze ligi mogą się czuć przytłoczeni przez działania komisarza. "Jakkolwiek NBA jest najbardziej ślepa na kolory ze wszystkich sportowych organizacji, jakie znam, to rasa zawsze jest w niej podtekstem." - pisze Wise.

"Spójrzcie na stół negocjacyjny: po jednej stronie siedzą właściciele, wszyscy, poza Michaelem Jordanem, są przedstawicielami rasy kaukaskiej powyżej 40. roku życia. Naprzeciw nich są ich 20-30-letni pracownicy, z których prawie 84 proc. to Afroamerykanie. Starsi, biali mężczyźni żądają od młodych, czarnych zgody na obcięcie pensji, by zmniejszyć własne straty finansowe przewyższające 280 mln dol. rocznie".

Po artykule Wise'a głos w tej sprawie zabrał popularny publicysta ESPN Bill Simmons: "Problem rasy wisi nad negocjacjami bardziej niż ktokolwiek chce to przyznać. Gumbel tę ranę rozdrapał brawurowo" - stwierdził.

Jak Stern karze koszykarzy

Zdaniem Simmonsa, Stern, zbliżając się do końca pełnienia funkcji szefa ligi, zaczyna popełniać błędy. Największy z nich to przeświadczenie, że NBA swoje rasowe problemy rozwiązała dekady temu. I przekonanie, że zawodnicy nie zwracają uwagi na to, że ogromna większość właścicieli klubów i prawników po stronie Sterna jest biała.

W ostatnich latach Stern wprowadzał wobec zawodników kolejne zakazy - zmniejszał kontrakty dla debiutantów; wprowadził odgórny dobór cywilnych strojów dla koszykarzy zabraniając ubierania luźnych spodni, zakładania złotych łańcuchów itp.; zalecił karanie uzewnętrzniania negatywnych emocji na boisku; nakazał uczestniczenie w akcjach charytatywnych; wprowadził kary za nieobecność podczas Weekendu Gwiazd itp.

"Zaczął ich traktować jako szkolny dyrektor, a na dodatek każdą decyzję komentował we właściwy sobie, sarkastyczny sposób" - zauważa Simmons.

Podczas październikowych negocjacji jeden z największych gwiazdorów NBA, Dwyane Wade, po wypowiedzi Sterna, w której ten gestykulował z wyciągniętym palcem wskazującym, wstał i ostrym tonem powiedział: - Nie waż się pokazywać mnie palcem w ten sposób. Nie jestem twoim dzieckiem.

Media odnotowały to skrupulatnie, bo taki wybuch złych emocji był dotychczas na szczytach NBA niespotykany.

NBA? Wzór dla innych lig!

Czy w NBA problem rasizmu istnieje? W latach 50., 60., a nawet 70., dochodziło do przypadków lżenia i złego traktowania czarnych koszykarzy przez kibiców. Kolor skóry był też istotny dla niektórych właścicieli klubów, trenerów, zawodników. W ostatnich latach w NBA dochodziło do awantur, bójek i sporów, ale nie stwierdzano w nich podłoża rasowego.

Zajmująca się różnorodnością i etnicznością w sporcie grupa badawcza Uniwersytetu Centralnej Florydy, od 1992 roku prowadzi badania nad znaczeniem koloru skóry w ligach zawodowych. Z jej raportów wynika, że NBA jest wzorem dla futbolowej NFL czy baseballowej MLB, jeśli chodzi o obecność czarnych, latynosów czy Azjatów we władzach ligi lub klubów.

- 36 proc. funkcji w biurach ligi pełnią o ludzie o kolorach skóry innych niż biały, 42 proc. stanowisk zajmują kobiety. To dotyczy także 33 proc. trenerów i 26 proc. dyrektorów klubów - wylicza Richard Lapchick, pod którego kierunkiem prowadzone są badania.

Kim są właściciele?

Podział na czarnych i białych rośnie jednak, jeśli zerknie się na boisko i na loże z właścicielami klubów. W minionym sezonie odsetek graczy czarnych, pochodzenia latynoskiego lub azjatyckiego wynosił w 83 proc. 17 proc. białych to najmniej, od 1992 roku, kiedy zaczęły się badania. Jedynym niebiałym właścicielem klubu jest obecnie Jordan, który - co ciekawe - w negocjacyjnym sporze jest tzw. jastrzębiem, jednym z najbardziej nieprzejednanych wobec graczy.

Na dodatek kilku właścicieli ma za sobą zachowania, które można kojarzyć z rasizmem. Peter Holt (San Antonio Spurs) to donator kampanii republikańskiego polityka, którego łowczą posiadłość przez lata sygnował głaz z obraźliwym napisem "Niggerhead".

Donald Sterling (Los Angeles Clippers), właściciel apartamentowców w Los Angeles i okolicach, powiedział kiedyś, że nie będzie wynajmował mieszkań czarnym i Latynosom, bo oni śmierdzą.

Dan Gilbert (Cleveland Cavaliers), po tym, jak LeBron James podpisał kontrakt z Miami Heat, w liście otwartym określił swojego byłego gracza tak, jak zbiegłego niewolnika.

Rasowe kryterium sędziów

Cztery lata temu naukowcy z Uniwersytetu Pensylwanii przeprowadzili badania, z których wynikało, że biali sędziowie częściej odgwizdują przewinienia czarnym koszykarzom niż białym. Białych arbitrów w minionym sezonie było w NBA 55 proc., ale w poprzednich latach XXI wieku nawet o 10 proc. więcej.

Czy prawidłowość opisana przez badaczy mogła mieć wpływ na wyniki meczów? Zdaniem naukowców tak. Autorzy badania stwierdzili także, że na podstawie składu rasowego sędziowskiej trójki, może być określane prawdopodobieństwo zwycięstwa danej drużyny.

NBA badanie naukowców z Pensylwanii skrytykowała.