NBA. Chiński gigant zakończył karierę. Pokolenie Yao Minga

Od czasów Birda, Magica i Jordana nie było koszykarza, który zrobił dla NBA tak wiele. Dzięki Yao Mingowi liga zyskała kilkaset milionów kibiców i dolarów. Wyczerpującej gry nie wytrzymało jego 229-centymetrowe ciało, a szczególnie - lewa noga. Złośliwi mówią, że wszystkie śruby i sztaby, którymi wzmacniano jego stopę, ważyły ponad pół kilograma.

Nikt nie przejmuje się Houston Rockets, którzy stracili gwiazdę. Niewielu analizuje klasę Yao w porównaniu do najlepszych środkowych w historii NBA. Niemal wszyscy zadają sobie za to pytanie: jak nieobecność chińskiego giganta wpłynie na finansową kondycję NBA, która na dodatek jest pogrążona w lokaucie?

Potężny rynek, gdzie koszykówką - za sprawą Yao - interesuje się może i pół miliarda ludzi, a mecz NBA, w którym zagrali dwaj Chińczycy, obejrzało ponad 100 milionów, w ostatnich latach dawał amerykańskiej lidze ogromne zyski. Spółka NBA China, którą powołano w 2008 roku, nie tylko podpisywała umowy sponsoringowe, nie tylko handlowała prawami do transmisji, lecz także np. zarządzała wielotysięcznymi halami. Jej wartość szacowana jest na 2,3 miliarda, a azjatycka ekspansja stała się filarem marketingowej polityki ligi.

NBA próbowała podbić Chiny od dawna - w 1979 roku mecz z reprezentacją tego kraju rozegrali Washington Bullets, w 1990 roku w biurze ligi zatrudniono pierwszego pracownika z Pekinu, koszykarze NBA latają do Państwa Środka od 1997 roku. Ale ojcem boomu został dopiero Yao.

Trudne początki, szybkie postępy

Zanim stał się popkulturowym pomostem łączącym Chiny i USA, w 2002 roku trafił do Rockets z pierwszym numerem draftu. Po angielsku mówił niechętnie, mentalne bariery pokonywał powoli, czuł wstręt do wykonywania wsadów deprymujących rywali, a na dodatek ze względu na obowiązki wobec reprezentacji opuścił obóz przygotowawczy. W debiucie nie zdobył punktu, w pierwszych czterech spotkaniach uzbierał ledwie 10. - Jeśli Yao rzuci w sezonie 19 punktów w jakimkolwiek meczu, to ja pocałuję w tyłek Kenny'ego Smitha! - oświadczył Charles Barkley. Kilka dni później Chińczyk zdobył 20 punktów, a Barkley całował na wizji osła o imieniu Kenny, którego wprowadził do studia ekspert TNT.

Yao pracował ciężko i efekty przyszły szybko - Chińczyk został gwiazdą ligi, bo choć nie dominował tak, jak Shaquille O'Neal, to jednak dominował. Wzrostem przewyższał rywali co najmniej o kilkanaście centymetrów, ale potrafił też z gracją trafiać półhakami i mądrze podawać pod koszem. Zatrzymać go było bardzo trudno - środkowy Orlando Magic, najlepszy obrońca ligi Dwight Howard, przeciwko Chińczykowi grał dziewięć razy i aż siedem razy przegrał. W bezpośrednich starciach Yao zdobywał niemal dwa razy więcej punktów niż Howard. W latach 2002-09 był najskuteczniejszym środkowym NBA.

Wyczerpującej gry nie wytrzymało jednak jego 229-centymetrowe ciało, a szczególnie - lewa noga, z którą Yao ma problemy od 1997 roku. Wówczas jako 17-letni junior "Rekinów" z Szanghaju złamał kostkę, dwa lata później kontuzja się odnowiła. W NBA lewa stopa Yao stała się jego piętą Achillesową - w sześciu ostatnich sezonach Chińczyk opuścił więcej meczów niż rozegrał. Złośliwi mówią, że wszystkie śruby i sztaby, którymi wzmacniano jego stopę, ważyłyby ponad pół kilograma.

Jak Chiny zaplanowały Yao

Sam Yao ważył po urodzeniu nieco ponad 5 kilogramów, mierzył niemal 59 centymetrów i - jak napisał w książce "Operation Yao Ming" Brook Larmer - wzbudził popłoch w szanghajskim szpitalu. Lekarze i pielęgniarki szeptali o genetycznej aberracji, bo dziecko było niemal dwukrotnie większe niż przeciętny chiński noworodek. I tylko sekretarze miejskiej komisji sportu z zadowoleniem kiwali głowami.

Kiwali, bo narodziny Yao w pewnym sensie zaplanowali. Komuniści Mao Zedonga już w latach 50. zaczęli selekcjonować nastolatków pod względem warunków fizycznych i umieszczać ich w specjalnych sportowych ośrodkach. 15-letnia Fang Fengdi, dziewczyna wysoka, ale koszykówką niezainteresowana, treningi w Szanghaju musiała rozpocząć w 1965 roku. Harując pod przymusem po 8-10 godzin dziennie, wyrosła na czołową koszykarkę Azji, wieloletnią kapitan reprezentacji.

Kiedy w 1978 roku kończyła karierę, partia zasugerowała, by Fang przysłużyła się Chinom, "produkując" kandydata na mistrza. Trenerzy zeswatali ją z ponad 2-metrowym koszykarzem Yao Zhiyuanem. Sportowców, którzy wcześniej znali się tylko z widzenia, przekonano, że do siebie pasują, okrzyknięto ich pierwszą parą Azji, a kilkanaście miesięcy później świętowano narodziny wielkiego potomka. "Czekaliśmy na takiego Yao Minga przez kilka pokoleń", przyznał w książce Larmera Wang Chongguang, który najpierw grał z Yao seniorem, a potem trenował juniora.

Mały Yao na piłkę do koszykówki patrzył niechętnie, marzył raczej o byciu archeologiem, ale rósł tak szybko, że przed czujnym okiem partii nie zdołałby się schować w żadnej jaskini - w wieku ośmiu lat zaczął trenować w drużynie młodzieżowej, ale koszykówkę polubił dopiero rok później, kiedy obejrzał w Szanghaju Harlem Globetrotters.

Yao Ming zakończył karierę [ZDJĘCIA]

Sprzedawanie giganta

W wieku 13 lat mierzył już ponad 2 metry i musiał wyprowadzić się z domu do Instytutu Technologii Sportu. Chińscy naukowcy - wiedząc już, że Yao będzie gigantem - chuchali na niego i dmuchali, ale ukrywać przed światem na chwałę imperium nie mogli. W 1997 roku Nike przekonał opiekunów koszykarza, by puścili go na młodzieżowy camp w Paryżu, a rok później na dwumiesięczny pobyt w USA. 18. urodziny Yao obchodził już w towarzystwie ludzi pracujących w NBA.

W lidze chińskiej szczyt osiągnął w wieku 21 lat - w finale zdobywał średnio po 38,9 punktu, miał po 20,2 zbiórki, trafiał 77 proc. rzutów z gry. W jednym ze spotkań wykorzystał każdą z 21 prób! NBA dopytywała się o wielkiego Chińczyka coraz głośniej, a i w Państwie Środka znajdowało się coraz więcej osób, które na Yao chciały zarobić - Li Yaomin, menedżer "Rekinów" z Szanghaju, w 1999 roku nakłonił nawet młokosa, by ten podpisał umowę, która aż 33 proc. przyszłych zarobków koszykarza przekazywała pseudoagentowi. Ostatecznie kontrakt uznano za niezgodny z prawem.

Kiedy Yao był tuż-tuż od otrzymania pozwolenia na wyjazd, w paradę niechcący wszedł mu Wang Zhizhi - rok starszy i 13 centymetrów niższy koszykarz, który w 2001 roku został pierwszym Chińczykiem w NBA. Tuż po drafcie, w którym Rockets wybrali Yao, Wang odmówił przyjazdu do Chin na zgrupowanie kadry, co uznano niemal za dezercję. Młodszy kolega musiał podpisać lojalkę, że reprezentacji nie opuści i dostał wtedy pozwolenie na grę w NBA.

Pierwszy kontrakt z Rockets dał Yao 18 milionów dolarów za 4 sezony. Drugi już 75 milionów za 5 lat. W samym 2008 roku za granie w koszykówkę i udział reklamach Chińczyk zarobił niemal 60 milionów.

Yao wykroczył poza sport

Wokół koszykarza już w 2002 roku powstał "Team Yao", w którego skład weszli nie tylko agenci, ale nawet profesor ekonomii z Uniwersytetu w Chicago John Huizinga. Yao podpisywał umowy z Nike, Reebokiem, Pepsi, McDonald's, China Telecom, Apple czy Visą, stworzył markę ciuchów "Yao Ming Generation" wycenianą na miliard dolarów, od sześciu lat przewodzi liście najbogatszych chińskich celebrytów układanej przez "Forbes". "Jego komercyjna wartość w najbliższym czasie się nie zmniejszy, bo Yao wykroczył daleko poza sport", napisał "Nanfang Daily".

Wielki koszykarz nie tylko regularnie grał dla reprezentacji, nie tylko niósł chińskie flagi podczas inauguracji igrzysk w Atenach i w Pekinie, nie tylko przebiegł przez plac Tiananmen z ogniem olimpijskim, lecz także np. przekazał 2 miliony dolarów na założoną przez siebie fundację odbudowującą szkoły zniszczone w trzęsieniu ziemi w Syczuanie, walczył z epidemią SARS, pomagał biednym dzieciom.

Cztery lata temu Yao poślubił koszykarkę Ye Li, od roku jest ojcem Yao Qinlei, której angielskie imię to Amy. W środę ogłosił, że zamierza zająć się "Rekinami", w których zaczynał karierę - kupując ich trzy lata temu Yao uratował swój klub od bankructwa, teraz może pokierować nim jako dyrektor.

- Niewiele osób próbowało robić to, co ja, czyli być jednocześnie częścią Chin i Ameryki. No, przynajmniej nie w sytuacji, kiedy patrzy na ciebie tyle osób - napisał Yao w jednej z książek o sobie. A jego kolega z "Rockets" Shane Battier wspominał: - Podróżując z nim w drużynie po Chinach mogłeś zrozumieć, jak Beatlesi czuli się w Liverpoolu. To była histeria. Ale Yao dobrze się bawił, wytrzymując presję 1,2 miliarda rodaków.

Liczby Yao

2 558 278 - tyle głosów kibiców na Mecz Gwiazd dostał w 2005 roku

252 - tyle meczów sezonu NBA (na 738 możliwych) opuścił w dziewięć lat

41 - to jego punktowy rekord w NBA

8 - w tylu Meczach Gwiazd zagrał

3 - tyle razy wystąpił na igrzyskach

1 - tyle rund play-off wygrał z Rockets

Chińska ziemia obiecana koszykarzy NBA ?

Więcej o: