"MAGA Barbie" znów wstrząsnęła Ameryką. Wystarczyło jedno zdanie

Michał Kiedrowski
Sophie Cunningham
Fot. Trevor Ruszkowski / IMAGN IMAGES via Reuters Connect

Koszykarska liga WNBA stała się kolejną areną amerykańskiej wojny kulturowej. Co prawda jedna ze stron tego konfliktu ma tam tylko jedną bojowniczkę, ale to wystarczy, by liga zmagała się z coraz to nowymi kontrowersjami. Rykoszetem dostaje największa gwiazda kobiecej koszykówki, Caitlin Clark, dzięki której WNBA przeżywa niesłychany wzrost popularności.

Wszystko zaczęło się od wypowiedzi Sophii Cunningham z drużyny Indiana Fever, która w wywiadzie dla stacji ESPN stwierdziła, że "młode dziewczyny nie powinny być zmuszane do rywalizacji z biologicznymi mężczyznami". Słowa te zostały odczytane jednoznacznie jako sprzeciw wobec dopuszczania do kobiecej rywalizacji zawodniczek transpłciowych. W mocno wychylonej na lewo, jeśli chodzi o poglądy polityczne, lidze te słowa zabrzmiały jak bluźnierstwo. 

Skandal w Seattle

W meczu w Seattle, jednym z najbardziej progresywnych miast w USA, koszykarka była wybuczana przy każdym kontakcie z piłką. Fever takie zachowanie publiczności nie przeszkodziło w zwycięstwie 105:95, a Cunningham zdobyła 11 punktów. 

Do skandalu doszło natomiast na trybunach. Przy parkiecie zawodniczkę Fever wspierały dwie nastolatki w charakterystycznych koszulkach ruchu XX-XY Athletics. Litery XX i XY to nawiązanie do męskich i żeńskich chromosomów. To grupa, która protestuje przeciwko dopuszczaniu do zawodów szkolnych zawodniczek transpłciowych. W 21 amerykańskich stanach oraz w Dystrykcie Kolumbii, gdzie położony jest stołeczny Waszyngton, sportsmenki mogą startować w zawodach szkolnych według płci zadeklarowanej, a nie tej zapisanej w metryce urodzenia.  

Jedna z kibicek w Seattle miała też tekturę z napisem: "Dzięki Sophii za mówienie w imieniu dziewczyn". W przerwie grupa miejscowych kibiców zebrała się wokół nastolatek i zaczęła im ubliżać. Dziewczyny usłyszały, że są "poje**ne", a jeden z fanów zwrócił się do ochrony: "Zabierzcie te śmieci". Okazało się, że wśród osób wulgarnie wyzywających dziewczyny była mniejszościowa współwłaścicielka Storm, Celeste Keaton. Zdaniem matki jednej z dziewczynek, to jej obecność spowodowała, że ochrona, która początkowo chciała zareagować i wylegitymować napastników, zaniechała działań.  

Po meczu klub Seattle Storm przeprosił za to, co się stało podczas meczu. "Każdy, kto przychodzi na mecz Storm, zasługuje, by czuć się mile widzianym. Pozostajemy zaangażowani w tworzenie inkluzywnego środowiska, w którym każdy kibic jest traktowany z szacunkiem" – oświadczyła główna właścicielka Storm, Ginny Gilder. 

Zobacz wideo Bartłomiej Kubkowski przepłynął Bałtyk

Natomiast liga zawiesiła Keaton na 5 meczów za jej zachowanie.

Cunningham przeprosiny i decyzję ligi skomentowała na portalu X: "Naprawdę wierzę, że istnieje bezpieczna przestrzeń i miłość dla KAŻDEGO. Biologiczne dziewczyny, biologiczni chłopcy, transpłciowe kobiety i transpłciowi mężczyźni. Wszyscy są mile widziani przy moim stole! Możemy się z sobą nie zgadzać i nadal być życzliwi. Brawo dla tych dziewczyn za obronę tego, w co wierzą". 

Clark dostaje rykoszetem za przyjaciółkę

Dalszy ciąg kulturowego starcia miał miejsce w Portland. Na trybunach pojawiły się tęczowe flagi i kibice w koszulkach wspierających osoby transpłciowe, ale można było zobaczyć też kilka transparentów wspierających Cunningham. Przed halą doszło natomiast do demonstracji obu stron sporu o udział transpłciowych zawodniczek w zawodach sportowych kobiet. 

Znów każde dojście do piłki Cunningham wywoływało negatywne reakcje publiczności. Dostało się też jej koleżance z drużyny Caitlin Clark. I nie bardzo wiadomo, z jakiego powodu. Może dlatego, że jest najpopularniejszą koszykarką w kraju. Może dlatego, że przyjaźni się z Cunnigham. Na pewno nie dlatego, że w jakiś sposób wyraziła swoje poglądy na temat osób transpłciowych. Przed tym tematem zespół chronił ją, jak tylko mógł. Po meczach w Portland i Seattle Clark nie pojawiała się na konferencjach prasowych, choć była najlepszą zawodniczką w obu tych spotkaniach. 

W Portland drużyna Fever wygrała 112:98, a Cunningham po trafieniu jednego z rzutów trzypunktowych odwróciła się do publiczności i pokazała jej trzy wyciągnięte palce. Wideo z tą akcją doczekało się ponad 3 milionów wyświetleń w serwisie X.  

Kontrowersje nie kończyły się na boisku. Na konferencjach prasowych dziennikarze pytali zawodniczki i trenerki, jak odnoszą się do kwestii transpłciowych zawodniczek. O zdecydowaną wypowiedź było trudno. Trenerka Fever, Stephanie White, powiedziała, że "nie jest wystarczająco wyedukowana od strony naukowej", aby wypowiadać się w tej kwestii. Ale dodała: – Nigdy nie uważałam, że wykluczenie jest odpowiedzią. 

WNBA robi wszystko, by nie faworyzować Clark

W końcu wypowiedzieć musiała się także Clark, która stwierdziła: – To nie jest dyskusja, którą naprawdę toczymy w szatni. Myślę, że to ligi i ciała zarządzające powinny pracować razem z zawodniczkami, aby znaleźć rozwiązanie. To, na czym się koncentrujemy, to koszykówka.

Clark zabrała głos po przegranym meczu z Minneapolis Lynx, w którym znowu doszło do demonstracji zwolenników i przeciwników poglądów Cunningham.  

Przed spotkaniem trenerka Lynx, Cheryl Reeve, ubrana w koszulkę wspierającą transpłciowych sportowców ucięła sobie krótką pogawędkę z Cunningham. Jednak po meczu nie chciała mówić, o czym rozmawiały. Stwierdziła natomiast: – Obie rozumiemy, że mamy swoje stanowiska i obie rozmawiałyśmy o tym, że przede wszystkim chcemy edukować. Są rzeczy, które nas łączą, i być może są rzeczy, w których się różnimy, jak w każdej sprawie. Na pewno dobrze było porozmawiać osobiście.

Wcześniej – na konferencji prasowej przed meczem – Reeve wyraziła swoje pełne poparcie dla włączania osób transpłciowych do szkolnego sportu: – Po pierwsze, musimy chronić transpłciowe dzieci. Każde dziecko to dla mnie kwestia praw człowieka. Każde dziecko ma prawo do sportu, niezależnie od tego, czy jest osobą o różnorodności płciowej. 

Cunningham, która już wcześniej zwana była "MAGA Barbie", stała się bohaterką dla amerykańskiej prawicy, choć ona sama nie robi jasnych deklaracji politycznych. – Jestem pośrodku – powiedziała dziennikarzom na konferencji prasowej. – Zgadzam się z pewnymi rzeczami po obu stronach i nie zgadzam się w innych kwestiach.

Dzięki tzw. efektowi Caitlin Clark WNBA przeżywa niesamowity wzrost zainteresowania ligą, co przełożyło się na gigantyczny wzrost przychodów i podwyżki dla zawodniczek. Zdaniem ekspertów, Clark "odpowiada" za co najmniej 25 procent przychodów ligi. Taka biznesowa dominacja jednej zawodniczki rodzi również poważne napięcia. A zdaniem wielu obserwatorów mają one podłoże rasowe, bo Clark jest biała, a liga zdominowana przez czarnoskóre zawodniczki. Jako debiutantka była bardzo ostro faulowana przez rywalki i to często bez reakcji jej koleżanek z zespołu. Stało się to nawet przez chwilę przedmiotem ogólnokrajowej debaty.  

Liga też jest mocno skoncentrowana na tym, żeby uniknąć oskarżeń, że faworyzuje Clark. Najpopularniejsza koszykarka w USA nie została wybrana do reprezentacji USA na igrzyska w Paryżu, a na okolicznościowym plakacie promującym 30-lecie ligi też jej zabrakło.  

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...