Legia Warszawa od zaskakującej porażki u siebie 74:78 z Zastalem Zielona Góra rozpoczęła finały Orlen Basket Ligi. Później jednak wygrała dwa kolejne mecze 104:83 i 79:63 i wyszła na prowadzenie 2:1 w serii do czterech zwycięstw. Kluczowe dla losów rywalizacji było więc rozgrywane w Zielonej Górze, czwarte spotkanie. Gospodarze pokazali w nim, że wciąż chcą liczyć się w grze o tytuł mistrza Polski.
To właśnie Zielonogórzanie lepiej weszli w ten mecz. Po niespełna czterech minutach prowadzili 12:5. Najbardziej wyróżniającą się postacią był Andrzej Mazurczak, który raz po raz skutecznie kończył akcje Zastalu. W efekcie po pierwszej kwarcie jego zespół prowadził 23:17. Na początku drugiej obie ekipy miały jednak spory zastój, bo pierwsze punkty gospodarze zdobyli dopiero po nieco ponad trzech minutach gry. Za to Legii udało się przez ten czas trafić tylko raz za dwa. Później do akcji wkroczyli Mazurczak i Garrison, którzy dzięki znakomitej celności (odpowiednio 14 i 12 punktów po dwóch kwartach) powiększyli przewagę Zastalu do 9 punktów. Na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku 40:31.
Legia po powrocie do gry rzuciła się do odrabiania strat. Szybko zniwelowała ją do sześciu "oczek" (42:36), ale wkrótce Zastal odpowiedział. Po rzucie Maughmera i efektownym wsadzie Wilsona prowadził już dziesięcioma. Legii brakowało nieco rzutów Andrzeja Pluty, który świetnie spisywał się w poprzednich spotkaniach. Gdy jednak po raz pierwszy w tym meczu trafił za trzy, Legia na cztery minuty przed końcem trzeciej kwarty przegrywała już tylko 48:44. Od tamtego momentu Warszawiacy zaczęli popełniać koszmarne błędy w ataku i przez ponad trzy minuty nie skończyli żadnej akcji. Rywale skrzętnie to wykorzystali. Znów wyraźnie odskoczyli i na ostatnie 10 minut wypracowali najwyższą jak dotąd przewagę 14 punktów (61:47).
Zobacz też: Oto z kim Sochan świętował mistrzostwo NBA
Ostatnią kwartę Legia rozpoczęła od dwóch "trójek", ale to Zastal był skuteczniejszy i po trzech minutach było już 69:53. Stołecznej drużynie nie pomogła nawet przerwa na życzenie trenera. Jej koszykarze pozwalali rywalowi na zbyt wiele zbiórek w ataku, a do tego w samej końcówce po raz kolejny rozstrzelał się Mazurczak. Po jego akcji za trzy punkty na dwie minuty przed końcem Zastal odskoczył na 21 punktów (81:62) i de facto miał już zwycięstwo w kieszeni. Wtedy gospodarze nieco stracili koncentrację i raptem w ciągu jednej minuty pozwolili Legii zmniejszyć straty do 12 "oczek" (81:69). Różnica utrzymała się do samego końca. Zastal wygrał 85:73, a najwięcej punktów w całym spotkaniu zdobył Mazurczak - 21.
Zwycięstwo Zastalu oznacza, że w grze o mistrzostwo Polski mamy remis 2:2 i czekają nas jeszcze co najmniej dwa kolejne mecze finałowe. Pierwszy z nich odbędzie się 17 czerwca w Warszawie, a drugi dwa dni później w Zielonej Górze. Oba rozpoczną się o godz. 20:15.