Jeremy Sochan rozpoczynał sezon jako gracz San Antonio Spurs. Z biegiem czasu stawał się coraz mniej ważnym zawodnikiem dla trenera Mitcha Johnsona. Ostatecznie pozbyto się go bez żalu, a Polak trafił do New York Knicks. Co ciekawe, obie ekipy spotkały się w finale NBA. W tej rywalizacji lepsi okazali się koszykarze z Nowego Jorku, triumfując 4-1 w serii. To dla nich pierwszy tytuł od 1973 roku.
W piątym spotkaniu New York Knicks zwyciężyli 94:90. Sochan pojawił się na parkiecie na ostatnie dziewięć sekund. Musiał kryć jednego z najlepszych zawodników świata - Victora Wembanyamę. Łącznie w finałach rozegrał nieco ponad trzy minuty. Nie jest to rzecz jasna oszałamiający wynik, 23-latek nie należy do wiodących postaci świeżo upieczonych mistrzów NBA, ale i tak szkoleniowiec podkreśla, że należy go chwalić.
- Spójrzcie na takiego Sochana. Nie pamiętam nawet, kiedy grał dłużej, niż 30 sekund, a potrafi wejść na boisko i dać kilka dobrych minut. To duża sztuka. Utrzymać dobre nastawienie i być w ciągłej gotowości - mówił po czwartym meczu finałów NBA Mike Brown.
Sochan został pierwszym Polakiem w historii, który sięgnął po mistrzostwo NBA. Nic dziwnego, że później było wielkie świętowanie. W mediach społecznościowych pojawiło się kilka filmów z Sochanem w roli głównej.
Kibiców rozbawiło nagranie, na którym widać, jak Sochan je w szatni kawałek mięsa. Na innym filmiku z kolei palił cygaro. Z naszym koszykarzem sukces New York Knicks świętował wspólnie Timothee Chalamet, znany aktor.
Przypomnijmy, że wcześniej w finałach NBA występował Marcin Gortat (rok 2009). Wówczas jego Orlando Magic przegrali walkę z Los Angeles Lakers.