Rywalizacja o tytuł w Orlen Basket Lidze toczy się do czterech zwycięstw. Faworytem jest Legia Warszawa. Jednak już w pierwszym starciu doszło do sensacji. To Zastal Zielona Góra wygrała 77:74, choć jeszcze na niespełna dwie sekundy przed końcową syreną był remis. Stalowymi nerwami popisał się wówczas Chavaughn Lewis i rzucił za trzy punkty. W rewanżu niespodzianki już nie było. Stołeczny klub pewnie ograł rywala - 104:82. A jak było w trzecim odcinku tej rywalizacji?
Sobotni mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęli faworyci. Spokojnie budowali przewagę, rzucając za dwa punkty bądź też wykorzystując rzuty osobiste. Tych było całkiem sporo, bo gospodarze grali agresywnie. Po pierwszej kwarcie Legia prowadziła aż 18:7. Ekipie z Zielonej Góry trudno było się odnaleźć na parkiecie, mimo dopingu, jaki serwowała jej publiczność zebrana na hali.
Gospodarze popełniali wiele błędów, jednak w drugiej kwarcie weszli na nieco wyższy poziom, a przynajmniej na taki, który pozwolił im odrobinę zniwelować stratę. Choć przegrywali już nawet 14 punktami, to ostatecznie zakończyli pierwszą połowę, tracąc dziewięć "oczek" do rywali - 30:39. - Dziwny, dziwny ten mecz. Mało punktów, słaba skuteczność - tak komentatorzy Polsatu Sport podsumowali pierwsze 20 minut rywalizacji.
A jak wyglądała druga połowa? Początek to sporo błędów Zastalu. Koszykarze faulowali rywali i znów widzieliśmy sporo rzutów wolnych. - Czas najwyższy wziąć się do pracy - mówili eksperci w sprawie zielonogórzan. Ci przez niemal pięć minut nie potrafili trafić do kosza, a Legia owszem. Dopiero przy stanie 34:48 Zastal przełamała niemoc. Od tego momentu koszykarze obu drużyn regularnie serwowali kibicom trafienia. Kiedy Legia trafiła, to rywale odpowiadali. Trzecia kwarta zakończyła się prowadzeniem warszawian 61:47.
Jednak na początku czwartej kwarty trener stołecznej drużyny wziął czas. Coś zacięło się bowiem w grze legionistów. Nie mieli pomysłu, jak dostać się pod kosz rywali. Za to faulowali ich na potęgę i teraz to Zastal miała wiele rzutów osobistych. Mecz powoli wymykał się gościom z rąk. W porę jednak Legia opanowała emocje i dowiozła do końca wypracowaną wcześniej przewagę. Mecz zakończył się wynikiem 79:63. Najwięcej punktów dla Legii w tym spotkaniu zdobył Carl Ponsar - 22, a dla Zastalu Chavaughn Lewis - 14.
Zobacz też: Ależ sukces Polaków. Jadą na mistrzostwa świata!
Kolejny mecz odbędzie się już w poniedziałek 15 czerwca o godzinie 20:15. Gospodarzem znów będzie zielonogórski zespół. Jedno jest pewne - tam mistrza nie poznamy. Najwcześniej może go wyłonić starcie, które zaplanowano na 17 czerwca. A brązowego medalistę już poznaliśmy. Została nim ekipa Dzików Warszawa.