Jeremy Sochan przeszedł do historii w trzecim meczu finałów NBA!

Prezydent USA Donald Trump gościł na hali Madison Square Garden przy okazji trzeciego meczu w finale NBA między New York Knicks a San Antonio Spurs. Jeremy Sochan przeszedł do historii, zostając drugim Polakiem z występem w finale NBA. Mimo że Knicks prowadziło 64:57 po pierwszej połowie, to ostatecznie musiało uznać wyższość Spurs (111:115).
Jeremy Sochan (nr 20) w meczu New York Knicks - San Antonio Spurs
Wendell Cruz / IMAGN IMAGES via Reuters Connect

53 - tyle lat New York Knicks czeka na kolejne mistrzostwo NBA. Zespół Mike'a Browna lepiej rozpoczął tegoroczne finały NBA, wygrywając 105:95 i 105:104 z San Antonio Spurs. W związku z tym pojawiła się szansa na to, by Knicks wywalczyło tytuł w Madison Square Garden. Z tej okoliczności skorzystał prezydent USA Donald Trump, który pojawił się w hali i oglądał mecz w towarzystwie Jamesa Dolana, właściciela Knicks oraz obiektu Madison Square Garden.

Zobacz wideo Gortat o ciężkich meczach w NBA: Wracałeś do domu, wypijałeś maluszka i szedłeś spać

Historyczny występ Sochana w finale NBA. 17 lat czekania

Spurs weszło dużo lepiej w to spotkanie, a punkty zdobywali Victor Wembanyama czy Stephon Castle. Po pierwszej kwarcie goście prowadzili 33:22. Potem Knicks odrobiło straty z nawiązką i wygrywało 64:57, schodząc na przerwę. Gospodarze mieli ponad 70 proc. skuteczności w drugiej kwarcie. Dzięki dobrej grze Juliana Champagnie na starcie trzeciej kwarty Spurs zmniejszyło stratę do jednego punktu (63:64), a oba zespoły weszły w ostatnią część spotkania z wynikiem 92:91 na korzyść Spurs.

W trakcie pierwszej połowy swój debiut w finałach NBA zaliczył Jeremy Sochan, który zmienił Jalena Brunsona i przebywał na parkiecie tylko przez dziesięć sekund. Sochan został drugim Polakiem w historii z występem w finałach. Do tej pory jedynym naszym reprezentantem był Marcin Gortat, który grał z Orlando Magic w finałach NBA z Los Angeles Lakers w sezonie 08/09 - wtedy Lakers wygrali całą serię 4:1.

Wracając jednak do spotkania Knicks - Spurs. W ostatniej kwarcie Spurs prowadziło już siedmioma punktami, ale Knicks zbliżyło się na trzy punkty (108:111). Ostatecznie Spurs wygrało spotkanie 115:111, więc jest już pewne, że finały wrócą do hali AT&T Center w stanie Teksas. 

Zdecydowanie najlepszym zawodnikiem tego spotkania okazał się Victor Wembanyama, który zdobył 32 punkty, a także miał osiem zbiórek i sześć asyst. Po stronie Knicks brylował Jalen Brunson, który miał 32 punkty i po pięć asyst oraz zbiórek. Barierę 20 punktów w meczu przekroczył jeszcze Stephon Castle z Spurs (23 pkt) i OG Anunoby z Knicks (28 pkt).

Zobacz też: Warszawa wita nowego mistrza świata. Wielkie emocje w meczu o złoto

Tuż po meczu Mike Brown, trener Knicks, odniósł się do pracy sędziów. Spurs otrzymało aż 24 rzuty wolne w drugiej połowie, a Knicks miało taką okazję tylko ośmiokrotnie. - Chcę, żeby było to jasne. Spurs wygrali dzisiejszy mecz. Ale nigdy nie sądziłem, że zobaczę taki rozstrzał w finale NBA. Nie sądzę, żebym narzekał szczególnie na sędziów ani na uczciwość w kwestii rzutów wolnych. Może i faulowaliśmy, ale oni też faulowali - przekazał Brown.

Drugi mecz finałów NBA w Madison Square Garden odbędzie się w nocy ze środy na czwartek o godz. 02:30 czasu polskiego.

Więcej o: