Streamer "Łatwogang" przez dziewięć dni transmitował na YouTube stream, podczas którego zebrano ponad 250 milionów złotych. Pieniądze mają zostać przeznaczone na pomoc dzieciom chorującym na nowotwory, z Fundacji Cancer Fighters. W wydarzenie zaangażowała się zdecydowana większość społeczeństwa, w tym wiele gwiazd sportu.
Podczas streama charytatywnego doszło co prawda do łączenia telefonicznego z Marcinem Gortatem. Były zawodnik NBA pogodził się nawet po latach z Mateuszem Ponitką. Okazuje się jednak, że Gortat miał się również pojawić w mieszkaniu "Łatwoganga", co zdradził sam zainteresowany na kanale PostPrime.
- Ostatniego albo przedostatniego dnia zadzwoniliśmy tam, bo nas poproszono, czy możemy tam się pojawić. Dostaliśmy ofertę, żeby przyjść między trzecią a siódmą w nocy. Jak to usłyszałem, to stwierdziłem, między trzecią a siódmą w nocy zwariowaliście - stwierdził Gortat.
Zobacz też: Centralizacja władzy w Legii. To już oficjalne
- Jeszcze do nas powiedzieli, będziesz musiał stanąć w kolejce na klatce i poczekać. Powiedziałem sorry chłopaki, raz, że mam dziecko trzymiesięczne, z którym śpię i karmię w nocy. A dwa, pojechać do Warszawy, stać na klatce, żeby wbić się na streama dziesięciominutowego, to jeszcze nie zwariowałem - dodał Gortat.
Gortat stwierdził, że prawdopodobnie miał się pojawić na streamie, aby zgolić swoją brodę. Zachowanie byłego koszykarza spotkało się ze sporą krytyką komentujących. Internauci podkreślali, że były zawodnik NBA kolejny raz pokazał swoje poczucie wyższości nad większością osób.
- Bo on jest taką gwiazdą, a Janek Błachowicz z rozwalonym kolanem nie miał problemu poczekać czy inni goście, ale nie przed nim powinni rozchylić czerwony dywan i czarterem po niego lecieć - stwierdził na portalu X jeden z komentujących.
Na Sport.pl wielokrotnie informowaliśmy o akcji "Łatwoganga", przybliżając piękne gesty Piotra Żyły, Roberta Lewandowskiego czy Wojciecha Szczęsnego.