Jak dotąd rywalizacja Knicks - 76ers była w pełni zdominowana przez Nowojorczyków. Pierwszy mecz półfinału Konferencji Wschodniej wygrali aż 137:98, z kolei w drugim poradzili sobie z nieco większym oporem ze strony rywali (108:102). Oba te zwycięstwa odnieśli we własnej hali, ale teraz rywalizacja przeniosła się do Filadelfii. To paradoksalnie nie musiało być coś złego dla Knicks, bo ich przeciwnicy w sensacyjnie wygranej serii z Boston Celtics z czterech triumfów trzy odnieśli na wyjeździe. Niemniej wciąż zapowiadało się na trudne zadanie.
Pierwszą kwartę to Knicks nawet przegrali. Statystyki po obu stronach były niemalże identyczne. Tyle samo trafionych rzutów za dwa, tyle samo trójek. Jedyną różnicą były rzuty wolne, a takie gospodarze mieli cztery i wszystkie trafili, dzięki czemu prowadzili 31:27. Jednak już w drugiej kwarcie Nowojorczycy przejęli kontrolę. Popisali się zwłaszcza od stanu 44:40, gdy w przeciągu kilku akcji zrobiło się 54:42. Błysnął wtedy zwłaszcza Mikel Bridges, później ostatecznie drugi najlepiej punktujący w całym zespole (23 pkt). Po połowie spotkania Knicks prowadzili 60:52.
Gospodarze nie zamierzali odpuszczać. W trzeciej kwarcie potrafili zbliżyć się do gości nawet na trzy punkty, jednak Knicks mieli w kryzysowych sytuacjach Jalena Brunsona, który rzucił łącznie aż 33 punkty. Wiele z nich właśnie wtedy, gdy rywale się zbliżali. Przed ostatnią kwartą mieliśmy wynik 85:76 dla gości. Nowojorczykom udało się w ostatniej części meczu skutecznie trzymać zespół z Filadelfii na dystans. Nie było realnego momentu, w którym 76ers byli faktycznie blisko odwrócenia losów meczu. Duet Brunson-Brigdes załatwił sprawę, dając Knicks w pewnym momencie nawet 15 pkt przewagi. Skończyło się na wyniku 108:94.
Co z Jeremym Sochanem? Polak w dwóch poprzednich meczach dostał łącznie tylko 55 sekund gry. Teraz nieco więcej, choć wciąż mowa o niecałych dwóch minutach (1:59) w samej końcówce. Jeden punkt zdążył zdobyć, dwie zbiórki też, ale całościowo nic się u niego nie zmienia, nadal jest daleko w rotacji. Knicks są za to bardzo blisko finału Konferencji. Prowadzą w rywalizacji już 3:0 i brakuje jednego triumfu. Będą go mieli szansę odnieść w niedzielę 10 maja, gdy zagrają na wyjeździe z 76ers o 21:30 czasu polskiego. W drugiej półfinałowej rywalizacji Detroit Pistons prowadzą już 2:0 z Cleveland Cavaliers.