LeBron James pokazał, że jest wielki. Niebywałe, co zrobił dla Lakers

LeBron James wprowadził Los Angeles Lakers do ćwierćfinału NBA! 41-letni gwiazdor okazał się absolutnym bohaterem szóstego meczu z Houston Rockets. Sam rzucił 28 punktów, a jego drużyna wygrała na wyjeździe 98:78 i wywalczyła awans. Emocji nie brakowało także w pozostałych spotkaniach. O wyniku rywalizacji między Toronto Raptors a Cleveland Cavaliers zdecydowała dogrywka.
BASKETBALL-NBA-HOU-LAL/
Erik Williams / IMAGN IMAGES via Reuters Connect

W NBA czekamy na ostatnie rozstrzygnięcia w 1/8 finału. Za nami szósta seria spotkań. W nocy z piątku na sobotę awans przypieczętowała tylko jedna drużyna. Jest nią Los Angeles Lakers. Po dwóch z rzędu porażkach z Houston Rockets w końcu się przełamała i dołożyła decydujące czwarte zwycięstwo. Spora w tym zasługa legendarnego LeBrona Jamesa.

Zobacz wideo Karol Kłos: "Śpiąco weszliśmy w ten mecz"

James najlepszy na parkiecie. Lakers świętują. "Staram się doceniać te chwile"

Rozgrywający swój 23. sezon na parkietach NBA zawodnik potwierdził, że mimo 41 lat na karku wciąż potrafi rozstrzygać mecze. Przeciwko Rockets zdobył 28 punktów, a do tego dołożył 7 zbiórek i 8 asyst. Tym samym był najskuteczniejszym zawodnikiem na parkiecie. Wspólnie z Japończykiem Ruim Hachimurą (21 punktów) poprowadził Lakersów do wygranej 98:78 i 4:2 w całej rywalizacji.

Tym samym ekipa z Los Angeles zapewniła sobie awans do 1/8 finału, w której zmierzy się z Oklahoma City Thunders. - To całkiem fajne mieć możliwość poprowadzenia drużyny w wieku 41 lat do play-offów i móc w nich wygrać. Kto wie, w ilu jeszcze seriach play-offów będę brał udział? Nawet jeśli zagram jeszcze jeden, dwa, trzy sezony, to nie gwarantuje mi to awansu do fazy play-off. Staram się więc doceniać te chwile, jakiekolwiek by one nie były - powiedział po spotkaniu LeBron James w rozmowie z ESPN.

Zobacz też: Gwiazda tenisa nagle zniknęła. Taki prezent dostała od Łukaszenki

Wielkie emocje w walce o ćwierćfinał NBA. Mieli awans na wyciągnięcie ręki

Blisko awansu byli także koszykarze Cleveland Cavaliers. Co prawda jeszcze na początku czwartej kwarty szóstego meczu z Toronto Raptors przegrywali różnicą 11 punktów (85:96), ale w końcówce przeprowadzili spektakularną pogoń. Dosłownie rzutem na taśmę doprowadzili do remisu 104:104 i przedłużyli swoje szanse. W dogrywce prowadzili już nawet 110:108. Od tamtego momentu punkty zdobywali już jednak tylko rywale. Raptors w dramatycznych okolicznościach wygrali 112:110, a to oznacza, że w całej rywalizacji jest remis 3:3. O awansie do ćwierćfinału zadecyduje zatem ostatni siódmy mecz (4 maja, godz. 1:30). 

To samo tyczy się zespołów Orlando Magic i Detroit Pistons. W nocy z piątku na sobotę trzecią wygraną w serii zanotowali zawodnicy z Detroit. Mimo że do rozpoczęcia czwartej kwarty przystępowali, przegrywając 64:71, ostatecznie odwrócili losy spotkania. Ostatnią kwartę wygrali... 31:8, a cały mecz 93:79. Decydujący spotkanie między nimi zaplanowane jest na 3 maja na godz. 21:30. 

Więcej o: