- Ciężko się spodziewać pięknej koszykówki, ponieważ obie reprezentacje nie miały okazji do wielu treningów w pełnych składach. Tak naprawdę można je policzyć na palcach jednej dłoni. Zazwyczaj piękna koszykówka wynika z dłuższego procesu. Spodziewam się raczej meczu brudnego, błotnego. Nie będę ukrywał, że chcemy wykorzystać swoją fizyczność, ponieważ mamy jej więcej. Gramy na wyjeździe i Słowaczki na pewno mocno się na nas rzucą, ale myślę, że mamy argumenty i będziemy w stanie je pokazać na boisku - mówił przed meczem trener Karol Kowalewski dla pzkosz.pl.
Polki wreszcie chcą przełamać fatalną serię w eliminacjach do mistrzostw Europy. Ostatni raz wystąpiły w tym turnieju aż dziesięć lat temu - w 2015 roku. "To poważne wyzwanie, bardzo ważne zadanie do wykonania" - mówił przed meczem Ryszard Łabędź, komentator TVP Sport.
Biało-Czerwone rozpoczęły mecz ze Słowacją świetnie. Pierwsze trzy akcje zakończyły skutecznymi rzutami za trzy punkty. Zrobiły to naturalizowana Stephanie Mavunga (amerykańska koszykarka, pochodząca z Zimbabwe) oraz dwa razy Anna Makurat i po trzech minutach było 9:2. Polki po raz pierwszy dziesięciopunktową przewagę miały w 12. minucie i trener gospodarzy poprosił o czas. Gdy brał drugą przerwę, pięć minut później było już 30:18. Czasy nic nie pomagały, bo po akcji Mavungi dwa plus 1 i indywidualnej Aleksandry Wojtali było już 35:19! Nasz zespół w drugiej kwarcie bardzo dobrze grał w obronie. Pierwsze punkty z gry w drugiej kwarcie Słowaczki zdobyły dopiero po czterech minutach, w dodatku w kuriozalnej sytuacji, bo w tej akcji miały aż trzy zbiórki w ataku.
- Jak nie mamy siły, to mówimy, wracamy do obrony! - mówił na przerwie Karol Kowalewski w połowie III kwarty. Rywalki zmniejszyły straty do 10 punktów, ale wtedy dwa razy z rzędu za trzy punkty trafiła Liliana Banaszak. Właśnie w rzutach zza linii 6,75 metra Polki miały dużo lepszą skuteczność - 33,3 proc. (9/27) przy 24 proc. rywalek (8/33).
Biało-Czerwone miały chwilę słabości przez kilka minut czwartej kwarty. Rywalki zdobyły aż jedenaście punktów z rzędu i przegrywały tylko 45:52. Niemoc przełamała trzy minuty przed końcem dwoma celnymi wolnymi Liliana Banaszak. Półtorej minuty przed końcem rywalki trafiły za trzy punkty i było tylko 50:55. Wtedy ładną, indywidualną akcją popisała się Mavunga i przesądziła losy pojedynku. Ostatecznie Polki wygrały 62:55.
Teraz Polki zagrają dwa mecze przed własną publicznością - w Sosnowcu. 15 listopada (godz. 18) zmierzą się z Rumunią, a 18 listopada (godz. 20.45) z Cyprem.
Dwie najlepsze drużyny z każdej grupy oraz trzy z trzecich miejsc z najlepszym bilansem awansują do II rundy eliminacyjnej.
Zobacz także: Kapitan kontra selekcjoner. "Polski" mecz w europejskich pucharach
Mistrzostwa Europy 2027 odbędą się w Belgii, Finlandii, Litwie i Szwecji.